Poloneza czas grać. Felieton Krzysztofa Marii Załuskiego

Krzysztof Maria Załuski
Krzysztof Maria Załuski
archiwum
Udostępnij:
Niemcy znani są z wyrafinowanych dowcipów. Jedną z ich w tej dziedzinie specjalizacji są tzw. „Polenwitze”. Oto kilka przykładów: „Skąd wiadomo, że Polacy byli już w kosmosie? Bo Wielki Wóz nie ma kół!”. „Czy znasz zdanie zawierające aż trzy kłamstwa? Uczciwy Polak, własnym samochodem, szuka pracy”, „Dlaczego Rosjanie zawsze kradną dwa samochody? Bo w drodze do domu muszą jeszcze przejechać przez Polskę”…

Gdyby nasi sąsiedzi zza Odry powtarzali sobie takie dowcipy jedynie przy piwie, to można by to pominąć milczeniem. Gdy jednak opowieści o polskich złodziejach, leniach i pijakach od dekad są głównym motywem występów estradowych, a z polskich polityków i bohaterów narodowych robi się w mediach faszystów albo bandytów, sprawa robi się mniej zabawna.

Ojcem chrzestnym „Polenwitzów” jest Harald Schmidt, orędownik Eriki Steinbach i jej rewizjonistycznej wizji „Centrum przeciwko Wypędzeniom”. Ten 64-letni, obecnie już trochę zapomniany, satyryk publicznej telewizji ARD, od połowy lat 90. doprowadzał swoich rodaków do łez opowieściami o polskich nieudacznikach. Jego kultowy „Die Harald Schmidt Show” sprawił, że szydzenie z Polaków stało się w Niemczech modne. Mało tego, jego skecze nie tylko nie wzbudziły powszechnej dezaprobaty niemieckich elit, lecz wręcz ściągnęły na krytyków „Polenwitzów” oskarżenia o brak poczucia humoru. Nic więc dziwnego, że paszkwilanckie popisy Schmidta do dziś znajdują naśladowców…

Rozochocony bezkarnością Schmidt, wraz z 20 lat młodszym Olivierem Pocherem, pod koniec lat dwutysięcznych stworzył dla ARD kolejny show. Tym razem „szpasy” tyczyły komór gazowych i „nazimetra” – urządzenia, „które piszczy, gdy mówi się coś, co w naszym kraju jest niepoprawne politycznie”. Dobre samopoczucie „komika” schłodziła dopiero Majid Khoshlessan, rzeczniczka niemieckiej gminy żydowskiej, która oświadczyła, że: „takie żarty nie mogą mieć miejsca nigdzie na świecie, a już szczególnie w Niemczech”.

W tym momencie należałoby zapytać, czemu właściwie mają służyć te dowcipy? Uciesze plebsu? Leczeniu kompleksów? A może uwłaczanie Polakom i Żydom na antenie publicznej ARD, znanej zresztą z „pomyłek” na temat „polskich obozów koncentracyjnych”, jest próbą zaplanowanego relatywizowania historii?

Od antyslawizmu po „polski faszyzm”

Niemieckie media od lat zachłystują się historiami o handlarzach, złodziejach i prostytutkach, przybywających, jak szarańcza zza wschodniej granicy. To one stworzyły stereotyp Polaka. One sprawiły, że „Polak” stał się synonimem nieuczciwości, głupoty i wszelkiego zła. Obecnie zwłaszcza lewicowo-liberalni publicyści stymulują niechęć Niemców do polskiego „narodowego konserwatyzmu” reprezentowanego przez Prawo i Sprawiedliwość, a wcześniej przez świętej pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Notabene to właśnie lewicowa „Die Tageszeitung” jako pierwsza nazywała braci Kaczyńskich „kartoflami”.

Tradycja szyderstw z Polaków jest tak stara, jak germańsko-słowiańskie sąsiedztwo. Rugowanie polskości z inkorporowanych przez Niemców ziem Pomorza, Śląska, Wielkopolski i Prus z różną intensywnością prowadzone było od średniowiecza. Szczególnie dotkliwie w okresie rozbiorów i w ramach Kulturkampfu. Wcześniej ofiarami niemieckiej ekspansji padli Serbołużyczanie, Obodrzyce, Wieleci i Rugianie.

Dążenia do powiększania „Lebensraumu” w Europie Środkowo-Wschodniej nie zatrzymała ani klęska w pierwszej, ani w drugiej wojnie światowej. Po upadku III Rzeszy zmieniła się jedynie forma presji. W dwudziestoleciu międzywojennym z Korfantego i Piłsudskiego robiono „polskich watażków”. Teraz przeciwnicy federalistycznej, zdominowanej przez Niemcy Unii Europejskiej, nazywani są „faszystami” i „nacjonalistami”.

Kreowanie historii i przyszłości

Niemcy bacznie obserwują swoich sąsiadów. Polską tematyką zajmuje się m.in. Ośrodek Badań Europy Wschodniej Uniwersytetu w Bremie, Niemieckie Towarzystwo Studiów Europy Wschodniej, Niemiecki Instytut Spraw Polskich w Darmstadt, Instytut Leibniza dla Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Działają również liczne stowarzyszenia, których zadaniem jest „budowanie wzajemnego zaufania i porozumienia między Polakami a Niemcami”.

Jedną z takich organizacji jest Deutsch-Polnische Gesellschaft Bundesverband e. V. (Federalny Związek Towarzystw Niemiecko-Polskich). Związkowi temu szefuje Dietmar Nietan - poseł SPD, bliski współpracownik Martina Schulza. Statutowym celem FZTNP jest integracja Polski w Unii Europejskiej, zaś istotnym elementem „prounijnych” działań, wydawanie dwujęzycznego pisma „Dialog”. Magazyn ten od roku 1998 redaguje Basil Kerski, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku, prywatnie bliski znajomy Donalda Tuska, byłego przewodniczącego Rady Europejskiej.

To w tych obszarach tworzona jest europejska narracja. Tu kreuje się historię i jedynie słuszną przyszłość. Zaciera się także grzechy i tak relatywizuje przeszłość, aby nikt nie zauważył, że właśnie antyslawizm i antysemityzm Hitlera były genezą nazizmu. I że rasizm był wytłumaczeniem konieczności stworzenia niemieckiego „Lebensraumu” na ziemiach zamieszkanych przez Słowian.

Takie są fakty?

Ludzie nie myślą faktami. Myślą opowieściami o nich. Bo współcześnie najważniejsza jest narracja… W sondażu z marca 2021 r. IBRiS badał nastawienie Polaków do innych narodowości. Z sondażu wyszło, że pozytywny stosunek do Niemców ma 51 proc. badanych. Negatywnie nastawionych jest jedynie 14 proc.

Dwie dekady temu tygodnik „Der Spiegel” zapytał niemieckich nastolatków: „Czy naród niemiecki góruje nad innymi narodami, a jeśli tak, to nad jakimi?” 87% ankietowanych odpowiedziało, że Niemcy górują nad narodem polskim.

Dziś ankietowani wówczas Niemcy mają pod czterdziestkę. Zrywają ze śmiechu boki, słuchając następców Haralda Schmidta. Oglądają państwową ARD, czytają liberalne portale i współczują „naszym” postępowym europosłom, rozdzierającym w PE szaty nad polskim „populizmem”, „nietolerancją” i „bezprawiem”. I już pewnie wiedzą skąd wzięła się ta polska „antyeuropejskość” i ten „tępy nacjonalizm”.

A co z nami? Nam pozostaje wytrwale grać poloneza.

Autor jest politologiem, publicystą, pisarzem. Przez prawie dwie dekady mieszkał za granicą, głównie w Niemczech. Publikował w rozgłośniach radiowych i prasie w Polsce, Niemczech, Holandii, Szwajcarii i Kanadzie. Ukazało się pięć jego książek prozą (w tym jedna w j. niemieckim). W Niemczech prowadził kwartalnik kulturalno-społeczny „B1”. Był prezesem Fundacji Energa i dyrektorem Biura Prasowego Energa S.A. Kierował również redakcją Programów Publicystycznych TVP3 Gdańsk.

Pokolenie Z Dobry, ale szybki klient

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie