MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Sportowiec, miłośnik fotografii i… jeszcze mu mało!

Lucyna Puzdrowska
Lucyna Puzdrowska
Wschody i zachody słońca to jeden z wdzięczniejszych tematów do fotografowania, a jeśli do tego dodamy kwiaty, fotografia musi się udać!
Wschody i zachody słońca to jeden z wdzięczniejszych tematów do fotografowania, a jeśli do tego dodamy kwiaty, fotografia musi się udać! Marian Wnuk-Lipiński
Mariana Wnuka-Lipińskiego redakcyjnie poznaliśmy jako koordynatora ds. sportu w gminie Sierakowice. Przez lata obserwowaliśmy jego zaangażowanie w rozwój sportu wśród dzieci i młodzieży, m.in. organizację Biegów Dookoła Ołtarza Papieskiego. Potem dał się poznać jako uważny obserwator przyrody i fotograf, którego zdjęcia podziwiają nasi Czytelnicy.

Wciąż pamiętam, jak w Biegach Papieskich w Sierakowicach startował młodziuteńki Krzysztof Różnicki, ot, zwyczajny, uśmiechnięty chłopiec, wspierany przez Mariana Wnuka-Lipińskiego. Stanął wówczas na pierwszym miejscu podium, robiłam zdjęcia, ale w życiu nie przypuszczałam, że robię fotki chłopcu, którym za kilka lat zachwycać się będzie Polska, Europa i świat...

Zwyczajny-Niezwyczajny i Drogołazy

Szerzej Marian Wnuk-Lipiński dał się poznać jako inicjator powstania i zarządzający Białym Orlikiem w Sierakowicach, czyli dostępnym przez wiele lat jedynym takim lodowiskiem w Kartuskiem. Nikt nie przypuszczał, że takie okołosportowe aktywności to tylko kropla w morzu zainteresowań pana Mariana.

Drogołazy to grupa uprawiająca nordic walking. Powstała w odpowiedzi na liczne sygnały od mieszkańców gminy Sierakowice, którzy chcieli chodzić z kijkami, ale nie bardzo wiedzieli, jak się za to zabrać. Okazuje się, że nie wystarczy zakup kijków i wyjście na spacer. Żeby poczuć się zdrowszym i sprawniejszym, trzeba uprawiać nordic walking w odpowiedni sposób, najlepiej w towarzystwie przynajmniej jednej osoby, która wie, jak należy to robić.

- Po różnych sportowych przedsięwzięciach, które podejmuję jako koordynator sportu w gminie Sierakowice, podjęliśmy wspólnie z żoną decyzję o połączeniu pasji z przyjemnością obcowania z ludźmi, a przy okazji poznawania pięknych okolic i zakątków naszej gminy - wspomina początki z Drogołazami Marian Wnuk-Lipiński. Z żoną Justyną rozpoczęli zajęcia dla osób zainteresowanych nordic walkingiem.

- Gmina Sierakowice jest bogata w drogi leśne czy ścieżki jeszcze dotąd nieprzetarte, chcieliśmy wskazać uczestnikom naszych zajęć te kierunki, w które bez naszej podpowiedzi na pewno by się nie udali - mówi Marian Wnuk-Lipiński. - Chodzimy na różnych trasach, na różnych odległościach, nie tylko skupiamy się na prawidłowych aspektach i technikach, ale chcemy też zwiedzać nasze okolice, bo są przepiękne.

Zdaniem pana Mariana, do takich miejsc należy na przykład Ścieżka Edukacyjna, okolice Dworku na Błotach czy Źródła Słupi na Dąbrowie. Jak podkreśla Marian Wnuk-Lipiński, nordic walking zna każdy, ale nie każdy wie, że chodzenie o kijkach w grupie jest bardziej korzystne niż chodzenie w samotności.

- Prawidłowe używanie kijków poprawia koordynację oraz wpływa na wzmocnienie mięśni szkieletowych, bo wymusza niejako prawidłową postawę ciała - objaśnia instruktor Wnuk-Lipiński. - Zalety chodzenia z kijkami są ogromne. Nordic walking nie tylko pomaga schudnąć, co jest dla wielu pań największym atutem tego sportu, ale też odciąża kręgosłup i stawy, zapobiega osteoporozie, wzmacnia mięśnie i reguluje ciśnienie krwi. Nie bez znaczenia jest też, że sprzyja ogólnej poprawie samopoczucia, rozładowuje stres i napięcie. Oj, mógłbym tu wymieniać zalety tego sportu i rekreacji bez końca - śmieje się pan Marian.
Jego zdaniem uprawianie nordic walkingu nie wymaga specjalistycznego, super drogiego sprzętu, tańszy w zupełności wystarczy. Ważniejsze jest to, aby każdy kolejny metr pokonywać tak, żeby efekty spaceru przełożyły się na nasze zdrowie i dobre samopoczucie.

- Dlatego namawiam, żeby robić to w grupie. Nie dość, że w grupie jest weselej i raźniej, ale też przyjemniej jest dzielić się z kimś radością z uzyskanych efektów marszu z kijkami - dodaje nasz rozmówca.

Grupa Drogołazy to nie tylko chodzenie z kijkami. Podejmują też i angażują się w inne wyzwania, takie jak WOŚP, mikołajki i inne. Założyciele grupy - fantastyczne sportowe małżeństwo Justyna i Marian, mają jeszcze mnóstwo pomysłów na to, jak uatrakcyjnić kolejne wspólne wyprawy, w które angażuje się coraz więcej osób z ościennych gmin powiatu kartuskiego.

Najpierw było zdjęcie zachodu słońca…

Trudno dziś mi sobie przypomnieć pierwsze zdjęcie nadesłane do naszej redakcji przez Mariana Wnuka-Lipińskiego. Chyba było to tak, że zauważyłam te piękne fotografie na Facebooku i zapytałam, czy możemy je wykorzystać. Odpowiedź była twierdząca. Pomyślałam wówczas, że to jednorazowy taki „incydent”, więc podziękowałam autorowi za te piękne fotki i możliwość ich udostępnienia Czytelnikom „Dziennika Bałtyckiego”. Absolutnie nie łączyliśmy w naszym redakcyjnym gronie animatora sportu z fotografią, no bo jak? Przecież ma tyle innych obowiązków związanych z gminnym sportem, potem doszły do tego Drogołazy, więc uznaliśmy, że to jednorazowa sprawa. Po prostu wyszły mu super zdjęcia, więc nic dziwnego, że zgodził się je opublikować.
Będąc świadoma piękna tych pierwszych zdjęć nadesłanych przez pana Mariana, zaglądałam czasem na jego profil na Facebooku i odkryłam inne, o ile nie piękniejsze! Choć szczerze mówiąc, trudno je porównywać w kategorii piękna, bo jeden lubi widok wschodu słońca, ktoś inny zachodu, jeszcze innych pasjonują fotografie anomalii pogodowych, a kolejnych zimowe pejzaże. Co istotne, wyraźnie widoczny był progres w jakości tych fotografii.

To już nie były tylko widoki, ale fotografie wykonane z ogromną dbałością o detale, maleńkie szczególiki i otoczenie, a ostatnio łącznie z dodaniem pięknej, małej modelki w tle… Wtedy zapadła decyzja, że poprosimy pana Mariana, żeby przesyłał nam swoje piękne zdjęcia w oryginale, czyli wyższej rozdzielczości, tak, by można też było niektóre opublikować w wydaniu papierowym „Dziennika Bałtyckiego”, zwłaszcza „Rejsów Regionów”, ukazujących się w każdy piątek, na które w sposób szczególny czekają mieszkańcy Kaszub.

Od tego czasu publikujemy na portalach kartuzy.naszemiasto.pl i dziennikbaltycki.pl zdjęcia pana Mariana, a jeszcze częściej na naszym redakcyjnym Facebooku kartuzy.naszemiasto.pl oraz w piątkowych „Rejsach Regionów”.

Dla nas Marian Wnuk-Lipiński jest zdecydowanie człowiekiem Zwyczajnym-Niezwyczajnym. To dlatego poprosiliśmy go, żeby opowiedział trochę o sobie, a przede wszystkim o pasji fotografowania, której efekty - sądząc po odsłonach internetowych galerii - podziwia wiele osób w Pomorskiem.

To zaczęło się na studiach

- Tak naprawdę ta moja przygoda z fotografią zaczęła się na studiach w 2016 roku. Krótko mówiąc, żeby nie zwariować od nawału zajęć, fotografowanie było dla mnie takim oderwaniem, odskocznią od codziennych obowiązków - opowiada Marian Wnuk-Lipiński. - Pewnie zaskoczę wielu czytelników, którzy oglądali moje zdjęcia, ale ja naprawdę wszystkie zdjęcia robię telefonem. Ostatnio zaraziłem też tą pasją moją żonę, która zaczęła brać udział w kursach fotografii. Więc, kto wie, być może niedługo będzie robić lepsze zdjęcia niż ja.

Jak podkreśla pan Marian, na 500 wykonanych zdjęć, jedno musi być idealne. I to się na pewno temu człowiekowi udaje.

- Nie wiem, dlaczego to robię, ale uwielbiam fotografować zjawiska przyrody, które potem będą obrazować dany dzień, tydzień czy porę roku, co skrupulatnie zapisuję - opowiada Marian Wnuk-Lipiński. - Nie jest dla mnie problemem wstanie o 4 czy 5 rano, bo wiem, że efekt zdjęć będzie fenomenalny. Z racji moich obowiązków zawodowych często wstaję wcześnie, więc jeśli mogę zaobserwować wyjątkowy wschód słońca, to wstaję jeszcze wcześniej i pędzę. Moja żona często komentuje to w ten sposób, że chyba palma mi odbija, ale cóż, to jest silniejsze ode mnie! - śmieje się nasz fotograf amator.

Jak dodaje, często, gdy pojawia się zapowiedź jakichś zjawisk atmosferycznych bądź przyrodniczych, to tylko czeka na odpowiedni moment - wychodzi z domu i fotografuje.

- Zdarza się, że wyskakuję w piżamie z łóżka i lecę, by utrwalić dany moment, który po latach być może będzie ważny dla moich dzieci, a może i przyszłych pokoleń - mówi fotograf. - Tak naprawdę, to jakoś wciąż nie wierzę, że te moje zdjęcia są aż tak dobre. Wciąż z żoną uważamy, że jestem daleko w tyle i gdzie mi tam do profesjonalistów, którzy wykorzystują do wykonywania takich zdjęć odpowiedni sprzęt, a przede wszystkim wiedzę. Sam widzę, że nie do końca wychodzą mi zdjęcia osób, zdecydowanie lepiej jest z przyrodą i zjawiskami atmosferycznymi.

Tymczasem nadesłane do nas niedawno zdjęcie z postacią - z córeczką na tle zachodu słońca - na pewno jest fenomenalne. Jednak nasz fotograf i w tym wypadku wszelkie zasługi przypisuje pani Justynie.

- To dzięki mojej żonie zdjęcie wyszło tak dobrze - opowiada. - Uważnie wsłuchuję się w jej wiedzę zdobytą na kursie fotograficznym i staram się poprawiać technikę. U nas to już tak jest, ona mnie czegoś nauczy, ja coś podpowiem i tak do przodu, nie tylko przy zdjęciach, ale też Drogołazach i w życiu codziennym. Uzupełniamy się na każdym kroku.

Nauki nigdy dość

Marian Wnuk-Lipiński jest absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku, a niedawno podjął studia na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego.

- Na tę psychologię to również żona mnie zaciągnęła - śmieje się nasz rozmówca. - Marzy mi się własny gabinet i udzielanie porad, i to wcale nie z psychologii sportu, tylko rodzin. Żyjemy w trudnych czasach i takie wsparcie psychologiczne często jest w rodzinach potrzebne.

- Z moich obserwacji wynika, że rodziny nie bardzo garną się do psychologów, zwłaszcza u nas na Kaszubach. Chciałbym to zmienić, bo wiem, że taka pomoc mogłaby pomóc wielu ludziom. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że to trudny temat.
Niełatwo nakłonić rdzennego Kaszuba, by szukał pomocy u profesjonalisty, bo wiadomo, on uważa, że sam sobie ze wszystkim poradzi. Ale jest to błędne przeświadczenie. Jeśli ktoś ma problemy, nie zawsze jest w stanie sam sobie pomóc, nie zawsze może też liczyć na rodzinę i często mały problem zamienia się w taki, że nie jest już w stanie sobie z tym poradzić i kończy się to dramatem, który zawsze odbija się na rodzinie.

Jakie nasz bohater ma marzenia związane z fotografią?
- Moim jedynym marzeniem jest uchwycenie obiektywem zorzy polarnej - mówi na zakończenie naszej rozmowy Marian Wnuk-Lipiński. - W tym moim Paczewie, gdzie mieszkam, jest to niemożliwe, bo jestem tu otoczony lasami. Marzy mi się wyjazd nad morze, gdzie mógłbym w odpowiednim czasie to marzenie zrealizować.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

od 7 lat
Wideo

Znaleziono ślady ptasiej grypy w Teksasie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki