MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Agata Grenda: Nasz teatr jest po to, żeby trochę widza dźgać

Agata Grenda: Dla mnie Szekspir jest tym, który przykłada nam do twarzy lustro lub „zwierciadło”, jak powiedziałby sam Mistrz, pytając - podoba ci się to, co widzisz?
Agata Grenda: Dla mnie Szekspir jest tym, który przykłada nam do twarzy lustro lub „zwierciadło”, jak powiedziałby sam Mistrz, pytając - podoba ci się to, co widzisz? Krzysztof Bieliński
O tegorocznych planach repertuarowych, najciekawszych spektaklach i o tym, co w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim jest wyjątkowe, rozmawiamy z jego dyrektorką Agatą Grendą.

Czy prawdą jest, że Maja Kleczewska będzie w Gdańsku reżyserować „Dziady” po ukraińsku?

Nie, nie będzie realizować „Dziadów” po ukraińsku, ale będziemy prezentować u nas ukraińskie „Dziady” w jej reżyserii, więc ta wiadomość jest połowicznie prawdziwa. To produkcja Iwano-Frankiwskiego Narodowego Akademickiego Teatru. Spektakl zobaczyłam na Festiwalu Boska Komedia w Krakowie, a ponieważ przyjaźnimy się i współpracujemy z teatrem z Iwano-Frankiwska, bardzo chciałam tę realizację pokazać również u nas.

W Teatrze Szekspirowskim prezentowaliśmy już jedną, słynną realizację „Dziadów” Mai Kleczewskiej z Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, dla naszych widzów będzie to więc nie lada gratka. A zapewniam, że ukraińska produkcja jest równie poruszająca jak krakowska adaptacja. Pokażemy ją poza tym dokładnie 31 października, w święto słowiańskich Dziadów.
Czy może pani powiedzieć coś więcej na temat najbliższej produkcji Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego?

Staramy się co roku produkować jeden spektakl, na więcej nas nie stać, dlatego, że jesteśmy teatrem impresaryjnym, bez stałego zespołu aktorskiego. W tym roku będzie to adaptacja tekstu Maliny Prześlugi pod tytułem „Burza. Prequel”, spektakl dla młodzieży, ale bardzo wartościowy także dla dorosłej publiczności. Prequel, jak wiadomo, oznacza wydarzenia wcześniejsze niż opisane w pierwowzorze, czyli w tym wypadku w szekspirowskiej „Burzy” właśnie. Reżyserka Joanna Zdrada pokaże widzom, co działo się na Wyspie, kiedy była już na niej Miranda i Prospero, ale statek jeszcze się nie rozbił. Malina Prześluga napisała piękny, mądry tekst o sprawach ważnych dla młodych ludzi - poszukiwaniu własnej drogi, sile przyjaźni, potrzebie wolności. Ale także o sprawach naszej planety, siłach natury, ekologii.

Gdańscy widzowie znają Joannę Zdradę. Dwa lata temu „Hamlet on the Road”, czeskiego Teatru Radost, w jej reżyserii zdobył Nagrodę Publiczności i nagrodę Towarzystwa Szekspirowskiego na festiwalu szekspirowskim.

Tak, cóż to była za fascynująca produkcja! Myślę, że ten spektakl nikogo nie pozostawił obojętnym. Szekspir na wędrownym wozie, z muzykami, kuglarzami i grabarzami!

A zatem najnowszy spektakl tej reżyserki będzie dla młodzieży…

Bardzo mi zależy, żeby w tych naszych produkcjach był uwzględniony każdy widz. Mam wrażenie, że polski teatr wciąż nie ma oferty dla młodzieży z ostatnich klas szkoły podstawowej i liceum - chcielibyśmy tego widza potraktować bardzo poważnie. Teatrowi trudno wygrać ze smartfonami i internetem, od którego młodzież jest uzależniona, ale jestem przekonana, że nic nie zastąpi kontaktu młodzieży z żywym aktorem, prawdziwymi emocjami w teatrze czy budowaniem wspólnoty. Nasza koprodukcja z
Teatrem im. J. Słowackiego w Krakowie - „1989”, która osiągnęła oszałamiający sukces, także bardzo przyciąga młodzież.

Poprzeczka ustawiona została wysoko.

Nie staramy się tej poprzeczki przeskoczyć, bo byśmy zwariowali ze stresu. To jest zupełnie inny rodzaj spektaklu - rapowany musical, który okazał się zrozumiały i dostępny muzycznie, choreograficznie, tekstowo i inscenizacyjnie dla wszystkich pokoleń, mimo że każde z nich ceni w tym dziele inny aspekt. Pewnie dlatego „1989” osiągnęło taki sukces.

W Gdańskim Teatrze Szekspirowskim działa Teatr Razem, są też realizowane inne projekty teatralne.

Jarek Rebeliński, twórca Teatru Razem, oraz reżyserka Dorota Bielska już drugi rok goszczą u nas jako artyści rezydenci ze swoim teatrem, zrobili już u nas dwie produkcje. Pierwsza z nich „Podchodzisz moją samotność”, na motywach „Romea i Julii”, prezentowana była nawet na ubiegłorocznym międzynarodowym festiwalu szekspirowskim w konkursie o Złotego Yoricka. Druga nosi tytuł „Kto się boi dzikich stworów” i opowiada o zderzeniu dwóch światów. Obie zostały przygotowane w większości przez aktorów z niepełnosprawnościami intelektualnymi, obu produkcjom towarzyszą warsztaty dla młodzieży. To nie tylko projekty artystyczne, ale edukacyjne - poprzez teatr.

W ubiegłym roku na rezydencji artystycznej gościliśmy trzy artystki z Białorusi (Irynę Kupczanko, Lizawietę Milintusewicz i Żenię Dawidenko), które wyprodukowały „10 godzin w linii prostej do domu”, w ramach projektu współfinansowanego przez Instytut Teatralny w Warszawie. To kompletnie inny spektakl, tym razem zagrany przez emigrantki, które mieszkają w Gdańsku - od wielu lat lub od czasu wybuchu wojny. Opowiadają one o swoich doświadczeniach, o życiu na emigracji, o domu, do którego nie można wrócić.

Jesteście teatrem impresaryjnym, jak pani powiedziała - czy jest jakiś klucz, którym się pani kieruje, wybierając spektakle grane w ciągu roku?

Tych kluczy w dzisiejszym świecie musi być o wiele więcej niż tylko wartość artystyczna, ważne są też finanse. Ale przede wszystkim słuchamy bardzo uważnie naszej publiczności. Wiemy na przykład, że Teatr Nowy Proxima z Krakowa nasi widzowie pokochali właściwie od momentu, kiedy pokazaliśmy „Korę. Boską”, potem zaprezentowaliśmy spektakl „Kazik, ja tylko żartowałem”, a niedawno spektakl „Nie pytaj” na motywach twórczości i życia Grzegorza Ciechowskiego. Publiczność na te prezentacje wykupuje bilety od razu. Musimy mieć też wystarczająco dużo wydarzeń komercyjnych, wynajmowych, by finansowo równoważyły projekty bardziej ambitne. Bardzo mi zależy na tym, żeby robić w naszym teatrze taki „przegląd rzeczy ważnych” z całej Polski. Chcielibyśmy, żeby mieszkańcy północnej Polski nie musieli jeździć do Poznania, Warszawy czy Krakowa, żeby wiedzieli, że Szekspirowski trzyma rękę na pulsie i zawsze zobaczą tu coś dla siebie wartościowego, z bardzo różnych gatunków. Wybory kuratorskie są często u nas kolektywne, ale przyznaję się, że korzystam czasem z dyrektorskiego przywileju i pokazuję widzom produkcje, którymi po prostu zachwyciłam się osobiście.

Czym różni się ten teatr od innych na mapie Gdańska czy Polski?

Chyba tym, że u nas każde wydarzenie, w przeciwieństwie do innych teatrów, jest unikatowe. Właśnie dlatego, że jesteśmy impresaryjni. Dlatego naprawdę warto sprawdzać nasz repertuar regularnie, bo nie zobaczycie w nim państwo regularnie powtarzających się przedstawień (chyba że są to nasze produkcje, jak „1989”), a w każdym miesiącu pokazujemy nowe koncerty, nowe spektakle z Polski, debaty, spotkania, programy edukacyjne, działania społeczno-edukacyjno-polityczne.

... Polityczne?

Mam wrażenie, że w naszym kraju wszystko jest polityczne. (śmiech) Nasz teatr także. Nie w sensie reprezentowania określonych partii politycznych, tylko światopoglądu, który stawia na wolność, inkluzywność, na otwarte głowy.

U nas nie zobaczy się spektakli granych w NOT (Scena Teatralna Naczelnej Organizacji Technicznej), chociaż te wszystkie objazdowe farsy, komedie z gwiazdami bardzo często są nawet niezłej jakości. Grają w nich dobrzy aktorzy. Natomiast nie są one tym, co ja chcę pokazywać w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim. Nasz teatr jest raczej po to, żeby trochę widza dźgać, żeby może poczuł się nieco niewygodnie, ale żeby zawsze wyszedł, uznając, że miał udany wieczór. Oczywiście wielokrotnie widz i u nas się po prostu dobrze bawi, uwielbiamy śmiech i radość. Ale chciałabym, żeby wszystkie emocje, które odczuwają u nas widzowie, były, jak u Szekspira, po coś. Żebyśmy byli w głowach widzów jeszcze przez kilka dni po wyjściu przez nich z teatru.

Po co nam Szekspir?

Jeżeli chcemy czegoś się w życiu dowiedzieć i być nieco mądrzejsi, to po bardzo wiele rzeczy. Ja osobiście nie znam się na Szekspirze tak jak mój wybitny poprzednik, profesor Jerzy Limon, przejęłam kierowanie teatrem jako sprawna menedżerka kultury, na Szekspirze znał się doskonale cały mój zespół. Z drugiej strony nie ukrywam, że moje odkrywanie Szekspira od trzech lat dostarcza mi niesłychanie dużo wrażeń! Dla mnie Szekspir jest tym, który przykłada nam do twarzy lustro lub „zwierciadło”, jak powiedziałby sam Mistrz, pytając - podoba ci się to, co widzisz? A my się w nim przeglądamy. I myślę, że każdego roku, również podczas Festiwalu Szekspirowskiego, widzimy w nim co innego, bo zmieniają się czasy i okoliczności, a jednocześnie okazuje się, że natura ludzka jest od wieków taka sama.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki