"Pracujemy ciężko, narażając życie i zdrowie, ale nie należy nam się dodatek covidowy". List ratownika KPP ze szpitala covidowego

Rafał Mrowicki
Rafał Mrowicki
Ratownicy kwalifikowanej pierwszej pomocy nie mogli liczyć na dodatek covidowy, choć tak jak lekarze i pielęgniarki pracowali w niebezpiecznych warunkach, na pierwszej linii walki z koronawirusem. - Pracujemy ciężko, na dyżurach 24h, narażając życie i zdrowie. Pracujemy w uciążliwych warunkach jakimi jest praca w kombinezonie biologicznym, maseczce, przyłbicy itp., ale według rządzących nam nie należy się dodatek covidowy. Wydawało mi się, że ten dodatek jest za pracę w rygorze sanitarnym, jaki obowiązuje przy Covid-19, i za narażanie życia i zdrowia niezależnie od tego, jako kto się pracuje - pisze do naszej redakcji ratownik KPP, który pracował w jednym z trójmiejskich szpitali tymczasowych. Ratownik skarży się też na sposób zatrudnienia przez firmę zewnętrzną współpracującą ze szpitalem.

Zgłosił się do nas ratownik KPP (kwalifikowana pierwsza pomoc), który od marca pracuje w szpitalu tymczasowym w Amber Expo. Jak pisze w swoim liście, on i inni ratownicy zgłosili się do pracy w szpitalu z różnych powodów, jak wzięcie udziału w czymś ważnym, czy po prostu pomoc chorym. Nie są to ratownicy medyczni na co dzień jeżdżący w pogotowiu ratunkowym, a np. ratownicy wodni.

Pan Tomasz (imię zmienione - red) pracuje w szpitalu tymczasowym w Amber Expo od początku jego powstania w marcu tego roku. Z zawodu nie jest medykiem, ma jednak uprawnienia KPP. Do pracy w szpitalu trafił poprzez prywatną firmę, która rekrutowała ratowników KPP do szpitali covidowych. Jak wielu innych ratowników KPP pracuje tam dodatkowo - w ciągu tygodnia łączy rolę ratownika ze swoją dotychczasową pracą zawodową.

Zapotrzebowanie na ratowników KPP jest różne. W momencie największego zapotrzebowania pracowało ich 36, później zredukowano ich liczbę do 16 osób w ciągu dnia. Zdaniem naszego rozmówcy firma musiała przyjąć do pracy na umowę zlecenie kilkadziesiąt osób, ponieważ rotacja na dyżurach jest spora - są osoby, które mają w miesiącu 1 lub 2 dyżury, a są osoby, które mają kilkanaście dyżurów. Stawka godzinowa to 20 zł netto.

- Pracujemy za bardzo niską stawkę, jest to stawka niewiele większa od minimalna stawki godzinowej (20 zł netto - red). Pracujemy ciężko, na dyżurach 24h, narażając życie i zdrowie. Pracujemy w uciążliwych warunkach jakimi jest praca w kombinezonie biologicznym, maseczce, przyłbicy itp., ale według rządzących nam nie należy się dodatek covidowy. Wydawało mi się, że ten dodatek jest za pracę w rygorze sanitarnym, jaki obowiązuje przy Covid-19, i za narażanie życia i zdrowia niezależnie od tego, jako kto się pracuje. Czy lekarz naraża się bardziej niż ja? Czy pielęgniarka i ratownik medyczny naraża się bardziej niż ja? Prawda jest taka, że wszyscy – lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni i w końcu my - ratownicy KPP i ekipy sprzątające narażamy się tak samo, tak samo ryzykujemy i pracujemy w takich samych warunkach. Dlaczego więc dodatek covidowy przysługuje tylko wybranej grupie? Podejmując się tej pracy znaliśmy teoretycznie wielkość marnego wynagrodzenia, ale mieliśmy przekonanie, że będziemy uczestniczyć w czymś ważnym, że będziemy naprawdę potrzebni. Żeby wynagrodzić marną pensję zapewniono nam wyżywienie, obiady, kawę, herbatę. Trwało to jakiś czas, ale teraz niestety, na podstawie jednostronnej decyzji szpitala, te przywileje zostały nam odebrane. Przychodząc na dwudziestoczterogodzinny dyżur za stawkę 20zł/h. Zaznaczę kolejny raz, że jest to praca w ciężkich warunkach z narażeniem zdrowia i życia w kombinezonie biologicznym, maseczce, przyłbicy - pisze pan Tomasz.

Jak dalej wskazuje ratownik, szpital zredukował zapotrzebowanie, a ratowników KPP z dnia na dzień pozbawia się dyżurów. Wymaga się od nich tym samym pełnej dyspozycyjności. Niestawienie się na dyżurze grozi karą.

- Z dnia na dzień zostajemy bez pracy. Szpital, żeby pozbyć się kłopotu zlecił zatrudnianie ratowników KPP firmie zewnętrznej, która czerpie kolosalne zyski i otrzymuje ogromne pieniądze od szpitala za naszą pracę nam płacąc marne grosze. To wszystko bez przetargu. Gdybyśmy otrzymali umowy zlecenie od szpitala to my byśmy więcej zarobili, może adekwatnie do swojej pracy, a szpital by mniej zapłacił za naszą pracę, a tak gdzie tu logika? Gdzie sens? Szpital płaci ogromne kwoty firmie zewnętrznej. Dlaczego więc nie zatrudnia nas szpital? Wiadomo, ktoś na tym biznes robi. W chwili obecnej z dnia na dzień redukuje się etaty, od nas wymaga się pełnej dyspozycyjności, straszy, że gdy zrezygnujemy z dyżuru to będziemy obciążani karami, natomiast z drugiej strony z dnia na dzień dostajemy informacje, że jest redukcja i już nie mamy do pracy przychodzić. Duża część z nas ustalając grafiki zrezygnowała z innych zajęć i informacja z dnia na dzień, że mam nie przychodzić bo już nie jestem potrzebny jest... brakuje ładnych słów aby to określić. Szczerze mówiąc to traktuje się nas bardzo przedmiotowo przez firmę zatrudniającą. W szpitalu likwidują oddziały, więc ratowników KPP można z dnia na dzień zostawić bez pracy. Dyżury, które zostały też nie są przyznawane wg umiejętności, doświadczenia – ważna jest znajomość osób rozdzielających pracę - skarży się ratownik.

Pan Tomasz podkreśla, że pomimo niedogodności, jest bardzo zadowolony, że mógł włączyć się do walki z Covid-19 poprzez pomoc potrzebującym i ciężko chorym pacjentom.

- Wiem jaki ten czas pobytu w szpitalu był dla nich ciężki i tym bardziej cieszy mnie to, że mogłem dać coś od siebie. Szkoda tylko, że na empatii i dobrym sercu niektórych osób inni zbijają biznes i mają wszystko gdzieś. Szkoda tylko, że nie myśli się przyszłościowo, za chwilę będzie kolejna fala i znów będzie potrzeba ludzi/jeleni do pracy za głodowe stawki, żeby ktoś biznes zrobił. Sytuacja może być niestety taka, że nie będzie chętnych i co wtedy? - pisze ratownik KPP.

Ministerstwo Zdrowia w sprawie dodatku covidowego dla ratowników KPP odesłało nas do Narodowego Funduszu Zdrowia, jednak centrala NFZ nie odpowiedziała na nasze pytania, wysyłane parokrotnie. Jeżeli odpowiedź dotrze - zostanie zamieszczona.

Do sprawy pracy w szpitalu odnieśli się Mateusz Kujawa - prezes fundacji Wodna Służba Ratownicza, która rekrutowała ratowników KPP oraz Dariusz Kostrzewa - prezes spółki Copernicus, która zorganizowała szpital tymczasowy w Amber Expo.

- Wszyscy pracowaliśmy w trybie epidemii. Pierwszy raz w nowożytnej historii Polski mamy do czynienia z taką epidemią. Musieliśmy przygotować zupełnie nową usługę. Zatrudniliśmy ponad stu ratowników. Nie było miejsca na analizowanie kto kogo lubi, ale na podstawie dyspozycyjności. Stawialiśmy na osoby, które były dyspozycyjne i na tej podstawie przydzielaliśmy dyżury. Na bieżąco byliśmy na w kontakcie ze szpitalem. Personel medyczny oceniał ratowników KPP, którzy byli pomocni i nadawali się do pracy. Na tej podstawie przydzielano im dyżury - mówi o warunkach pracy oraz o ustalaniu dyżurów Mateusz Kujawa.

Wodna Służba Ratownicza do szpitala tymczasowego w Gdańsku zaangażowała ok. 115 ratowników KPP. Zapewniła ratowników KPP w ok. 30 szpitalach covidowych w różnych częściach Polski. Prezes fundacji przyznaje, że zapotrzebowanie na ratowników zmieniało się wraz ze słabnięciem epidemii oraz zmniejszającą się liczbą pacjentów.

- Wszyscy liczyliśmy się z tym, że epidemia jest nieprzewidywalna. Nie byliśmy w stanie prognozować ilu pacjentów będzie przyjmowanych. Wszyscy się na to decydowaliśmy znając zasady. Liczba ratowników była ustalana z dnia na dzień. Później następowała redukcja, jeżeli pacjenci byli wypisywani do domu. Wszyscy mieliśmy tego świadomość, a z drugiej strony sam byłem zaskakiwany tą dynamiką. Reguły były jasne. Zarząd szpitala decydował ilu ratowników jest w danym momencie potrzebnych - dodaje Mateusz Kujawa.

Szef Wodnej Służby Ratowniczej przyznaje, że fundacja wielokrotnie dopytywała w NFZ-ie o dodatek covidowy dla ratowników.

- Wielokrotnie wysyłaliśmy pisma. Polecenie ministra zdrowia było sformułowane jasno - dla personelu niemedycznego nie należał się. Słyszymy w mediach, że jest szykowany jednorazowy dodatek dla personelu niemedycznego, ale na razie nie znamy konkretów. Mamy nadzieję, że te osoby również będą mogły skorzystać z takiego dodatku - mówi Mateusz Kujawa.

Z kolei szef spółki prowadzącej szpitale na Zaspie i przy Nowych Ogrodach przyznaje, że jedynie stowarzyszenie ratowników zgłosiło się z kompleksową ofertą zabezpieczenia niezbędnych godzin dyżurowych opiekunów wykwalifikowanych w udzielaniu pierwszej pomocy.

- Została z nim zawarta umowa w trybie ustawowym. O ile wiem obsługuje ono w tym zakresie kilka szpitali tymczasowych w Polsce. Koszty są zależne od liczby godzin. Nie udzielamy informacji o wysokości wynagrodzenia naszego partnera - ewentualnie proszę zwrócić się o te informacje bezpośrednio do stowarzyszenia. Stawka jest zgodna z wytycznymi Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Jestem po konferencji z wojewodą, w której uczestniczyły wszystkie osoby zaangażowane w walkę z pandemią na Pomorzu. Zadowolenie z ustępującej pandemii jest powszechne i rodzi wiele pozytywnych emocji. Wszystkich nas ta choroba bardzo zmęczyła, a wielu dotknęła osobiście - odpowiada Dariusz Kostrzewa.

Prezes spółki Copernicus przyznaje, że zapotrzebowanie na kadrę medyczną zmniejszało się wraz z malejącą liczbą pacjentów. Zwraca uwagę, że ratownicy dobrze wywiązywali się ze swoich zadań, jednak kwestie dotyczące ich zatrudnienia powinni omawiać z zatrudniającą ich firmą. Ratownicy nie zgłaszali zastrzeżeń na pracę firmie Copernicus. Twierdzi też, że pracownicy cały czas mieli dostęp do posiłków.

- Dotyczy to nie tylko ratowników-opiekunów ale także lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych, a także personelu administracyjnego. Z punktu widzenia tych osób może to stanowić pewien dyskomfort ale przecież pracujemy dla społeczeństwa i pacjentów, a oni bardzo się cieszą, że szpital tymczasowy nie będzie już potrzebny. NFZ określa na bieżąco liczbę łóżek, które mają pozostawać w gotowości do pracy w szpitalu tymczasowym. Do tej liczby dostosowujemy liczbę personelu, zgodnie z wytycznymi Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji - dodaje.

- Proszę zwrócić uwagę, że dzięki naszej współpracy ze stowarzyszeniem ratowników wodnych zapewniliśmy pracę (możliwość zarobkowania) ratownikom, którzy z dnia na dzień stracili pracę w związku z zamknięciem basenów (w tym aquaparków). Kilkadziesiąt osób przetrwało ten trudny ekonomicznie czas dzięki pracy dla naszych pacjentów. Wątpliwości dotyczące przejrzystości zasad dysponowania personelu proszę rozstrzygać bezpośrednio z zarządem stowarzyszenia. Nasza spółka nie ingeruje w wewnętrze sprawy tego podmiotu. Na uwagę zasługuje fakt, że ratownicy wywiązywali się ze swoich zadań bardzo dobrze i nie zgłaszali do nas żadnych zastrzeżeń. Kawa i herbata jest dostępna dla pracowników szpitala tymczasowego bez ograniczeń przez całą dobę. Podobnie sytuacja wygląda z posiłkami regeneracyjnymi - przekazuje nam Dariusz Kostrzewa.

Protest pielęgniarek. Co czwarta polska pielęgniarka może od...

Tak zarabiają lekarze i pielęgniarki w polskim szpitalu. Zob...

Czy wzrośnie opłata za ZUS?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie