Tak wygląda praca ratownika medycznego. "Panowie, ja chcę żyć". Oni są na pierwszej linii frontu w walce z covidem. Wstrząsająca relacja

OPRAC.:
Jacek Bombor
Jacek Bombor
Wojciech Grzesiak, ratownik medyczny Arc.
Wojciech Grzesiak, ratownik medyczny z Jastrzębia, na co dzień wozi pacjentów do szpitali całego Śląska. Zobaczcie, jak wygląda jeden dzień jego pracy. W ostatnich dniach brakuje miejsc w szpitalach, jest tyle zachorowań. Z pacjentami jeździ się nawet do Opola! Tak wygląda rzeczywistość.

Wstrząsająca relacja. Oni są na pierwszej linii frontu w walce z Covid. Tak wygląda praca ratownika medycznego: "Panowie, ja chce żyć”

Wojciech Grzesiak, ratownik medyczny z Jastrzębia, na co dzień wozi w karetce pacjentów do szpitali całego Śląska. Zobaczcie, jak wygląda jeden dzień jego pracy. W ostatnich dniach brakuje miejsc w szpitalach, jest tyle zachorowań. Z pacjentami jeździ się nawet do Opola! Tak wygląda rzeczywistość.

Godzina 5:15

Poranna kawa, ogarnięcie się po nocy i w drogę... Już na parkingu, przy pogotowiu rzut okiem na garaż... Nie ma mojej karetki, czyli jeżdżą... Na stacji mówią, że za Opole pojechali, długo stali w kolejce przy jednym ze szpitali, ale ostatecznie dyspozytor wysłał za Opole, bo tam miejsc zabrakło. Szybka kolejna kawa i czekanie. Półtorej godziny później są.

Godzina 8:30

W tym czasie w tej pracy nigdy nie wiesz kiedy skończysz... nie możesz nic zaplanować po dyżurze, w domu wiedzą, że możesz nie przyjechać o normalnej porze. Przekazanie karetki... Tleny do uzupełnienia, bo całe poszły, pacjent był 6 godzin w karetce, dexaven, corhydron, płyny, metoclopramid, bo - wymiotował. Karetka zlana płynami do dezynfekcji, od których kiedyś nabędziemy toksycznego zapalenia wątroby. Nieustannie się i sprzęty wokół nas, spryskujemy jakimś toksycznym dziadostwem, ale tak trzeba. Są już wizyty, które na nas czekają. Dyspozytor może nam przerwać dezynfekcję w razie nagłego zatrzymania krążenia, aby nas wysłać... Kilka minut przed końcem dzwoni... Możecie już? Bo mam dla was wizytę... Patrzymy na tablet... UWAGA KAWARANTANNA, duszność, sat 67 proc., gorączka, osłabienie, kobieta lat 51. Kod pilności 1, czyli na sygnale. Kiedyś to wpadało się do karetki i wio.... teraz, mimo, ze to "na sygnale", musimy się ubrać. Mamy dylemat: ubieramy na nasz mundur fluo, czy ubieramy pod kombinezon flizelinę… Zimno, zostajemy w mundurze, na to kombinezon, ochraniacze na buty, podwójne rękawice, maska – pełna z filtrami, kaptur, dopinamy wszystko taśmą malarską. Ruszamy…

Godzina 9.

Na miejscu rodzina, wystraszona, zdezorientowana, bo jeszcze wczoraj mama, choć na kwarantannie, to robiła coś w ogrodzie, nic jej nie było. W oczach kobiety przerażenie, niezrozumienie… Szybkie oznaczenie parametrów, saturacja, ciśnienie, monitorowanie. Podajemy tlen, robimy wkłucie, wywiad, badanie, osłuchiwanie, podanie właściwych leków. Rodzina patrzy na nas jak na kosmitów, nie widzi twarzy, tylko oczy i dziwny głos wydobywający się zza pełnej maski…
- "Panie doktorze, co będzie z mamą”?
- "Jesteśmy ratownikami medycznymi” - zawsze prostujemy, ale to i tak nie ma sensu.. Musimy zabrać do szpitala…. Zaczyna się dramat, bo padają pytania “gdzie”, “czy będziemy mogli ją odwiedzić”. Dzwonię do dyspozytora. Słyszę w słuchawce „nie mam dla was wolnych miejsc, wszystko zajęte, jedźcie do szpitala X (oddalony o 40 km) jak was nie przyjmą, to będziemy dalej myśleć. Wiec jedziemy do szpitala X. "Nie, nie możecie mamy odwiedzać, jest ciężko, musimy ją zabrać I jechać… Widzę w oczach córki i wnuczki łzy, zięć, zapalony antykowidowiec burczy pod nosem o „propagandzie, polityce i interesach koncernów farmaceutycznych”.
- "Proszę pana, jesteśmy ratownikami medycznymi, chcemy uratować życie matce pana żony. Nie mamy nic wspólnego z polityką, koncernami farmaceutycznymi i propagandą”.

Godzina. 9.40

Dojeżdżamy do szpitala X, sznur karetek przed nami, jedna butla tlenowa już pusta, pozostała jeszcze półtorej. Nie przyjmiemy was, nie ma miejsc. Ale mamy pacjentkę w stanie ciężkim. Jedziemy do kolejnego szpitala Y (oddalonego o 30 km, czyli już 70 km od domu). Ratownik medyczny kierowca ledwo widzi w masce, a musi jechać „na sygnale”, pole widzenia ograniczone. Rodzina nie ma pojęcia, gdzie jedziemy z mamą. Po kilku godzinach pełnego stresu i walki o jej życie w karetce, udaje nam się przekazać pacjentkę. Na wysokim stresie, z pełnym pęcherzem, spragnieni wbijamy DEZYNFEKCJE w tablecie i ruszamy w stronę bazy…

Godzina 15.

Na miejscu rozpoczyna się godzina dezynfekcji. Czyli pryskamy cała karetkę (znowu!), siebie, jeszcze w kombinezonach. Rozbieramy się zgodnie z procedurą, składamy w czerwonych workach kombinezony, idziemy się kapać. Szybka kawa i kromka, bo zostało już tylko 20 minut dezynfekcji. Kolejny wyjazd tym razem bez koronawirusa… podejrzenie udaru. Na miejscu sprawdza się... Od godziny objawy. 67 lat mężczyzna. III piętro. Badanie, wkłucie, telefon do dyspozytorni. Miejsce udarowe najbliżej w szpitalu nie cividovym 50 km dalej. Musimy zdążyć do 4 godzin od pierwszych objawów. Zostało nam, a raczej pacjentowi, 2, 5 godziny. Nie jesteśmy w stanie pana znieść sami (170 kg) Sąsiadów nie ma. Dyspozytor informuje, że nie ma żadnego dostępnego zespołu do pomocy. Przysyła nam strażaków Znosimy, pakujemy. Ruszamy... Czas odlicza 2 godziny do zamknięcia okna terapeutycznego. Na SOR-ze pytania: zrobiliście test? Ma objawy? “Nie, czysty jest... Tym razem się udaje na ostatni moment... Wracamy…

Godz. 17.

Po drodze dyspozytor wysyła nas do bólu brzucha. Wizyta czeka już od 4 godzin... Młody mężczyzna... Nie ma czasu iść do lekarza, dlatego dzwoni na pogotowie. Nic mu nie dolega... Brzuch miękki, nie bolesny. Leki, zalecenia. Prośba, by nie dzwonić na pogotowie do takich boleści, a korzystać z przychodni POZ. Wrzucamy "powrót do bazy". Kolejne zlecenie. Duszność, osłabienie, zalecane środki ochrony osobistej. Zjeżdżamy na bazę. I od początku procedura ubierania kombinezonu. Ruszamy.

Godz. 17.40

Na miejscu cała rodzina z covid - 6 osób. Tylko najstarszy syn, twierdzi, że dopiero przyjechał, że tu nie mieszka. Wzbrania się przed zrobieniem testu. Ciężko oddycha, męczy się. Gorączkuje. Robimy test. Wychodzi dodatni. Saturacja 88 proc. Pacjent odmawia hospitalizacji. Informujemy o możliwym zagrożeniu życia i zdrowia. Pacjent mimo to podpisuję odmowę hospitalizacji. Ruszamy... Na bazie procedura dezynfekcji. Po czasie dezynfekcji znowu covid dodatni, saturacja 66 proc., 53 lata, mężczyzna.

Godz. 18.10

Ubieramy się, ruszamy na sygnale. Mamy tę świadomość, że jest 18:10 i że nie skończymy "normalnie" – czyli o 19. W karetce rozmawiamy o możliwym miejscu, co dyspozytor może zaproponować. Na miejscu mężczyzna w złym stanie, sine usta, wysiłek oddechowy, trzeszczenie w płucach, akcja serca 120 ud/ min. Saturacja 69 proc. Wywiad, badanie, wkłucie, tlenoterapia, leki. Telefon na dyspozytornię. Czekacie: oddzwonię, bo nie ma nigdzie miejsc na całym Śląsku. Czekamy. Dyspozytor oddzwania. Szpital : 90 km od miejsca zdarzenia. W oczach pacjenta strach i przerażenie. "Chcę żyć, panowie, jak to wygląda”... Pakujemy, zabezpieczamy, jedziemy. Na miejscu jesteśmy o 19:45. Kolejka karetek przed nami. Czekamy.

Godzina 21.45

Szpital dowozi nam tlen do kolejki, bo nasz się skończył w karetce. Czekamy...

Godzina 2:15 w nocy

Przekazujemy pacjenta. Wracamy. 03. 00 jesteśmy w bazie. Dezynfekcja, kąpiel, przebrać się.

Godzina 03:25

Wychodzę z pogotowia. O 4 jestem w domu. Cicho, by nikogo nie zbudzić, bo żona pielęgniarka z OIOM-u covidowego za trzy godziny wstaje i idzie na ciężki bój do szpitala.
- To nasz ratowniczy dyżur w czasie covidowej wojny. To dyżur czasów, które dla dziwnej części ludzi są teorią spiskową i błahą zabawą w noszenie masek na brodzie... Dla nas to walka. Z chorobą, z czasem, własną psychiką ratowniczą, która jak się coraz częściej okazuje, też jest słaba i zawodzi. A u superbohaterów nie zawodziła. Więc nie jestem bohaterem. Jestem ratownikiem medycznym systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego – mówi nam Wojciech Grzesiak.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gość
29 marca, 23:16, Gość:

tych prostaków antycovidowych, płaskoziemców nic nie przekona, mogli by się potykać o leżących umierających chorych i twierdzić że to spisek itp. itd., ręce opadają, ale co zrobić, może po prostu życzyć rozumu chociaż odrobinę..

Podam dwa przykłady naszych sąsiadów, które kładą kłam twojej wizji świata. Szwecja i Białoruś.

G
Gość

tych prostaków antycovidowych, płaskoziemców nic nie przekona, mogli by się potykać o leżących umierających chorych i twierdzić że to spisek itp. itd., ręce opadają, ale co zrobić, może po prostu życzyć rozumu chociaż odrobinę..

G
Gość

I am creating an honest wage from home 3000 Dollars/week , that is wonderful, below a year ago i used to be unemployed during a atrocious economy. I convey God on a daily basis i used to be endowed these directions and currently it’s my duty to pay it forward and share it with everybody, Here is I started......... w­w­w.p­a­y­b­u­z­z­1.c­o­m

Dodaj ogłoszenie