Dramatyczny apel ratowników medycznych. „Wszyscy wspierają szpitale, a o nas zupełnie zapomniano!”. Pomóc może każdy!

Ewa Andruszkiewicz
Ewa Andruszkiewicz
Ratownicy medyczni potrzebują wsparcia finansowego, aby mogli bezpiecznie pomagać chorym w czasie epidemii koronawirusa
Ratownicy medyczni potrzebują wsparcia finansowego, aby mogli bezpiecznie pomagać chorym w czasie epidemii koronawirusa 123rf
W karetkach brakuje rękawiczek, gogli, kombinezonów i środków dezynfekujących – alarmuje fundacja „Mam serce” i uruchamia specjalną zbiórkę pod hasłem „Razem z ratownikami”. Liczy się każdy grosz, wszyscy możemy pomóc.

- Paradoks i absurd – ratownicy medyczni jako pierwsi trafiają do chorych, którzy mogą być już zarażeni, to oni najwięcej ryzykują, są na pierwszej linii frontu. Powinni być najlepiej zabezpieczeni. Tymczasem prawda jest brutalna – w karetkach brakuje rękawiczek, gogli, kombinezonów i środków dezynfekujących. Wyjeżdżając tak do pacjentów, narażają siebie i nas! - alarmują przedstawiciele fundacji „Mam serce”. - Każda forma wsparcia jest ważna, dziś walczymy o nas wszystkich! Każdemu teraz jest ciężko, ale wystarczy niewiele (10 czy 20 zł), by zapewnić pełną ochronę jednemu pracownikowi pogotowia!

Fundacja zamierza uzbierać 100 tys. zł na zakup 10 tys. maseczek i 10 tys. fartuchów chirurgicznych.

- Brakuje już masek i kombinezonów. A to środki ochrony osobistej, które są dziś najbardziej potrzebne. Jeśli nic się nie zmieni i nie dostaniemy zapasów sprzętu, za dwa tygodnie nie będzie ani jednej karetki, która mogłaby wyjechać do pacjentów. Bo stroje ochronne są jednorazowe, do każdego pacjenta potrzebujemy nowy ubiór – przyznaje Grzegorz Sobieraj, ratownik medyczny z Gdańska.

Czytaj także

Potrzeby są i niestety będą jeszcze rosły, bo – jak przyznają ratownicy – coraz więcej osób zataja informację, że może być w grupie ryzyka, w związku z czym trzeba się zabezpieczać przed każdym wyjazdem. Stąd uruchomiona akcja „Nie kłam medyka”.

- Część z nas kupuje gogle, maseczki z wymiennymi filtrami i przyłbice na własną rękę. Bo w przypadku pracy w terenie wskazana jest ochrona w jeszcze większym zakresie niż w przypadku pracy w szpitalu. Szczególnie, że dużo ludzi zataja informację o możliwym zakażeniu koronawirusem. Nie przyznają się np. do tego, że są objęci kwarantanną czy nadzorem z sanepidu. Dlatego zaczęliśmy zabezpieczać się przy każdym wyjeździe, do wszystkich pacjentów zakładamy maski i gogle, bo straciliśmy zaufanie do społeczeństwa. Człowiek się po prostu boi o własne życie i staje przed dylematem, czy wracać do domu po dyżurze do własnych dzieci, czy lepiej nie, żeby ich nie narażać - mówi w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” Roman Pluta, ratownik medyczny z Trójmiasta.

Czytaj także

Zbiórka na rzecz ratowników uruchomiona została na stronie facebookowej fundacji: https://www.facebook.com/mamserce/posts/3023246067727511



Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie