Ostatni z trzech lwów z człuchowskiego Canpolu nie żyje. Trwała walka o jego życie. Lwa Aleksandra niestety nie udało się uratować [zdjęcia]

Argymir Iwicki
Dziewięć lat temu na Canpol trafiła z Niemiec trójka lwów. Dwie lwice miały tamtejsze imiona – Tana i Pola. Samcowi nadano imię już w Człuchowie. Został Aleksandrem. Przyjechał już w sile wieku. Miał osiem lat. Nie żyje.

AKTUALIZACJA 29.01.2020

Smutna informacja dotarła do nas z Canpolu. Nie udało się uratować lwa Aleksandra. Zwierzak odszedł dzisiaj (29.01.2020) nad ranem.

WCZEŚNIEJ PODAWALIŚMY...

Nie wiem co napisać… jest źle… Lew Aleksander umiera… znowu nie je, już nawet na nas nie mruczy, jest słaby… bardzo słaby.
Wczoraj przez cztery godziny był nawadniany, dożywiany, witaminy, leki…. Łączne siedem kroplówek… Rokowania? …czekamy na cud...

- czytamy na stronie Canpolu, na której pojawiła się ta przejmująca informacja.

- Największą aktywność osiągnął między 13 a 15 rokiem życia – mówi Bogdan Gończ, kierownik i opiekun zoo na Canpolu.
Potem zaczął się starzeć. Dostał siwą sierść. Nigdy nie chorował, a przynajmniej nie było tego po nim widać. - Koty, gdy są w stadzie, bardzo umiejętnie maskują swoje dolegliwości – dodaje.

Aleksander jest już ostatnim lwem w człuchowskim zoo. Dwie samice były o dwa lata starsze. Prawdopodobnie były kuzynkami Aleksandra, a ten miał podwiązany nasieniowód i z pary tych zwierząt nigdy nie było potomstwa. Jedna lwica zachorowały na białaczkę. Pierwsza odeszła dwa lata temu, rok temu – druga. Obie miały siedemnaście lat. Aleks został sam. Teraz i on osiągnął ten wiek.

Dwa i pół tygodnia temu Aluś przestał jeść – opowiada Bogdan Gończ. - A kiedyś dziennie potrafił zjeść nawet cztery kilogramy wołowiny.

Lew zrobił się osowiały, było widać, że nie ma energii. W ogrodzie zapadła decyzja, żeby go nawodnić, podać antybiotyk, witaminy. Było to dosyć ryzykowne, bo w jego wieku istnieje zagrożenie, że uśpione zwierzę nie wyjdzie już ze snu. Aleksander jednak się wybudził, ale apetyt nie wrócił. Przez te ostatnie dwa tygodnie zjadł ledwo trzy kilogramy pokarmu, co jest bardzo małą ilością jak na 170-kilogramowe, potężne i dumne zwierzę. Pojawiło się podejrzenie, że lew ma albo białaczkę, albo nie funkcjonują mu nerki. Gdy był uśpiony, pobrano mu także krew do zbadania. Wkrótce ma być znany wynik badania. Ogród jest w stałej konsultacji weterynaryjnej ze specjalistą z oliwskiego zoo.

POLECAMY NA STREFIE AGRO:

Wielkanoc A.D. 2020, puste kościoły i brak święconki.

Wideo

Materiał oryginalny:

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
24 stycznia, 15:43, Gość:

Dzikie zwierzęta chorują na białaczkę ??? W naturalnych warunkach żerują na innych dzikich zwierzętach. Niestety w niewoli karmione są mięsem z chodowli gdzie tuczone są anrybiotykami i hormonami wzrostu. My tez to jemy i dlatego w społeczeństwie jest taka zachorowalność na nowotwory.

To prawda w 100%

G
Gosia

Nie męczcie zwierzaka, tylko dajcie mu w spokoju odejść.

G
Gość

Dzikie zwierzęta chorują na białaczkę ??? W naturalnych warunkach żerują na innych dzikich zwierzętach. Niestety w niewoli karmione są mięsem z chodowli gdzie tuczone są anrybiotykami i hormonami wzrostu. My tez to jemy i dlatego w społeczeństwie jest taka zachorowalność na nowotwory.

Dodaj ogłoszenie