Opowieści nie tylko o śmierci: Listy znikąd donikąd [OPOWIADANIE]

Krzysztof Maria Załuski
Krzysztof Maria Załuski
pixabay
Pisał te listy od siedmiu, może od ośmiu lat… Codziennie wieczorem, przed snem wybierał w pamięci adresata i pisał. Dzięki tym listom wydawało mu się, że ma kontakt z rzeczywistym światem: z domem, z przyjaciółmi, z rodzinną Konstancą. To uczucie realnych więzów dawały mu nawet te listy, których nie wysyłał, które lądowały w szufladzie jego biurka.

Erich pisał głównie do przyjaciół, to znaczy do ludzi, którzy kiedyś coś dla niego znaczyli. Pisał, ale prawie nigdy nie otrzymywał odpowiedzi… Po upadku Ceauşescu przez jakiś czas przychodziły jeszcze pocztówki zapisane ledwie w połowie nieczytelnymi, pospiesznymi bazgrołami; potem Erich przestał dostawać nawet i te kartki… Było mu przykro, ale nie żałował, że tak się dzieje. Nie żałował niczego, bo te parę nieszczerych słów, wypisanych na odwrocie kolorowych reklamówek – jakichś niemieckich lub austriackich firm – nic już dla niego nie znaczyły. Kilka razy dostał także listy z fotografiami dziwnie zmienionych przyjaciół: napuchniętych, gąbczastych monstrów o przekrwionych oczach, opalonych facetów prężących muskuły na tle nowiutkich francuskich domów towarowych i amerykańskich hoteli, albo dziewczyn o suczych twarzach, rozkraczonych na tylnych siedzeniach sportowych samochodów… Właśnie o tym pisał do Diany; pisał tylko do niej, bo tylko ona zawsze odpisywała.
Znali się ze studiów; i było to właściwie wszystko, co go z nią łączyło…

Diana miała rude włosy, szeroką twarz, wystające kości policzkowe i czarne oczy. Jej nos i policzki pokrywały tysiące piegów. Nie była ładna i Erich chyba nigdy nie pozwolił sobie na snucie wobec niej jakichkolwiek erotycznych planów. Była dla niego jak siostra, jak matka, jak ktoś kto nie zdradzi, nie zrani, kto będzie na każde zawołanie… A Erich bardzo pragnął mieć kogoś takiego obok siebie.

W pierwszym liście do Diany napisał, że nowy świat jest piękny, ale pusty.
„To wszystko jest jak sen pozbawiony dźwięków, zapachów i uczuć. Tutaj wszystko jest przewidywalne, podane pod sam nos, śmiertelnie nudne… Czuję się jak wysterylizowany intelektualnie knur, buszujący bezkarnie w polu z kukurydzą. W tym świecie nie ma ani prawdziwych ludzi, ani prawdziwych wartości. Wszystko jest na niby. Nawet uczucia… Jeśli dziewczyny uśmiechają się do ciebie, to niczego to nie oznacza. Jeśli idą z tobą do łóżka, odznacza to jeszcze mniej… Tutaj liczy się jedynie pieniądz.”

A potem jego listy zaczęły być coraz bardziej sentymentalne, coraz bardziej płaczliwe i błagalne. Erich skarżył się na samotność, na nicość, która odbiera mu siły i rozum. Narzekał na szarość świata o świcie i na szarość o zmierzchu, na monotonię tygodni i miesięcy, i że nie ma do kogo otworzyć ust. I wtedy po raz pierwszy przyznał się jej, że pali haszysz, bardzo dużo haszyszu. I że myśli o śmierci.

„Bo przecież tak dalej nie może być; nie może, nie może…”.
Opisywał jej ze szczegółami jak upala się haszem, a potem, żeby nie umrzeć, zażywa tabletki uspakajające, które kiedyś lekarz przepisał mu, gdy próbował odzwyczaić się od picia. I pisał także o tym, jak rano budzi się z potwornym lękiem i jeszcze większymi wyrzutami sumienia, i że tylko dzięki tym wyrzutom wie, że żyje.

„Diana, wyobraź sobie, że ja już nie potrafię przypomnieć sobie siebie, takiego jakim byłem, jakiego mnie znałaś… Rano budzę się i pierwsza rzecz – palę. A ostatnio to potworne ssanie budzi mnie nawet w nocy… To przychodzi nagle, tak jakby się gdzieś w głowie włączała gigantyczna pompa… I od tego momentu nie potrafisz już o niczym myśleć tylko o haszu, albo chociaż o trawie. To ssanie ustaje dopiero, kiedy się upalisz i padniesz… Diana, czy ty rozumiesz w jakim ja teraz świecie żyję? Gdybym zasłabł gdzieś na ulicy, albo w metrze, nikt by na mnie nawet nie spojrzał. Chyba że zachciałoby mu się na mnie splunąć, albo odlać… To wszystko, na co zasługuję.”

Wreszcie zaczął namawiać ją na przyjazd do Monachium. Obiecywał, że znajdzie dom, w którym zamieszkają.
„Wiem już gdzie stoi taki dom. Widziałem coś odpowiedniego dla nas pod Rosenheim – na skraju lasu, z widokiem na las i Alpy. Wynajmiemy ten dom, a potem może kupimy… Słuchaj, podzielimy go na pół. W jednej części ty będziesz miała swoje królestwo, w drugiej ja. Okay, Diana?”

Diana napisała mu, że nawet nie podejrzewała, iż potrafi być taki romantyczny. Ani że umie pisać tak szczere i tak liryczne listy. I obiecała mu, że przyjedzie. Musi tylko porozmawiać na ten temat ze swoim narzeczonym.

Po otrzymaniu tego listu, Erich zaczął pić. Pił, ciął sobie nadgarstki żyletką i pisał… żadnego z listów do Diany jednak nie wysłał. Zaklejał je w kopertach i nosił przy sobie – „zawsze gotowy, aby je nadać”. W jednym z tych listów napisał, że jej nienawidzi, że ją kocha, i że ją zabije za to, że go zdradziła. W innym błagał, żeby mu wszystko przebaczyła, że przy niej stanie się innym człowiekiem, przestanie palić i pić, pójdzie do pracy…

„Bo jeśli mężczyzna w ogóle potrafi się zmienić, to może uczynić to jedynie dla kobiety. W żadnym innym wypadku nie jest to możliwe… Ale ja przecież będę miał ten cel, prawda? Diana”.

Te listy Erich nosił w wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki. Niektóre z nich wpadały pod wytartą podszewkę i przesuwały się do tyłu, na plecy, inne wyściełały naddartą kieszeń, resztę trzymał w brezentowym plecaku.

Zanim Diana wysiadła z autobusu cuchnącego potem, pomidorami, zjełczałym masłem i gotowanymi na twardo jajkami, miał zamiar pokazać jej wszystkie listy. Ale kiedy zobaczył na schodkach jej zaokrąglony brzuch, ten namacalny dowód zdrady, pokazał jej tylko kilka ostatnich.

Dziewczyna czytała je ze stoickim spokojem, ale Erich widział w jej oczach lęk i ból, który zamierzał jej zadać. Podczas kolacji powiedziała mu, że przyjechała właściwie tylko po to, żeby go zabrać z powrotem do Rumunii, do Konstancy, bo o to prosiła ją jego matka… Dwa tygodnie później właściciel domu, w którym Erich wynajmował poddasze, znalazł dwa martwe ciała w wannie pełnej czerwonej wody.

Przypominali trochę tamtych młodych ludzi, z czarno-białych fotografii, które Erich poprzybijał do ścian… Siedzieli w ubraniach naprzeciwko siebie, spleceni nogami jak dwa manekiny. Uśmiechali się, jakby im się coś jednocześnie przyśniło, coś przeraźliwie pięknego i naiwnego zarazem. I czystego, jak te wszystkie historie, które mogą istnieć jedynie w listach z nikąd do nikąd.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak unikać informacyjnego przeładowania? Zobacz program 3 sposoby NA

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie