Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Opowieść o Pako, psie wziętym ze schroniska

oprac. Dorota Abramowicz
Pako
Pako archiwum prywatne
Po publikacji na temat psów „schroniskowych” nasza Czytelniczka pani Sylwia Wojciechowska opisała swoje doświadczenia z Pako.

Namówiłam męża na psa. Poszliśmy razem do schroniska i powiedziałam, żeby pokazał, który z czworonogów mu się podoba. Na moje nieszczęście mąż wybrał psa, z którym nigdy nie wychodziłam na spacery, bo się trochę bałam. W schronisku nazywali go Pako, miał ok. 9 lat, ja i mój mąż mieliśmy być jego trzecią rodziną (wcześniej był oddawany 2 razy - z uwagi na przeprowadzkę). Przez kilka dni były wspólne spacery, żeby pies się do nas przyzwyczaił, wolontariuszka poprosiła behawiorystkę, żeby przyszła i oceniła zachowanie Pako, bo do aniołków nie należał. Behawiorystka zasugerowała, że przydałoby się chociaż podstawowe szkolenie posłuszeństwa, ale wtedy uważałam, że nie ma takiej potrzeby. Przecież sama sobie go wyszkolę, ale poza tym nie musi chodzić jak w zegarku.

Wzięliśmy Pako pod koniec maja 2015 roku. Pierwszy tydzień - półtora było super… Niestety, później zaczął się koszmar. Pako koniecznie chciał przejąć władzę, a być może chciał mnie bronić przed wszystkim, co się rusza? Idąc na spacer, nagle skręcał na osobę, która nas mijała i na nią skakał. Było coraz gorzej, spacer stał się przykrą koniecznością. Po kolejnych próbach ataku Pako (35 kg) na ludzi i inne psy z bezsilności płakałam. Idąc z nim na smyczy (w kagańcu również), przygotowywałam się w myślach do tego, że zaraz zaatakuje i będę musiała się z nim szarpać. Przestałam sobie radzić.

Mąż, który bardzo często i na długo wyjeżdża, powiedział, że albo pójdę z nim na szkolenie, albo muszę go oddać. Pisałam do dziewczyn ze schroniska, że nie daję rady, że chciałam psa, aby wszędzie mi towarzyszył, aby był członkiem rodziny, a tymczasem stałam się więźniem we własnym domu. Wówczas usłyszałam kilka mądrych słów i ich posłuchałam. Stanowczo mu pokazałam, że nie będę akceptowała agresji, że nie musi mnie bronić, że nie potrzebuję tego. Byłam silniejsza, nie bałam się z nim wychodzić na spacer… ale nadal potrzebowałam pomocy. Postanowiłam dać mu szansę i zapisałam na szkolenie. Pako super się uczył, robił postępy. Behawiorystka tłumaczyła mi, co mam robić, kiedy pies próbuje szczekaniem coś na mnie wymusić, jak odwracać uwagę od innych psów, po co mi tak naprawdę uczenie chodzenia psa przy nodze, komend: siad, zostań. Pokazała mi, kiedy mój pies się cieszy. Okazało się, że Pako uwielbia się uczyć, uwielbia wykonywać polecenia i sprawia mu to wielką frajdę.

Poszłam na seminarium na temat mowy ciała psów, które otworzyło mi oczy na wiele spraw. Wiem już, dlaczego mój pies na mnie czasem warknie, wiem, co by oznaczało, gdyby mnie lekko złapał zębami, ale najważniejsze jest to, że wiem, że mój pies NIE JEST AGRESYWNY! To ja nie potrafię go zrozumieć. Sama od niego wymagam, ale niekoniecznie potrafię mu w zrozumiały sposób pokazać, czego od niego oczekuję.

Po szkoleniu stopniowo było coraz mniej incydentów. Teraz Pako nie rzuca się w kierunku ludzi. Z psami cały czas ma problem, ale przynajmniej potrafi odpuścić. Jak odwracam jego uwagę smakołykami, to coraz częściej skupia się na mnie, a nie na innych psach. Na spacerach często biega bez smyczy (ale w kagańcu), ale teraz wiem, że jak go przywołam, to do mnie przyjdzie. Oczywiście, codziennie pracujemy, nagradzam go przekąskami za dobre zachowanie, a karcę głosem i odpowiednim tonem za jego nieodpowiednią postawę. Jesteśmy na dobrej drodze i wierzę, że będzie tylko lepiej.

Czytaj również:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki