Marszałek Mieczysław Struk: To nie jest najlepszy czas dla samorządu

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
Mieczysław Struk, marszałek pomoski Karolina Misztal
To mit, że my powinniśmy się trzymać z daleka od polityki, że ona może być uprawiana tylko na poziomie krajowym, a nam lokalnie od niej wara - uważa Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.

Z różnych stron pojawiają się głosy, że to nie jest złoty czas dla samorządu. Że teraz samorząd bardziej się zwija, niż rozwija. ​​
Z tym zwijaniem się to przesada. Ale większość samorządowców zapewne podzieli moje zdanie, że nie ma obecnie dobrego klimatu dla rozwoju samorządności. Dla nas jest jasne, że mamy pełzającą centralizację. Że z jednej strony samorządom odbiera się kompetencje, a z drugiej coraz mocniej przydusza finansowo. Także te ostatnie obietnice władzy, w postaci rozdawanych przed wyborami czeków bez pokrycia, świadczą o tym, że to nie jest najlepszy czas dla samorządu. ​​

Obecna władza nie lubi samorządu?​
Pamięta pani „21 tez samorządowych”? To była jedna z rzeczy, które bardzo rozdrażniły PiS. I nawet jeśli niektóre z tez nie były do końca przekonujące, to przecież miały wywołać dyskusję na temat roli samorządu, jego kompetencji i budżetów lokalnych. Tymczasem zamiast dyskusji dostaliśmy od tamtej strony obuchem w głowę. Bo rząd wprowadza takie rozwiązania, które centralizują władzę. To nie jest dobra wiadomość, zwłaszcza teraz, kiedy powinniśmy świętować trzydziestolecie samorządu terytorialnego.

Czytaj także

Przypomnę, że według wielu ekspertów, reforma samorządowa była jedną z najbardziej udanych reform po 1989 roku w Polsce, w mojej opinii najtrwalszą, a jej trwałość wynika z ogromnego sukcesu samorządów. Dzięki temu sukcesowi nie musimy się dzisiaj wstydzić przed Europą Zachodnią naszych miast, gmin i województw. Ale obecny obóz władzy jest przekonany, że tylko centralnie można rozwiązywać wszystkie problemy, także te lokalne, co - jak wielokrotnie udowodniła historia - jest błędem. Więcej, obecny obóz rządzący uważa, że władza centralna powinna posiadać wszystkie instrumenty i narzędzia, które pozwolą jej rządzić, od prokuratury i sądów począwszy, poprzez Trybunał Konstytucyjny, po Sąd Najwyższy.

Politycy obozu rządzącego nie mogą i nie chcą pogodzić się z tym, że są jakieś organy od nich niezależne. Ten sposób podejścia do samorządu ćwiczymy na własnej skórze dopiero za czasów PiS. ​​

Czytaj także

Pan wspomniał o czekach bez pokrycia. Rozumiem, że chodzi o premiera Morawieckiego, który jeździ teraz po kraju i w ten sposób dopieszcza niektóre społeczności lokalne. ​​
Powiem wprost i kolokwialnie: te czeki to jedna, wielka ściema. Nie ma rozporządzenia ani konkretnej ustawy, regulującej te obietnice na papierze. Nie ma ustawy, która gwarantowałaby to, że sumy widoczne na czekach, mają pokrycie w budżecie. Nie ma ustawy, która wskazywałaby na to jakie inwestycje są rozwojowe i jakimi zasadami centralna władza będzie się kierować przy przekazywaniu tych pieniędzy. Jest tylko obietnica, wspaniale fetowana, ​o której nie wiemy, czy będzie kiedyś spełniona. Moim zdaniem, to hucpa premiera, która ma służyć tylko kampanii wyborczej jednego kandydata.​​

Niektórzy samorządowcy sprzeciwili się głośno. Burmistrz Chodzieży próbował wręczyć premierowi rachunek na ponad 4 miliony złotych, tłumacząc, że tyle przez rok musiał dopłacić lokalny samorząd do zmian wprowadzonych przez PiS.​​
Gest burmistrza Chodzieży jest bardzo wymowny. Pokazał bowiem realny rachunek strat jakie poniósł jego samorząd w związku z decyzjami rządu Morawieckiego. To był realny rachunek wobec czeku bez pokrycia.
Wszystkim wójtom i burmistrzom, którzy myślą, że złapali byka za rogi i wierzą, że czeki zrealizują, chcę tylko przypomnieć, że każda gmina straciła mnóstwo pieniędzy w związku z tzw. piątką Kaczyńskiego. Samorządy lokalne traciły pieniądze poprzez zniesienie obowiązku opodatkowania pracujących osób, które nie przekroczyły 26 roku życia, poprzez obniżenie podatku PIT z 18 do 17 procent, poprzez podniesieniu kwoty wolnej od podatku itd. Te decyzje uderzyły w lokalne budżety.

Czytaj także

Jakiś przykład?​
Podam przykład z naszego regionu.

Pani burmistrz Pucka powiedziała, że w ciągu dwóch lat, w z związku ze zmianami podatkowymi wprowadzonym przez rząd, straciła 7 milionów 700 tysięcy złotych. Prezydent Elbląga obliczył, że mieszkańcy tego miasta stracili statystycznie rzecz biorąc po tysiąc złotych na osobę, a otrzymali od rządu w postaci różnych form wsparcia ... 59 złotych na osobę. Jak widać, zabiera się dużo, a daje dużo... mniej. W skali Polski to 28 miliardów złotych!

Te pieniądze, które obecnie trafiają do budżetu państwa, były przeznaczone na konkretne inwestycje, na tworzenie miejsc w przedszkolach i żłobkach, drogi, w termomodernizację i rozwiązania ekologiczne, ograniczanie emisji CO2, na własne wkłady do inwestycji finansowanych ze środków europejskich itd. A tymczasem prezydent Andrzej Duda mówi dziś na wiecach emerytom, że „trzynastkę” to daje on i rząd, a cenę za wywóz śmieci podniósł samorząd. A przecież za podwyżkami stoją właśnie decyzję obozu politycznego, z którego sam się wywodzi i którego interesom służy. Takie wypowiedzi są skandaliczne i antagonizują społeczności lokalne. ​​

Czytaj także

Są samorządy, w których burmistrzami, wójtami i prezydentami są osoby należące do PiS. ​​
Są, i takie jest prawo społeczności lokalnych, aby wybierać sobie przedstawicieli. Taka czy inna przynależność polityczna czy poglądy nie mają w naszym regionie znaczenia przy dystrybucji środków finansowych. I tę tezę jestem gotów udowodnić. Natomiast po drugiej stronie mamy liczne dowody, że niepokorne samorządy są finansowo karane przez obecną władzę. I okazuje się, że propisowscy burmistrzowie otrzymują np. pieniądze na kilka projektów drogowych, a oponenci rządu są całkowicie pomijani. Tak się nie realizuje polityki regionalnej. Osobiście uważam, że taka polityka jest krótkowzroczna i skazana na porażkę. W końcu takie decyzje dotykają wszystkich mieszkańców danej gminy, a ci mają różne poglądy i różnie głosują. Albo wszystkich traktuje się sprawiedliwie, albo nie dorosło się do pełnienia funkcji.​

Może trzeba pilnować swoich spraw w Warszawie?​​
To byłoby najgorsze rozwiązanie, gdyby wójtowie i burmistrzowie cały swój wysiłek sprowadzali do wiszenia na klamce gabinetu ministra i byli zdani na jego łaskę. Bo to tam są podejmowane decyzje finansowe związane z inwestycjami lokalnymi. To nie są jednak pieniądze tej czy innej władzy, tylko pieniądze wszystkich Polaków. I one powinny do nich wrócić, sprawiedliwie rozdzielone. Według ściśle określonych kryteriów, a nie dlatego, że samorządowiec sprzyja konkretnej władzy. Zresztą ostatnie dni pokazują, że samorządy stały się zakładnikami tej władzy, a jej przedstawiciele nie stronią od szantażu. Doskonałym przykładem jest tutaj deklaracja budowy drogi czerwonej w Gdyni. Zgodnie z deklaracją radnych PiS tylko wybór Andrzeja Dudy na II kadencję gwarantuje tę inwestycję. ​

​A dostrzega pan jakieś pozytywy, jeśli chodzi o rząd?​​
Dostrzegam. Kiedy słyszę, że rząd po kilku latach zreflektował się i jednak zapowiada budowę naszej drogi ekspresowej S6 czy też modernizację linii kolejowej, to się z tego oczywiście cieszę. Bo to posłuży naszemu regionowi. Pytanie tylko, czy po tylu latach zwłoki spełni obietnicę. ​​

Samorząd miał się trzymać z dala od polityki. Ale polityka, jak widzę, wchodzi teraz w samorząd z butami.​​
To mit, że my powinniśmy się trzymać z daleka od polityki, że ona może być uprawiana tylko na poziomie krajowym, a nam lokalnie od niej wara. Sięgając do źródła znaczenia słowa polityka, to jest ona wyrazem troski o swoje „polis”, w tym przypadku o swoją małą ojczyznę, ale również tę dużą. Czy wybór strategii rozwojowej samorządu to nie jest polityka? Czy nie jest nią rozmowa z lokalną wspólnotą i przekonanie jej do tego, że warto np. wybudować halę sportową albo szkołę czy dom seniora? To przecież też jest polityka. A jeżeli ta polityka krajowa dotyka spraw naszych małych ojczyzn, czy mamy milczeć? ​​

Pan się musiał zmierzyć z koronawirusem i to dosłownie. Premier mówi, że ten wirus jest już w odwrocie. Wierzy pan?​​
Z własnego doświadczenia wiem, że nie wolno tego wirusa bagatelizować. Nadal nowe zachorowania liczymy w setkach, nie dziesiątkach. Ale w tym bardzo trudnym czasie, to samorządy wykazały się szybką reakcją i wsparły pieniędzmi ze swoich budżetów nie tylko te wielkie, jednoimienne szpitale, ale też powiatowe. Wystarczy wspomnieć o szpitalach w Bytowie, Kartuzach, Miastku czy Starogardzie Gdańskim.

Nagle okazało się, że to samorządy lokalne przyjęły na siebie obowiązek walki z pandemią. Ale przyznam, że współpraca z panem wojewodą Dariuszem Drelichem układała się nieźle. I te konflikty, które obserwowaliśmy na szczeblu centralnym, nie zostały przeniesione do samorządu.​​

Czytaj także

Chciałabym zapytać o ten najszczęśliwszy dzień z życia samorządowca. ​​
Zadaje mi pani bardzo trudne pytanie. ​​

Moim zdaniem, dla kogoś, kto jest w samorządzie od trzydziestu lat, to powinno być łatwe pytanie.​​
Trudność w odpowiedzi polega na tym, że takich chwil było wiele. Byłem niezwykle szczęśliwy wtedy, kiedy oddawaliśmy mieszkańcom Pomorską Kolej Metropolitalną - nasz największy projekt samorządowy. Ale duma mnie też rozpierała wtedy, kiedy jako burmistrz Jastarni oddawałem do użytku oczyszczalnię ścieków, 100 kilometrów kanalizacji sanitarnej. I to też był dla mnie radosny dzień, podobnie jak wtedy, kiedy zobaczyłem, że plaże na Półwyspie Helskim mogą być otwarte, że będzie się tam rozwijać turystyka. Było wiele powodów do dumy. Ale mam nadzieję, że jeszcze będą kolejne. ​​

​A z przekopu Mierzei Wiślanej nie będzie pan dumny? To co prawda inwestycja rządowa, ale na naszym terenie. ​​
Ten projekt uważam za szkodliwy dla Polski. I to nie dlatego, że za nim stoi PiS. Poprzez różne ekspertyzy wykazaliśmy jego szkodliwość i nierentowność, obalając również tezę, że ma on służyć naszemu bezpieczeństwu. Tak więc nie jestem zwolennikiem tej kontrowersyjnej i kosztownej inwestycji. Ale kiedy już kanał zostanie wybudowany, to jako zapalony żeglarz oczywiście nie omieszkam z niego skorzystać. I zapewne popłynę z otwartego morza na Zalew Wiślany i kanałem do Elbląga. ​​

Zaskoczył mnie pan.
No cóż. Nie wierzę w mity budowane przez PiS wokół przekopu, moim zdaniem będzie on służyć co najwyżej rozwojowi turystyki wodnej. Ale dobre i to.​

Bon turystyczny celem oszustów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie