Wybory 2020. Polska prezydentura jest skrojona dla politycznego superbohatera

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Prezydentura w Polsce jest skrojona pod silne, niezależne, ponadpartyjne osobowości - mówią politolodzy. Adam Jankowski/Krzysztof Szymczak
Ponadpartyjna, silna i niezależna osobowość - taki wg politologów musi być prezydent Polski. W najbliższą niedzielę zwycięży albo Andrzej Duda albo Rafał Trzaskowski. Bardzo prawdopodobne, że w podzielonym kraju wybór prezydenta stanie się źródłem społecznego konfliktu, bo część społeczeństwa, której kandydat zostanie odrzucony, nie pogodzi się z przegraną. Dlatego zadaniem nowej głowy państwa będzie pogodzenie Polaków. To właściwie zadanie dla superbohatera.

Tylko w jeden sposób może zakończyć się głosowanie w drugiej turze wyborów prezydenckich. Zwycięży albo Rafał Trzaskowski, albo Andrzej Duda. Sondaże nie są w stanie wskazać wyraźnej przewagi żadnego z nich, zdecydować może nawet kilkanaście tysięcy głosów. Dlatego zostawiliśmy sondaże i spróbowaliśmy przewidzieć dwa scenariusze najbliższej kadencji prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej.

Prezydent Andrzej Duda

Jak polska polityka będzie wyglądała przez najbliższe lata jeśli reelekcję w najbliższą niedzielę uzyska Andrzej Duda? - Sprawa jest jasna - będziemy mieć kolejne lata rządów jednej partii, Prawa i Sprawiedliwości - mówi prof. Kazimierz Kik, politolog z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Jego zdaniem, kolejna kadencja Andrzeja Dudy gwarantowałaby stabilność polityczną rządu, zdolność do zwalczania społecznych i ekonomicznych skutków pandemii. Co ciekawe, prof. Kik mówi tu podobnie jak sztabowcy Andrzeja Dudy.
- Bo to akurat jest prawda - podkreśla Kik. - Uważam, że takiej stabilności jako kraj potrzebujemy.
Oczywiste jest, że przynajmniej na początku kadencji (mandat obecnego parlamentu kończy się za trzy lata) współpraca z rządem układałaby się lepiej, jeśli prezydentem zostanie Andrzej Duda. Byłby to czas pełnej koabitacji. Prezydent wspierałby zapewne dokończenie forsowanych przez rząd zmian w sądownictwie.

- Andrzej Duda mocno angażował się w kampanii w kwestię walki z mglistą wizją sądownictwa, jaką prezentuje rząd. Podkreślał wielokrotnie, że jest to struktura zdominowana przez postkomunę, co jest stwierdzeniem demagogicznym i nieprawdziwym - mówi dr hab. Jarosław Nocoń, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego. - Kolejnym krokiem byłyby reformy mediów, co już zapowiadali członkowie PiS. Byłby to kolejny etap rządów tej partii, który pogłębiałby konflikt społeczny. Rozprawa z mediami się nie uda, bo w dzisiejszych czasach dostępu do źródeł informacji, do których dotrzeć można za pomocą smartfona, jednostronny przekaz wspierający rząd byłby całkowicie nie dopasowany do mentalności obywateli. Byłby to samobój tej partii.

Czytaj także

Wg wielu przewidywań poparcie dla rządów Zjednoczonej Prawicy, głównie PiS, będzie topnieć. Wielu ekspertów zakłada, że bez Andrzeja Dudy na stanowisku prezydenta, realny jest scenariusz przyspieszonych wyborów.

- To ostatnie trzy lata rządów PiS (w naszych warunkach politycznych nie było jeszcze takiej sytuacji, że któraś z opcji rządziłaby dłużej niż dwie kadencje). Z jednej strony byłby to czas stabilności politycznej, dlatego osobiście wolałbym Dudę na stanowisku prezydenta. Z drugiej strony należałoby zapytać, dokąd rządy jego i PiS doprowadzą Polskę? - zastanawia się prof. Kik. - Ten kierunek jest zamglony. Byłby to na pewno czas przechyłu w kierunku wydatków socjalnych, co oczywiście pasuje Polakom. Z drugiej strony mielibyśmy kontynuację wzmacniania obronności, polegającą na finansowaniu amerykańskich baz, amerykańskich żołnierzy i zakupu sprzętu bojowego od naszego głównego sojusznika. Polska nie jest aż takim tytanem finansowym, by to udźwignąć, a przecież najważniejsza będzie walka ze skutkami pandemii. Spodziewałbym się poważnego zadłużania państwa, finansowego kryzysu, którego główną ofiarą mógłby stać się ZUS, a zatem emeryci. Już dziś nie wiemy, w jakiej kondycji jest nasza ekonomia, bo to staje się tajemnicą. W tym przypadku stabilność polityczna byłaby pewnym pozorem.  

Według Jarosława Noconia, Andrzej Duda w II kadencji może różnić się od swoich pierwszych pięciu lat na stanowisku prezydenta, gdy był właściwie w 100 proc. reprezentantem tylko jednego ugrupowania politycznego. - On nie  miałby już tak poważnych zobowiązań wobec partii, z uwagi na to, że byłaby to jego ostatnia kadencja. Stać go byłoby więc na bardziej niezależną politykę - mówi. - Zresztą w wielu sprawach pokazał już takie oblicze w czasie kampanii wyborczej. Nie wiem, czy w niektórych kwestiach, jak np. LGBT, nie stał się bardziej radykalny niż samo Prawo i Sprawiedliwość. Jego niezależność mogłaby stać się obciążeniem dla macierzystej partii, także w dalszej perspektywie, gdy Andrzej Duda zacząłby się skłaniać ku innym ugrupowaniom politycznym zabiegającym o jego uwagę, ale już bez PiS. To byłby na pewno potencjał Andrzeja Dudy w drugiej kadencji.

Za to na pewno nie miałby potencjału scalającego poszczególne grupy polskiego społeczeństwa. W kampanii wyborczej sztabowcy Andrzeja Dudy nawet nie próbowali przekonywać do jego kandydatury wyborców o poglądach liberalnych, centrowych czy lewicowych.

- On nie będzie w stanie zakopać podziałów, które sam przecież uwypuklał w kampanii wyborczej. Trudno spodziewać się, że nagle nabierze kompetencji integracyjnych, skoro skutecznie wpisuje się w tendencje konfliktowe. O to bym go nie posądzał - mówi Jarosław Nocoń.

- PiS nie jest siłą polityczną, która potrafiłaby rozszerzyć swoje spektrum społecznego oddziaływania, partią nastawioną na dialog i kompromis - podkreśla Kazimierz Kik. - W Polsce potrzebna jest eliminacja wzajemnej wrogości i tu podstawowej zmiany wymagać się powinno od PiS - otwarcia na dialog, stworzenia możliwości koalicyjnych, jednak nie w duchu pożarcia współrządzących ugrupowań, tylko wspólnego tworzenia władzy, być może w ramach tzw. POPiS-u. Czy to możliwe? PiS i Andrzej Duda muszą porzucić aspiracje jednopartyjnych rządów, bo w dłuższej perspektywie grozić to może dyktaturą. Ta oczywiście w Polsce się nie uda, dlatego PiS musiałby totalnie zmienić swoje nastawienie do innych partii. To ugrupowanie pasuje części Polaków, ale nie pasuje do sytuacji w Polsce i Europie.

 

Czytaj także

Prezydent Rafał Trzaskowski
Wygrana Rafała Trzaskowskiego odmieniłaby funkcjonujący od 2015 r. do 2019 r. układ polityczny w Polsce, odebrałaby jedynowładztwo partii Jarosława Kaczyńskiego i jej koalicjantów. Zmiana w Pałacu Prezydenckim przyniosłaby alians nowej głowy państwa z Senatem. Zdaniem dr. hab. Jarosława Noconia, właśnie próba koordynacji współpracy z izbą wyższą parlamentu byłaby jedną z pierwszych inicjatyw Trzaskowskiego w fotelu prezydenta RP.

- On miałby dość ograniczone możliwości przeciwstawiania się inicjatywom rządu - mówi Jarosław Nocoń. - Nie sądzę, by w ogóle chciał wchodzić w konfrontacyjną rolę. Jego prezydentura nie polegałaby na ostrej, nieograniczonej walce z rządem, a raczej skupiałaby się na strategii, na korygowaniu lub blokowaniu tych działań, które uznałby za destrukcyjne dla społeczeństwa, dla państwa. Nie wiemy, na ile one byłyby skuteczne.  

Wg prof. Kazimierza Kika, w wypadku wyboru Rafała Trzaskowskiego, najbliższe lata będą oznaczały brutalną rywalizację między rządem a opozycyjnym prezydentem i wspierającym go Senatem.

- Rafał Trzaskowski to inteligentny człowiek, niczego nie można mu odmówić. Jednak on sam zapowiadał, że będzie się o Polskę „bił” - mówi Kik. - Jego prezydentura byłaby swoistą polityczną dywersją. W kontekście wychodzenia z pandemii uważam, że byłby to okres stracony, być może okupiony odejściem np. od socjalnych programów. W dodatku jest to polityk „europejski”, uznałbym go za mniej patriotycznego od Andrzeja Dudy. Trzaskowski marzy o zasiadaniu przy jednym stole z prezydentami państw Europy Zachodniej.

- Przewiduję, że obecny rząd nie przetrwa pełnej kadencji, nie tylko z uwagi na konsekwencje walki z opozycją i Rafałem Trzaskowskim, jeśli ten zostanie wybrany prezydentem. Niemniej jego wybór skróciłby dość poważnie „półkę z konfiturami”, w postaci np. stanowisk, a jak wiadomo jest to kwestia dość mocno integrująca wspólnotę partyjną. W tym ujęciu właśnie wewnętrzne ruchy stanowiłyby siłę dezintegrującą PiS - podkreśla Nocoń.

Wydaje się, że urzędujący w Pałacu Prezydenckim Trzaskowski stawałby w obronie samorządów, które rząd PiS ogranicza dość skutecznie (m.in. za pomocą wpływów podatkowych). Samorządowcy, m.in. z Pomorza, tacy jak prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz czy Sopotu Jacek Karnowski wspierali zresztą dość mocno Trzaskowskiego w zmaganiach o prezydenturę.
- O ile rozumiem intencję rządu, który w starciu z samorządami chce przeforsować swoje pomysły, pokazać skuteczność i siłę, to jednak ograniczanie samorządności nastawia negatywnie ludzi zaangażowanych w „małe ojczyzny”. Jest to kolejny „samobój” tego rządu - zaznacza Nocoń.

Według Kazimierza Kika, Rafał Trzaskowski byłby w Pałacu Prezydenckim „twarzą PO”, skupionym na doprowadzeniu do powrotu tego ugrupowania do władzy. - On byłby jeszcze bardziej partyjnym prezydentem od Andrzeja Dudy, być może najbardziej partyjnym w historii Polski - mówi. - Zwróćmy uwagę, on jest wiceprzewodniczącym PO, a Duda był w PiS politykiem trzecioligowym. O ile mówi się o Andrzeju Dudzie, że jest długopisem Jarosława Kaczyńskiego, to Trzaskowski byłby długopisem Borysa Budki.

Jednak zdaniem dr. hab. Jarosława Noconia, jako prezydent Rafał Trzaskowski „chodziłby na długiej smyczy” lub nie miałby jej wcale.

- Według mojej, subiektywnej opinii Rafał Trzaskowski nie jest funkcjonariuszem partyjnym, takim, jakim jest Andrzej Duda. Spodziewałbym się, że jako głowa państwa wspierałby niektóre działania rządu Zjednoczonej Prawicy, nawet wbrew stanowisku swojej partii, gdyby uznał, że leżą one w interesie społecznym, państwowym. Tego polityka na to stać. Jako prezydent byłby odporny na polecenia, intencje swojego ugrupowania.

Prof. Kazimierz Kik podkreśla, że podstawowym zadaniem Rafała Trzaskowskiego, podobnie jak Andrzeja Dudy, w przypadku wyboru na prezydenta, powinny być próby pogodzenia spolaryzowanego społeczeństwa. - Trzaskowski chce być prezydentem wszystkich Polaków i jest reprezentantem większej siły politycznej, niż jego oponent. To prezydent powinien zrobić - pogodzić Polaków, zneutralizować konflikt między partiami, odejść od międzypartyjnych prześladowań. Trzaskowski to zresztą zapowiada - mówi Kik.

Czy zatem należy spodziewać się, że Rafał Trzaskowski będzie jeździł do Jarosława Kaczyńskiego na Nowogrodzką? - Tego sobie nie wyobrażam. Prędzej pośle po szefa PiS samochód, choć pewnie z eskortą - mówi politolog.

Czytaj także

Polityka międzynarodowa

- Ja co prawda political fiction nie lubię, ale w tym wypadku poruszamy się w sferze dość przewidywalnej - mówi dr Janusz Sibora, gdy słyszy pytanie o politykę zagraniczną prezydenta Polski w najbliższej kadencji, jedną z najważniejszych prerogatyw głowy państwa. - Polityka zagraniczna w kampanii pojawiała się raczej na drugim planie. Praktycznie nikt się nią poważnie nie zajmował - mówi.

Dr Sibora, historyk dyplomacji i znawca protokołu dyplomatycznego wśród najważniejszych zadań następnej prezydentury wymienia unormowanie stosunków z Rosją.

- Bez względu na sprawę Ukrainy, na to, czy nam się podoba Nord Stream II czy nie, pragmatyczne stosunki z Rosjanami utrzymywać musimy - mówi Janusz Sibora. - Niemcy, mimo nakładania sankcji, takie relacje z Rosją mają, dialog na różnych poziomach się odbywa. Nasze stosunki ze wschodnim sąsiadem są bardzo złe. W tym roku pamiętam chyba tylko jedno spotkanie między ministrami Czaputowiczem i Ławrowem na neutralnym gruncie, gdy omawiali wizytę polskiej delegacji w Smoleńsku, która się ostatecznie, z uwagi na pandemię, nie odbyła. A przecież Andrzej Duda zaczynał prezydenturę od picia różowego szampana z Władimirem Putinem w siedzibie ONZ. Mógł wtedy powiedzieć prezydentowi Rosji - „będziemy rozmawiać”, bo istotą dyplomacji jest dialog, a nie brak rozmowy. Dziś propaganda Rosji wykorzystuje stan relacji między oboma państwami i przedstawia Polskę jako „chłopca do bicia”, jako konia trojańskiego USA w Europie.

Zadaniem przyszłego prezydenta będzie również poprawa stosunków europejskich, wewnątrzwspólnotowych, w tym z największymi graczami Unii Europejskiej. W perspektywie wyborów prezydenckich w USA, gdzie zakładać należy dwie opcje (Trump lub Biden), również możliwa będzie konieczność - delikatnie rzecz ujmując - korekty polskiej dyplomacji.
- Do tej pory polityka zagraniczna Andrzeja Dudy była jednowektorowa - ograniczała się do USA i niecałej Europy - mówi Sibora. - Ona miała wymiar regionalny. Dlaczego prezydent praktycznie zapomniał o krajach Ameryki Południowej, w bardzo ograniczonym wymiarze był w krajach afrykańskich, nie odwiedził Indii, regionalnego mocarstwa? Nie prowadziliśmy polityki w takim wymiarze, jak np. Niemcy, gdzie prezydent „toruje” drogę współpracy m.in. biznesowi.

Według Sibory, następna kadencja Andrzeja Dudy (choć zdaniem wielu komentatorów może się różnić od pierwszej, np. większą rolę przypisano by Pierwszej Damie), byłaby obarczona bardzo poważnym defektem, wynikającym z polityki wewnętrznej obozu rządzącego, w tym samego Dudy.

- O tym, jaka będzie wyjściowa pozycja międzynarodowa Polski po ewentualnym zwycięstwie Andrzeja Dudy świadczą opinie komentatorów, zwłaszcza po niedawnych atakach na media. Zdaniem wielu, dołączamy powoli do koalicji Trump, Bolsonaro, Erdogan, Orban, a w kolejnych miesiącach swego rodzaju izolacja po prostu postępowałaby - mówi Sibora. - Myślę, że głowy państw z krajów o ugruntowanej demokracji parlamentarnej będą nadal omijać Warszawę, chyba że miałyby duży deal do zrobienia (tak postępuje dyplomacja francuska, czego próbkę mieliśmy podczas protokolarnie bardzo skromnej wizyty w Polsce Macrona). Byłaby to jednak rozmowa z zupełnie innej, niż partnerska, pozycji. Postrzegana jako kraj autorytarny Polska nie będzie miejscem liczących się międzynarodowych konferencji. Pen Club czy inne światowe organizacje intelektualistów u nas raczej się nie spotkają. Andrzejowi Dudzie będzie trudno odnaleźć się w zmieniających się relacjach euroatlantyckich, z uwagi na jego bardzo mocne, osobiste relacje z Donaldem Trumpem, którego w czasie ostatniej wizyty wręcz namaścił na kolejną kadencję. Już w tym momencie w stosunkach z USA Duda jest w ślepej uliczce, a dyplomacja jest przecież drogą wielokierunkową. W Europie Polska jest poza główną orbitą działań wspólnoty, zwłaszcza tandemu Francja - Niemcy, chociażby europejskiej polityki obronnej.

Rafała Trzaskowskiego dr Janusz Sibora określa mianem polityka przewidywalnego, co byłoby atutem na forum międzynarodowym.

- Głównym jego zadaniem byłaby odbudowa wiarygodności Polski w relacjach z Unią Europejską. Powiem krótko: nie można raz chować, a raz wyjmować europejską flagę oraz stać plecami, gdy grają hymn europejski - tłumaczy Sibora. - Rafał Trzaskowski musiałby zmienić obecną politykę zagraniczną Polski na wielowektorową. Z USA, co byłoby łatwiejsze przy zwycięstwie Joe Bidena, musiałaby ona mieć bardziej podmiotowy charakter. Trzaskowski musiałby spróbować przywrócić oparte na szacunku stosunki z Izraelem oraz ułożyć pragmatyczne relacje z Rosją. Punkt ciężkości swojej polityki na pewno przesunąłby w kierunku Brukseli i instytucji Unii Europejskiej. Wydaje się, że jest on politykiem bardziej elastycznym, otwartym w sprawach międzynarodowych. Byłby przez to skuteczniejszy od Andrzeja Dudy.

Kogo potrzebuje Polska?
Polityczny superbohater, Iron Man godzący zwaśnione partie, mądrością i autorytetem - to idealny prezydent Polski, zdaniem politologów.

- Ta rola jest skrojona dla silnych, niezależnych osobowości, które nie kalkulują poszczególnych decyzji pod kątem swojej kariery, tylko w sytuacjach konfliktowych stają się arbitrami - mówi Jarosław Nocoń. - To powinna być postać ponadpartyjna. Należy zadać pytanie, czy w tym kontekście powinniśmy raczej ingerować w założenia polityczne tak skrojonej funkcji prezydenta, czy może raczej w proces rekrutacji, który premiowałby kandydatów niepartyjnych, nie uwikłanych w interesy partyjne, w odróżnieniu od interesu politycznego. Te pierwsze, należy podkreślić, nie są bardzo często tożsame z interesem społecznym, państwowym.

- Silna prezydentura jest Polsce potrzebna, bo w naszym systemie kanclerskim mieliśmy zazwyczaj drugorzędnych premierów, najemników sił rządzących - dodaje Kazimierz Kik. - W polityce liczy się osobowość, mentalność, intelekt, ale rozumiany jako podparta doświadczeniem mądrość. To podstawa autorytetu. Prezydentami nie powinni być partyjni „mianowańcy” tylko charyzmatyczni, mądrzy ludzie z autorytetem. Kiedy się posyła po prezydenturę młode wilczki, to ona się wykoślawia, bo staje się podmiotem, a nie przedmiotem. A przedmiotem można się posługiwać.

W najbliższą niedzielę o wyborze prezydenta w podzielonej na dwa obozy Polsce decydować może niewielka liczba głosów, być może nawet będzie to rząd dzielnicy, małego miasta. Czy ta Polska, która przegra (bo głosujemy na dwie różne ojczyzny, jak podkreślał socjolog Paweł Maranowski),  zaakceptuje porażkę? Czy nowy prezydent pogodzi Polaków?

- Nie doceniamy przewidywań, albo nie chcemy uznać takiego scenariusza za realny - jednak wybór prezydenta 12 lipca może być źródłem niepokojów, wywołać poważny konflikt społeczny, i to bez względu na to, kto wygra - podkreśla Jarosław Nocoń. - Oba obozy w spolaryzowanej Polsce mają bardzo podobny potencjał, są niemal tak samo liczne. W dodatku obserwujemy narastające zachowania afektywne w czasie incydentów okołowyborczych, a co więcej, z uwagi na odwołany termin wyborów w maju, spadło zaufanie do procedur wyborczych. To może być mieszanka wybuchowa. Możemy być wkrótce świadkami manifestacji, protestów, prób delegitymizacji prezydenta, który zostanie wybrany.

I choćby z tego powodu wybór Polaków w najbliższą niedzielę nie będzie ani łatwy, ani taki, jak dotychczas.

Bon turystyczny celem oszustów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie