Marek Kamiński: - Czas w którym żyjemy, przypomina mi trochę moją drogę na bieguny. Podróżnik zapowiada nową wyprawę. Z robotem.

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
- Być może, jak skończy się pandemia, wyruszę w podróż z robotem dookoła świata - mówi Marek Kamiński, filozof, innowator, polarnik i mówca motywacyjny.

Jak żyje ekstremalny podróżnik w tym ekstremalnym teraz czasie?
Bardzo intensywne. Pracuję m.in. nad projektem Life Plan Academy dla młodych ludzi, który ma ich wzmocnić psychicznie w czasie pandemii i postpandemii. Piszę książkę dla młodzieży pt. "Power4Start", w której dzielę się doświadczeniem - jak odkryć siebie, jak znaleźć swoją misję, jak sprawić, żeby marzenia stały się rzeczywistością, czy jak być sobą w podróży przez życie. Motto tej książki brzmi, przynajmniej na razie: "Dla ciebie, który marzysz, nie wierzysz w siebie, boisz się. Abyś miał odwagę stać się swoimi marzeniami." Każdy mój dzień zaczyna się o 5 rano i jest wypełniony pracą niemal po brzegi...

Czyli jednak ekstremalnie.
Ale znajduję też czas dla siebie. Na początku tego roku byliśmy razem z synem na Tahiti. Zakochałem się w tej wyspie. To inny świat - ciszy i spokoju. Dużo nurkowałem i myślałem...

Będziemy zamknięci na dłużej?

Mówił pan niedawno, że czas, w którym żyjemy, trudny, pandemiczny, przypomina panu trochę drogę na bieguny.
To prawda. Mój świat był wtedy ograniczony do namiotu, a ja miałem kontrolę tylko nad tym, co jest w mojej głowie. Na zewnątrz było niebezpiecznie - szczeliny, białe niedźwiedzie, minus 60 stopni, pękający lód...
Ale wiedziałem, że dążę do celu, do Bieguna Północnego. Z jednej strony ten biegun był punktem do którego dążyłem, ale prawdziwy biegun był w... mojej głowie. Nie wiedziałem czy dojdę, czy dam radę, ale każdego dnia podejmowałem ten wysiłek, żeby zbliżyć się do swojego bieguna. I w tym sensie przypomina mi to dzisiejsze dni, kiedy na zewnątrz ciągle jest zagrożenie, a my nie wiemy, kiedy ono się skończy i co będzie potem. Ale można też znaleźć jakiś cel, do którego się dąży i zły czas w którym żyjemy, zamienić na coś dobrego.

Co panu wtedy pomagało dojść do celu?
Akceptacja, wdzięczność i uważność. Akceptacja tego, co przynosi kolejny dzień pozwala iść dalej. Ale akceptacja wcale nie znaczy zgoda. Wdzięczność za to, że w ogóle żyję, że mogę wstać, mieć plan i go realizować. I wreszcie uważność, czyli bycie tu i teraz, nie w przeszłości, czy w przyszłości, tylko tu i teraz.

Czym jest dla pana pandemia?
Pandemia to odpowiedź natury, która zawsze dąży do przywrócenia stanu równowagi. Myślę, że to jak człowiek ostatnio niszczył naturę na wielu poziomach, jest wyjątkowe w dziejach Ziemi. Ale pandemie zawsze były w historii ludzkości. Teraz czytam książkę o Dżingis-chanie. O tym, jak pandemia dżumy zakończyła żywot Imperium Mongolskiego. To zaraza zamknęła szlaki handlowe i była jedną z przyczyn upadku tej potęgi. Teraz też jest podobnie, bo obserwujemy jak przez pandemię następuje kryzys gospodarczy na świecie. Wracając jeszcze do biegunów... To odporność pozwoliła mi je zdobyć. Odporność mojego ciała i umysłu, czyli tak naprawdę sztuka adaptacji. Bo żaden człowiek nie jest stworzony do wędrówek po oceanie arktycznym. Sztuka adaptacji i odporności przydaje się zwłaszcza w tych czasach, bo dzięki niej można wystartować.

Teraz jesteśmy sparaliżowani lękiem. Pan przeżywał wcześniej podobny rodzaj strachu?
Też się bałem. Ale podczas moich wypraw nauczyłem się tego, że strach nie powinien nas nigdy paraliżować i nie może za nas decydować. Że powinniśmy zachować jasność umysłu i decyzji. Nauczyłem się jak sobie z nim radzić i jak nim zarządzać. To bardzo pomocne w życiu.

Czy, żeby nauczyć się radzić sobie ze strachem, trzeba tak ekstremalnie jak pan pobierać nauki?
Oczywiście, że nie. Wystarczy wychodzić ze strefy komfortu. Nasz umysł jest do niej przyzwyczajony i nie chce jej opuszczać. Czasami wystarczy kąpiel w zimnej wodzie, żeby tę strefę przekroczyć. To tylko jeden z przykładów.

Przykład małych kroków?
Małych, większych. Ja każdy poranek zaczynam od prysznica najpierw z ciepłą, a potem z zimną wodą. To mi przypomina o tym, że w ciągu dnia może się również zdarzyć taki zimny prysznic i trzeba będzie sobie z nim poradzić. To żadna sztuka, żeby wytrwać minutę pod zimną wodą. Odruchowo tego nie chcemy. Nie lubimy.
Pokonywanie strachu jest pokonywaniem samego siebie. Bardzo mi się podoba taki fragment wiersza Emily Dickinson:
"Nie trzeba być Komnatą - aby w nas straszyło -
Lub nawiedzonym Domem -
Nie ma Wnętrz straszniejszych niż Mózgu
Korytarze kryjome."

Myślę, że najbardziej straszne są te korytarze w naszym umyśle.

A samotność, która nam teraz doskwiera? Pan też dobrze zna ten stan.
Samotność to brak związku ze swoim wnętrzem. Jeżeli mamy w sobie własnego przyjaciela, to nigdy nie będziemy samotni. Samotność polega na braku osadzenia w świecie, na braku związku z tym światem i poczucia tego, że nasze życie ma sens. Dlatego nie ma znaczenia, czy wokół nas są ludzie czy nie. Wśród ludzi też możemy się czuć obco. A jeśli do tego dochodzi to, że jesteśmy zagubieni, straciliśmy pracę i czujemy, że nasze życie jest bez sensu to taka samotność może być bardziej przejmująca, niż samotność na biegunie. Ja naprawdę nigdy bardziej nie byłem spełniony jak na biegunie właśnie. Bo człowiek samotny to człowiek nie powiązany ze światem. A na biegunie jest natura, uniwersum, kosmos, Pan Bóg, niemal na wyciągnięcie ręki. Ale przede wszystkim miałem oparcie w samym sobie. I jeśli znajdziemy takie oparcie, to nigdy nie będziemy samotni tak naprawdę.

A relacje z ludźmi, z rodziną?
To drugi biegun spełnienia. Ale najważniejsze jest zaprzyjaźnienie się z samym sobą. Bo kiedy znikają relacje, możliwości fizycznego kontaktu to nie musi znikać nasz świat.

Wyprawa drogą świętego Jakuba... Czego szukał podczas tej podróży Marek Kamiński pielgrzym?
Tego samego co zawsze - siebie jako człowieka. I odpowiedzi na pytanie - co robi człowiek na tym świecie. To była dla mnie podróż między biegunem rozumu i biegunem wiary.

Szuka pan i znajduje?
W pewnym sensie tak. Pewien Amerykanin powiedział o mnie ciekawie przed laty: - Ten człowiek odkrył cały świat z wyjątkiem siebie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tak mało siebie znałem. Myślałem, że jest odwrotnie. Ale to dało mi wiele do myślenia. I zobaczyłem, że jeśli siebie znam to tylko tak powierzchownie. Ta pielgrzymka pozwoliła mi głębiej poznać siebie.

Z ekstremalnego podejścia do życia się wyrasta?
Czy ja wiem? To zależy, co się uważa za ekstremalne podejście od życia.

Wyprawa na Grenlandię, zdobycie dwóch biegunów, mogłabym tu jeszcze długo wyliczać, to nie jest ekstremalne podejście?
Grenlandia i bieguny to był tylko pewien teatr, scenografia. Tak naprawdę ekstremalnego podejścia do życia nabrałem w dzieciństwie, kiedy uwierzyłem w to, że życie może mieć sens, że trzeba słuchać własnej intuicji. Ale to ekstremalne podejście to przede wszystkim wiele pytań, które już wtedy sobie zadawałem - po co istnieje świat? Po co żyjemy? Dla mnie ekstremalne życie to pytania, jakie sobie stawiamy i to jakich odpowiedzi szukamy. Bo jakie znaczenie dla wielu ludzi ma to, dokąd idą w życiu, czy jaki jest sens ich życia? Kiedy wszystko dobrze się układa, kiedy żyjemy w dobrobycie, to mało kto sobie takie pytania zadaje. Dopiero kiedy pojawia się taki kryzys jak pandemia, one zaczynają w naszych głowach ćmić. I trudno znaleźć na nie odpowiedzi ale już samo postawienie pytania jest ekstremalnym podejściem.

Co jest teraz dla pana ważne? Bo był czas, że jednak przekraczanie pewnych granic.
Zawsze liczyło się głównie podążanie za intuicją. Teraz zdałem sobie sprawę, że dzięki temu zebrałem wiele doświadczeń. Dla mnie ważne jest to, żeby robić rzeczy, w które wierzę.

Czyli co?
Żeby się dzielić moim doświadczeniem z innymi ludźmi. Tak, żeby dzięki temu ich życie było lepsze.

Czy są jakieś podróżnicze projekty, które pana nakręcają?
Podróże nigdy mnie nie nakręcały. A przynajmniej nie w tym sensie, żeby się przemieszczać. Ale być może, jak skończy się pandemia wyruszę w podróż z robotem dookoła świata.

Dlaczego z robotem?
To będzie eksperyment społeczny. Chcę zobaczyć, jak technologia przyszłości wpłynie na nasze życie. Podczas tej podróży z robotem NOA będę zbierał deklaracje, które w jakimś sensie zmienią świat.

Ma pan jeszcze jakieś marzenia?
Prozaiczne, żeby napisać dobra książkę, stworzyć dobry, globalny program dla młodzieży. Chciałbym, żeby w tym programie milion młodych ludzi przeszło przez Metodę Biegun. Moim marzeniem jest, żeby być w zgodzie ze sobą i ze światem i żeby każdy dzień był dniem, który warto przeżyć. Mam więc dużo marzeń.

Syn też ma taką podróżniczą żyłkę?
Nie chciałem, żeby moje dzieci były moją kopią. Dzielę się z nimi swoim doświadczeniem. Pola była częścią naszej wyprawy do Japonii samochodem elektrycznym. Z synem byłem dwa razy w Polinezji Francuskiej, a także na wyprawie dookoła świata. Nie mam pałeczki do przekazania. Mam tylko doświadczenie. A co dzieci z tym zrobią, to już inna sprawa. To jest trochę tak jak pisał Khalil Gibran w "Proroku'", że my jesteśmy tylko łukiem, który wypuszcza strzały. I nawet myślą nie sięgamy, dokąd ta strzała może zawędrować.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie