Pacjentowi często trudno wytłumaczyć, że ten ból, który odczuwa to psychosomatyka, że boli go... stres. Że to krzyk duszy.

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Staliśmy się pokoleniem trzech krzeseł: biurowego, samochodowego i fotela przed telewizorem, a nasza dieta bazuje na produktach pełnych konserwantów, hormonów, wypełniaczy. Do tego dochodzi jeszcze stres - mówi dr Ewa Kempisty-Jeznach, jedyny w Polsce certyfikowany lekarz medycyny męskiej.

W pani najnowszej książce "Chorzy ze stresu", stres jaki się jako podstępny wróg. Potrafi nas tak zniewolić, że choruje ciało.
Dlatego napisałam tę książkę, ponieważ uważam, że stres to jeden z naszych największych problemów w XXI wieku. Ale mimo tej ogólnej wiedzy, my nadal nie zauważamy jego negatywnej roli dla naszego organizmu. Zaczynamy, co prawda, lepiej żyć, korzystamy z porad dietetyków, dbamy o kondycję fizyczną, uprawiając sport, ale jesteśmy głusi na sygnały ciała informujące o tym, że stres nas bierze w swoje władanie. A z tego biorą się potem choroby psychosomatyczne.

Do tej pory chorobami cywilizacyjnymi nazywaliśmy nadciśnienie, otyłość i cukrzycę.
A teraz są nimi także choroby psychosomatyczne. Z chorobami cywilizacyjnymi mają jednak wspólny mianownik: są bowiem związane ze zmianą stylu życia. Piszę, że staliśmy się pokoleniem trzech krzeseł: biurowego, samochodowego i fotela przed telewizorem, a nasza dieta bazuje na produktach pełnych konserwantów, hormonów, wypełniaczy, które zmieniają mikroflorę jelitową. Do tego dochodzi jeszcze stres... Dlatego musimy sobie zadać kluczowe pytanie - czy lecząc psychikę, możemy również leczyć ciało, albo czy lecząc ciało, możemy poprawić kondycję psychiczną?

I jakie są wnioski?
Nie jest to łatwe. Z jednej strony nie ulega wątpliwości, że człowiek stanowi całość. Potrafi nawet sam wyleczyć pewne swoje dolegliwości, ale istnieją również takie choroby psychosomatyczne, w przypadku których głowa nie jest w stanie zapanować nad ciałem. To współczesny paradoks. Powinniśmy powiedzieć, że umysł i ciało pozostają w absolutnej symbiozie – jeśli mamy zdrowy umysł, to i ciało ma się dobrze. I odwrotnie, kiedy ciało jest zdrowe, to i umysł ma się dobrze. Na to wskazuje logika. Jednak w XXI wieku u ludzi, których nazywam „ludźmi wyzwań”, występuje nowy typ chorób zwanych psychosomatycznymi, w których opisana zależność nie ma zastosowania.

Dlaczego?
Ludzki mózg, który każdego dnia przyswaja 34 gigabajty informacji, to odpowiednik 100 tysięcy słów, nie jest w stanie zapanować nad ciałem. To tutaj zawiesza się, przegrzewa i resetuje. Musimy pamiętać, że każdy z nas tylko do pewnego momentu zachowuje kontrolę nad swoim ciałem i psychiką. A stres, którego doświadcza „człowiek współczesny”, sprawił, że granica między kontrolą a jej utratą, jest cieńsza, niż kiedykolwiek.

Poganiamy życie coraz bardziej...
Niektórzy z nas zbyt wysoko stawiają sobie poprzeczkę – wdrapują się po szczeblach kariery w korporacjach, przejmują firmy po rodzicach lub od zera zakładają własne biznesy. To są ci młodzi i ambitni, którzy ciągle prą do przodu. Wielu z nich pracuje w dziedzinie IT, zajmuje się nowymi przekaźnikami wiedzy informatycznej, są wśród nich też prezesi i przedsiębiorcy, „ludzie wyzwań” z różnych pięter korporacji. Większość z nich dopiero zaczyna i marzy o karierze, czyli są to tzw. „orki”. Ci, którymi inni orzą. Żądne uznania „orki” pną się coraz to wyżej i wyżej, a przy tym najbardziej cierpią. Korporacje działają na nich morderczo.

I tu pojawia się stres...
Kiedy od pewnego czasu naszym życiem zarządza stres, możemy odczuwać takie objawy jak na przykład przy chorobach serca. Idziemy wtedy od kardiologa, skarżymy się na ból, on zleca nam wszelkie badania, z których wynika, że... nic nam nie jest, bo wyniki badań niczego nie wykazują.

Ale serce nadal boli...
W książce piszę o tym jak zaburzenia psychosomatyczne mogą powoli prowadzić do poważnych konsekwencji, takich jak dolegliwości bólowe, zespół wypalenia zawodowego czy depresja, z której trudno później wyjść. Ale pacjentowi często trudno wytłumaczyć, że ten ból, który odczuwa to psychosomatyka, że boli... go stres. Że to krzyk duszy.

Jak rozpoznać to, że stres nam się wymyka spod kontroli?
Przede wszystkim na początku musimy wykluczyć choroby organiczne. Przecież nikt z nas nie jest pewny, czy za tym bólem, za naszymi, różnymi objawami, nie kryją się na przykład nadciśnienie, zmiany w kręgosłupie czy inne choroby. I dopiero jeżeli je wszystko wykluczymy, a objawy nie ustają, to wówczas możemy mówić o chorobie psychosomatycznej.

Jakie to są objawy?
Jednym z objawów u kobiet na przykład może być zbyt częste chodzenie do toalety, czy nawet bieganie. Ja w książce nazywam to płaczem przez pęcherz. Pacjenci mogą czuć jakieś pobolewanie w okolicy serca, lęki, szumy w uszach, mroczki przed oczami, silne spięcia w karku albo w kręgosłupie lędźwiowym, pobolewanie jelit, dyskomfort pokarmowy. Za tymi objawami ciała nie musi się skrywać choroba organiczna tylko psychosomatyczna.

Rozbroić stres. 10 podpowiedzi, które pozwolą go poznać i na...

I co dalej, kiedy już wiemy, że to psychosomatyka.
Niestety, dla wielu pacjentów rozpoczyna się wtedy turystyka lekarska, czyli wędrowanie od lekarza do lekarza. Niebezpieczeństwo polega na tym, że trafimy do psychiatry, który od razu zapisze nam antydepresanty. Nie zawsze trzeba sięgać po tak drastyczne środki. Spróbujmy najpierw zmienić styl życia.

To znaczy?
W swojej książce wskazuję pacjentom drogę. Posługuję się w niej systemem pięciu "S" mojego autorstwa. Pierwsze S, które rządzi naszym życiem to właśnie stres. Ale przeciwko niemu mamy cztery pozytywne efekty, którym możemy sobie pomóc. To sposób odżywania, sen, seks i sport. I one równoważą nam ten stres. Ale to także wprowadzenie w swoje życie technik wyciszenia, które wreszcie utorowały sobie drogę także na salony lekarskie. Wracamy do starej medycyny i do medytacji, jogi czy pilatesu. Obok tego są nowoczesne formy jak trening autogenny czy mindfulness.
Proszę zobaczyć, że pracujący na przykład w Dolinie Krzemowej mężczyźni i kobiety, mają w ciągu dnia pracy pół godziny na techniki wyciszenia.

Czym jeszcze można sobie pomóc?
Niezwykle pomocne mogą być tak zwane adaptogeny, których wartość doceniają również lekarze. Adaptogeny to rośliny, które rozwijają się wysoko w górach, takich jak Himalaje czy Pireneje. Mają bardzo ograniczony dostęp albo nie mają go wcale do światła, wody. A muszą przeżyć. I te rośliny aplikuje się teraz w postaci tabletek, herbatek czy ziół naszemu organizmowi. I one w naszym ciele powodują homeostazę, czyli równowagę między naszymi hormonami, regulując hormon stresu, kortyzol. Dzięki nim ilość kortyzolu spada, co pozwala zwalczyć stres. W książce,
na przykładach pacjentów pokazuję w jaki sposób można znaleźć właściwą drogę przy leczeniu danej dolegliwości. Jak sobie dać radę, bez sięgania od razu po antydepresanty. Chociaż niekiedy trzeba po nie sięgnąć.

Bardziej odporni na stres są mężczyźni czy kobiety?
Na stres inaczej reagują kobiety, a inaczej mężczyźni. Panowie swoje życie traktują bardziej zadaniowo. "Spina" ich robienie kariery, potencja, życie seksualne. Kobieta przeżywa stres w związku z rodzeniem, miesiączkami, zaburzeniami hormonalnymi. Widzi świat bardziej emocjonalnie, mężczyzna bardziej introwertywnie. To on wstydzi się niekiedy mówić o swoich uczuciach i odczuciach, kobieta robi to chętniej. Tak więc powody do stresy są inne, ale w końcowym efekcie i tu, i tu rosną hormony stresu, a spadają, na przykład, hormony płciowe. Wiemy już dlaczego teraz coraz więcej mężczyzn ma problemy z potencją, testosteronem, libido. Bo są zmęczeni stresem. Podobnie jest z kobietami, którym dzisiaj trudniej zajść, także przez stres, w ciążę.

A teraz jeszcze dochodzi epidemia. Ona też powoduje stres i to taki permanentny.
To prawda. Dopiero po kilku miesiącach mogliśmy ocenić, jak to nas wzięło. Jak byliśmy przerażeni, zamknięcie w domach, bez światełka w tunelu. Ale wtedy zauważyliśmy jak mało docenialiśmy to, co mieliśmy. Jak bardzo tęsknimy za lasami, parkami, za spacerami, za naturą. Jedną z form wyciszenia może być pójście samemu do lasu czy do parku, obserwowanie ptaków. Drugą - spacer po plaży. Trzecią - spirytualizm, jeśli ktoś jest wierzący, modlitwa w kościele. To wszystko pozwoli nam chociaż na moment odejść od rzeczywistości i uzyskać spokój wewnętrzny. Ważne, żeby człowiek skupił się na sobie, zostawił w ciągu dnia trochę czasu dla siebie, zastanowił się nad tym do czego dąży i czy musi to robić w takim tempie.

Wtedy nie przeoczy sygnałów, które wysyła mu ciało?
Tak, bo na początku jest psychosomatyka. Ale potem nadchodzą stany lękowe, depresja albo poważne choroby cielesne. Opisuję przypadek pana Wolfganga, który miał tak zwany zespół Prinzmetala, którego skutkiem jest zamykanie się naczyń. Co po latach może prowadzić do całkowitego zamknięcia się naczyń i do stresowego zawału serca na tle nerwowym, bez miażdżycy. Ostatnio przeglądałam najnowsze wyniki badań pracy naukowej z Niemiec, w której jest taka informacja, że 6-7 procent ludzi na świecie ma zawały nie z powodu miażdżycy tylko stresu właśnie. Chrońmy się więc przed stresem.

Polacy są rekordzistami pod względem pracy w stresie. Oto powody

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie