Co kieruje poczynaniami diabolicznego mordercy? Adam Berg, gdański dziennikarz, wraca w książce Krzysztofa Bochusa "Klątwa Lucyfera"

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
Gdy zobaczyłem średniowieczną paterę z głową św. Jana - wiedziałem, że to jest to! Miałem już w głowie gotowy pomysł na kolejną książkę - mówi Krzysztof Bochus, autor „Klątwy Lucyfera”, trzeciej części popularnej serii o gdańskim dziennikarzu śledczym Adamie Bergu, która właśnie ukazuje się na rynku.

Adam Berg, gdański dziennikarz, znowu w akcji.
„Klątwę Lucyfera” można czytać oddzielnie. Opowiada odrębną historię, choć aby rozwiązać zawartą w niej zagadkę, Adam będzie musiał uporać się z demonami własnej przeszłości…. W sensie fabularnym książka jest spójna z poprzednimi tomami. Nadal jej bohaterem jest dziennikarz, który wbrew rozlicznym przeciwnościom losu próbuje odzyskać zaginione lub ukradzione bezcenne dzieła sztuki. W przypadku „Klątwy Lucyfera” wyzwanie, przed którym staje, jest jednak dużo poważniejsze…

Tym razem Berg opuszcza Trójmiasto i rusza na Kujawy..
Fabułę powieści ulokowałem w realnie istniejącym klasztorze sióstr szarytek w Chełmnie. Dochodzi tu do serii dramatycznych zdarzeń. Ktoś kradnie ze skarbca bezcenne dzieło sztuki, bezcześci świętą figurę. Wkrótce poleje się krew. A to dopiero początek… Na prośbę przeoryszy Berg podejmuje się rozwikłania tej ponurej zagadki, która rzuca ponury cień na życie klasztornej wspólnoty. Nie jest to łatwe. Mnożą się znaki zapytania i tropy wiodące donikąd. Śledztwo zaczyna przypominać morderczy tor przeszkód. Nieuchwytny sprawca uprzedza wszystkie ruchy Berga. A sam klasztor okazuje się miejscem pełnym skrzętnie skrywanych tajemnic.

Uważni czytelnicy odnajdą tu pana ulubione wątki, które przewijają się przez wszystkie tomy tej trylogii.
Nie zabraknie wielopiętrowych tajemnic i bezcennych dzieł sztuki, wyrafinowanych zbrodni i wielkich namiętności. Pytań jest więcej niż odpowiedzi. Chodzi o dobrze zaplanowaną kradzież czy o coś więcej? Co kieruje poczynaniami diabolicznego mordercy? Nienawiść do świata, żądza zemsty? A może chęć wyrównania dawnych rachunków? Mój bohater dotknie granic swoich możliwości. Aby dotrzeć do prawdy, będzie musiał zmierzyć się z rodzinną tajemnicą, rzucającą długi cień na bohaterów tego dramatu.

Berg prowadził już swoje śledztwa na Pomorzu, w Karkonoszach i w podziemiach zamku Czocha. Los rzucał go w tak egzotyczne miejsca jak Karaiby i Sycylia. Dlaczego tym razem trafia do chełmińskiego klasztoru?
Z kilku istotnych powodów. Po pierwsze opisuję tylko miejsca, które sam poznałem i które mnie zafascynowały. Moje powieści to bowiem swoisty mariaż fikcji literackiej z autentycznymi zdarzeniami. Jeśli nawet historie, które opisuję, nie wydarzyły się naprawdę - to zdarzyć się mogły. Staram się, aby prawdziwe było tło, sceneria i imponderabilia moich fabuł. Klasztor chełmiński mnie zauroczył. Pomyślałem, że jego cele, mury i podziemia są wręcz idealną scenerią dla mojej kolejnej powieści.

Ranking najpoczytniejszej beletrystyki pomorskiej. Które ksi...

Idealną?
Klasztor jest bowiem światem zamkniętym, w którym wyostrzeniu ulegają wszystkie emocje. To szczególny rodzaj zamkniętej przestrzeni, swoistego mikroświata, który z uwagi na swoje wykluczenie z doczesności stanowi fascynujące tło dla obserwacji ludzkich reakcji. Pozwala je wyseparować, wziąć pod literacką lupę, obedrzeć z fałszu, pozorów i wszelkich masek. A zderzenie namiętności i ascezy to mieszanka wręcz piorunująca. Zafascynowały mnie także zbiory klasztornego skarbca, które są udostępniane rzadko i stosunkowo mało znane. Gdy zobaczyłem średniowieczna paterę z głową św. Jana - wiedziałem, że to jest to! Miałem już w głowie gotowy pomysł na kolejną książkę. Oczywiście, wydarzenia opisane w książce i dziejące się na terenie klasztoru chełmińskiego są tylko i wyłącznie fikcją literacką. To swoiste imaginarium autora, które tylko w bardzo umowny i luźny sposób nawiązuje do rzeczywistej i bardzo szczytnej działalności zakonu sióstr szarytek.

Wiele kluczowych scen książki rozgrywa się także w Ciechocinku. To chyba niezbyt oczywiste miejsce dla powieści kryminalnej?
I o to właśnie chodzi! O przełamanie pewnych schematów i o tę „nieoczywistość”, która jest dla mnie receptą na odświeżanie formuły literatury gatunkowej. Panuje pewien stereotyp, że Kujawy są sielskie i w jakimś sensie banalne. To nieprawda! Każde miasteczko ma swoje tajemnice i skrzętnie skrywane sekrety. Wszędzie można odnaleźć demony. Trzeba ich tylko dobrze poszukać. Ciechocinek wielu ludziom kojarzy się wyłącznie z sanatoriami i emerytami szukającymi tu zdrowia i utraconej młodości. Postanowiłem złamać to emploi. Zderzenie idyllicznego obrazu, utrwalonego w świadomości społecznej, z wyrafinowaną zbrodnią, wydało mi się obiecujące fabularnie. Jedna z kluczowych scen książki rozgrywa się na basenie sanatorium „Zdrowie”. Dochodzi tu do wyrafinowanego morderstwa. Byłem ciekawy, jak zareaguje Darek Król, właściciel tego obiektu. Okazało się, że był zachwycony pomysłem! Uznał, że dreszczyk grozy nie zaszkodzi. Zwyczajność grozi nudą. Mam nadzieję, że przyszli użytkownicy tego obiektu będą odwiedzać „Zdrowie” nie tylko z uwagi na jego walory użytkowe, ale także dlatego, że TO tutaj się stało. Lubię takie intelektualne zabawy. Chciałbym jednak przypomnieć, że mapa tej powieści jest bogatsza. Mój bohater zawędruje także do Chorwacji i w ulubione Karkonosze.

„Klątwa Lucyfera” to książka wielowątkowa, pełna zaskakujących wydarzeń i emocji. Ale można się zastanawiać nad tym, czy to jeszcze kryminał, czy już thriller sensacyjny?
Rozważanie, ile jest kryminału w moich kryminałach, pozostawiam czytelnikom. Dla mnie ważne są emocje, jakie wyzwalają te książki. Nigdy nie ukrywałem, że lubię bawić się konwencjami. Jeśli już musiałbym pokusić się o jakąś definicję, to powiedziałbym, że moje książki to raczej hybrydowe powieści obyczajowe, z mocnym rdzeniem kryminalnym i sensacyjnym. Jednocześnie jednak dbam o to, by pozostawić w tych książkach własny odcisk palca, swoje literackie DNA. Jeśli ktoś lubi stylistykę awanturniczych powieści Arturo Pereza-Reverte czy Javiera Sierry, to „Klątwa Lucyfera” powinna mu przypaść do gustu. A jeśli zachwycił się kiedyś, tak jak ja, „Imieniem róży” Umberto Eco, to odnajdzie w Adamie Bergu bratnią duszę…

Adam Berg, bohater całej sagi potyka się, błądzi, ale nigdy nie rezygnuje.
To prawda. W „Klątwie Lucyfera” Adam Berg dociera do granic swoich możliwości. Konfrontuje się bowiem ze stężonym złem i czyimś szaleństwem, z ową tytułową klątwą, która przyciąga demony przeszłości. W moich książkach z reguły nie ma happy endu. Może dlatego, że moim zdaniem w realnym życiu nie ma symetrii pomiędzy dobrem a złem. Dobro rzadko powraca, może dlatego, że ma prostszą drogę. A zło powraca zawsze… Mój bohater nie jest jednak żadnym herosem. To młody mężczyzna z krwi i kości, który musiał szybko dojrzeć. Nie jest pozbawiony strachu ani wad. Często błądzi, jak my wszyscy. Aby wyjść cało z opresji, musi zmierzyć się z pętającymi go słabościami i ograniczeniami. W jego dziennikarskim śledztwie nic nie jest oczywiste. Nikt nie jest też tym, za kogo się podaje… Berg ma jednak naturę wojownika, nie odpuszcza. Cechuje go inteligencja i upór, dostrzega rozwiązania niewidoczne dla innych.

Kobiety odgrywają w jego życiu niemałą rolę.
I wykazuje, co ważne, empatię wobec kobiet, które odgrywają ważną rolę w moich powieściach. Pożąda, a jednocześnie darzy je respektem. W niczym nie przypomina ogranego niemożebnie bohatera tylu powieści kryminalnych: topiącego swoje problemy w alkoholu rozwodnika, którego jedynym przyjacielem jest pies. Tak sobie wymyśliłem Adama. I taki on jest w moich książkach, może nie idealny, ale na pewno nie papierowy.

„Klątwę Lucyfera” to także książka o uczuciach i namiętności. W życiu Adama pojawia się nowa fascynująca kobieta. Monika to godna rywalka Miłki, którą poznaliśmy we wcześniejszych tomach…
Chciałbym, aby tę książkę odczytywano także w taki sposób. W wymiarze emocjonalnym to rzeczywiście powieść o niespełnieniu, jednym z najbardziej intymnych doznań, które są naszym udziałem. To obserwacja zaczerpnięta z realnego, prawdziwego życia. Czasami ulegamy złudzeniu, że mamy wszystko, a okazuje się, że czegoś jednak nam brakuje. Tak jak w świetnym serialu „The Affair”, gdzie bohater na jednej szali kładzie całe swoje małżeństwo i szczęście rodzinne, a na drugiej - jeden, namiętny romans. Od zawsze kusi nas owoc zakazany, nurtuje pytanie, co by było, gdybyśmy wybrali inną kobietę, otworzyli inne drzwi, dokonali innego wyboru? Adam Berg staje przed taką pokusą. Żywię nadzieję, że dzięki temu nie straci, a zyska w oczach czytelników. Kto z nas przynajmniej raz w życiu nie stawał przed podobnym dylematem?

Czy „Klątwa Lucyfera” to definitywne pożegnanie z Adamem Bergiem?
Życie nauczyło mnie, aby nigdy nie mówić nigdy. Ale obecnie skupiam się na innych projektach literackich. Podpisałem umowy na dwie nowe książki z moim wydawcą Skarpą Warszawską. Jesienią ukaże się swoiste post scriptum do świetnie przyjętego „Wachmistrza” - czyli kontynuacja tej powieści. W przyszłym roku planuję wydać książkę już z nowym bohaterem. Oczywiście, doceniam sukces rynkowy książek z Adamem Bergiem. „Lista Lucyfera” jest moim najlepiej sprzedającym się tytułem. Jeszcze niedawno mógłbym tylko pomarzyć o takiej pięciocyfrowej sprzedaży. Nie zarzekam się więc. Może jeszcze kiedyś powrócę do Adama Berga. Wiele zależy jednak od przyjęcia „Klątwy Lucyfera” przez czytelników i od zainteresowania wydawcy. Wszystkie opcje są otwarte.

Dobra książka na prezent dla Niego. Sensacja, thriller, fant...

Gdzie na tanie wakacje w 2021 roku?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie