Kulinarny felieton sylwestrowy: Lakierki naszych młodości

Gabriela Pewińska
Mistrzowie przy napoleonie, czyli sylwestry naszych młodości
Mistrzowie przy napoleonie, czyli sylwestry naszych młodości Materiały archiwalne
Kawiarnia. Stół. Na stole węgierskie wino i całkiem przyjemna kawa. Kończy się rok. Pytam przyjaciela o sylwestra. Tego najpiękniejszego w życiu. Co jadł? Co pił? Gdzie balował? No i kiedy to było? Bardzo dawno? Poprawia kapelusz, usadawia się, energicznym gestem rozlewa niechcący resztki kawy, wreszcie zaczyna.

- Najlepszy sylwester? W Krakowie... Lata 60. ... Wiosna.

- Jak to wiosna?

- Tak to. Mój najpiękniejszy sylwester był w maju. Akademik szkoły teatralnej na Warszawskiej, gdzie w jednym pokoju mieszkało nas trzech. Niedziela. Wcześnie rano, może ósma. Nagle, pukanie. Drzwi otwierają się, a tam...Żanu! Wspaniały, młody aktor z Gdańska! Smoking, muszka, lakierki. Woła rozbawiony: - Zapraszam do Hotelu Francuskiego! Nie pytaliśmy po co, dlaczego tak wcześnie, w jakim celu, czy ma może urodziny? Błyskawicznie ubraliśmy się i wyruszyliśmy w miasto. Szliśmy Warszawską, potem Plantami, koło Barbakanu, na Świętojańskiej skręciliśmy w prawo: wyelegantowany Żanu i my, studenci trochę wymięci. W restauracji u Francuza jakby na nas czekali. Żanu rozsiadł się i jak panisko rzucił do kelnera:"Pół litra żytniej i frytki! Ale na srebrnej tacy"! To wszystko. Dalej nie pamiętam...

- Jak to nie pamiętasz? - dopytuję. - Coś musiało być dalej!

- Nie wiem, może za dużo tej żytniej? Zgubiłem ciąg dalszy. Nie pamiętam. Czy myśmy u Francuza zostali do nocy, czy do południa, czy do następnej wiosny? A może do sylwestra? Czas się zatrzymał. Pustka. Nic. Zabawne, co?! Po latach znów jestem w Krakowie u Francuza. Zaglądam przez szybę. Nie ma studentów, ani Żanu. Nie podają już tam frytek na srebrnej tacy. Ani tym bardziej żytniej. Dzwonię do Żanego i pytam, skąd wtedy, w tym smokingu w Krakowie właściwie się wziął? A on zadziwiony: "No jak to! Przyjechałem na frytki do Francuza"! Ja swoje: - Przyjechałeś z Gdańska do Krakowa na śniadanie, ot tak sobie? On: "Ubrałem smoking, wypucowałem lakierki, wsiadłem w pociąg, rano byłem na miejscu". Że też wtedy mnie to nie dziwiło nic a nic...

- Nawet to - nie dowierzam - że jechał pociągiem przez całą Polskę, w smokingu i lakierkach, bez bagażu, nawet marnej teczki, jakby wracał z balu karnawałowego?

- Żanu zawsze chodził w lakierkach.

[email protected]

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
as
Bo to byli CHŁOPAKI z LALKARSKĄ fantazją-"dziś takich już niema"
Dodaj ogłoszenie