Kim są ludzie, którzy akceptują przemoc, by narzucić siłą przekonanie o szkodliwości szczepień? I czy mamy czas, by ich powstrzymać?

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
S. Starnawski
Udostępnij:
To już nie tylko wpisy w Internecie, podważające skuteczność szczepionek przeciw Covid-19, lub milczące protesty, ale coś na kształt wojny. Wyzywanie szczepiących medyków od zbrodniarzy, grożenie propagującym szczepienia śmiercią, najścia na domy dziecka i urzędy, i wreszcie podpalenie punktu szczepień i sanepidu w Zamościu, nazwane przez ministra zdrowia aktem terroru. Kim są ludzie, którzy akceptują przemoc, by narzucić siłą swoje przekonania innym? Dlaczego to robią? I czy jeszcze mamy czas, by ich powstrzymać?

W ostatnią sobotę Anna Kosowska, dyrektor ds pielęgniarstwa Szpitala Morskiego w Gdyni, pracowała na gdyńskim bulwarze.

- Nasz szczepibus jeździ już od 23 lipca - mówi pani Anna. - Zespół szczepienny składa się z pielęgniarek, magistrów farmacji, ratowników i lekarzy. To najwspanialsza ekipa. Jeździmy do każdej dzielnicy Gdyni i jesteśmy bardzo dumni, że szczepimy ludzi, którzy wcześniej nie mogli dotrzeć do dużych punktów szczepień.

Nagle wokół busa pojawili się ludzie, którym wcale nie zależało na otrzymaniu szczepionki... Głównie mężczyźni, między 20 a 30 rokiem życia. Była też młoda kobieta w widocznej ciąży, trzymająca w dłoniach megafon. Rozległy się krzyki: - Jesteście zabójcami! Jesteście dziećmi doktora Mengele!

- Wyzywano nas od faszystów, krzyczano, że mordujemy ludzi - wspomina pani Anna. - To bardzo mocne słowa, uderzające w nas osobiście, bowiem szczepieniem ratujemy ludzkie życie. Wiem też, że II wojna światowa spowodowała zagładę całych narodów, przeprowadzano podczas niej doświadczenia na ludziach. I nagle grupa antyszczepionkowców porównuje nas do hitlerowskich zbrodniarzy? To bardzo zabolało. Przecież służymy ludziom, bez względu na wyznanie i kolor skóry. Szczepimy Polaków i obcokrajowców. Takie zachowanie powinno podlegać surowej karze, nie tylko za ubliżanie nam, ale także za przeszkadzanie w pracy. Jeśli ktoś sam nie chce się szczepić, powinno to być jego prywatną sprawą, ale niech jednak nie utrudnia innym osobom podejmowania takiej decyzji.

Policja od początku do końca ochraniała szczepibus. Pracujący w nim medycy niby czuli się bezpiecznie, ale przyznają, że wskutek agresji słownej lęk cały czas im towarzyszył.

-  Nagle stało się coś dziwnego - mówi pielęgniarka. - Przed szczepibusem pojawiły się osoby w zielonych ubraniach. Ucieszyliśmy się, bo myśleliśmy, że policję wspierają żołnierze WOT, którzy niejednokrotnie wcześniej od początku rozpoczęcia pandemii już nam pomagali. Po chwili złudzenia prysły - owi "żołnierze" okazali się atakującymi nas antyszczepionkowcami! Ludzie, którzy wchodzili na szczepienia, tego nie rozumieli. Pytali, dlaczego ktoś sprzeciwia się ich wolności wyboru. Byli zbulwersowani taką postawą.

Policjanci przyznają, że wcześniej wiedzieli o planach sobotniej "akcji". Przeglądają portale społecznościowe, widzą komentarze. Stąd ich obecność. Spisali 15 osób, skierowali wobec nich wnioski o ukaranie w związku z nielegalnym zgromadzeniem. Jednak protestujących nie rozpędzili.

- Takie zachowanie policji było albo wywołane polityką, albo obawą przez eskalacją zachowań - uważa Marcin Samsel, ekspert ds. zarządzania kryzysowego.

Tworzy się "ruch oporu"?

W ostatnich dniach wyraźnie zaostrzyły się działania ruchów antyszczepionkowych. To już nie tylko maile, wysyłane do promujących szczepienia lekarzy (np. dr. Bartosza Fijałka) i grożące im śmiercią. Za słowami poszły czyny.

W niedzielę, 25 lipca zaatakowano punkt szczepień w Grodzisku Mazowieckim. Dwie osoby odniosły obrażenia. Dzień później w Aleksandrowie Kujawskim do domu dziecka wdarły się cztery osoby z  antyszczepionkowymi transparentami. Byli ubrani w mundury z polską flagą, przedstawili się jako Bydgoskie Kamractwo Rodaków. To nacjonaliści związani z radykalnymi antysemitami.

W niedzielę, 1 sierpnia ubrani w wojskowe mundury mężczyźni wkroczyli na teren poznańskiego pikniku dla rodzin spodziewających się dziecka. Chcieli uniemożliwić organizowaną w szpitalu akcję szczepień przeciw COVID-19 dla kobiet w ciąży. Piknik zakończono przed czasem, protestujących wyprowadziła policja.

W nocy z 1 na 2 sierpnia uwieczniony na taśmach monitoringu mężczyzna podpalił mobilny punkt szczepień i budynek sanepidu w Zamościu. Za pomoc w złapaniu sprawcy policja zaoferowała 10 tys. złotych, a minister Adam Niedzielski określił ten czyn jako "akt terroru".

- W interesie nas wszystkich jest jak najszybsze złapanie tego człowieka- uważa Marcin Samsel. - Istnieje coś takiego, jak "efekt echa". Jeśli nagłośnione zostaje przestępstwo z użyciem noża (tak jak było w przypadku zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza), to mamy potem wysyp incydentów kryminalnych, w których pojawia się nóż. Tak samo dzieje się w przypadku incydentów terrorystycznych. Jeśli szybko się tego nie przerwie, pojawią się naśladowcy.

Dla ekspertów badających ruchy antyszczepionkowe ostatnie wydarzenia nie są zaskoczeniem. W raporcie, opracowanym na potrzeby portalu "Zaszczep się Wiedzą" czytamy, że antyszczepionkowcy od dawna budują narrację "rebeliancką".

"Ruch antyszczepionkowy (zarówno w Polsce jak i w skali globalnej) coraz częściej przedstawia się jako ruch oporu. Istniejący dotychczas szeroki konsensus proszczepionkowy zinterpretowany zostaje jako forma cenzury czy opresji. Sceptycy są nie tylko myślącymi niezależnie, ale wręcz rebeliantami, buntownikami. Justyna Socha (liderka stowarzyszenia Stop-Nop red.) w wypowiedzi z 17 kwietna 2020 r.  mówi wręcz o stworzeniu ruchu oporu: „Chcemy dotrzeć do możliwie szerokiej grupy osób, która stworzy ruch oporu. Żeby się bronić przed tą rzeczywistością, jaką mamy.” - piszą autorzy raportu "Wolni od strachu".

I taki ruch już w Polsce powstaje. Odpowiedzialność za akcje w Grodzisku Mazowieckim wzięła na siebie organizacja Polskie Żółte Kamizelki (odnoszące się tym samym do ruchu protestu we Francji). Kontaktują się na Facebooku, mają logo nawiązujące do Polski Walczącej. Co nimi kieruje? To już próbują zbadać naukowcy z Uniwersytetu Gdańskiego.

Kto zachowa dystans, a kto da w dziób?

W Instytucie Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego od dłuższego czasu zespół pod kierunkiem dra hab. Tomasza Besty, profesora Uniwersytetu Gdańskiego i prof. dr hab. Beaty Pastwy Wojciechowskiej prowadzi międzynarodowe badania m. in. nad różnicami indywidualnymi i cechami osobowości, a wspieraniem działań przemocowych u zwolenników i przeciwników szczepień.

- Z naszych dotychczasowych analiz wynika, że poparcie dla działań antyszczepionkowców wiąże się ze wspieraniem hierarchii, czyli orientacją na społeczną dominację (mężczyźni częściej niż kobiety prezentują taką orientację) i przekonaniem, że niektóre grupy są po prostu gorsze od własnej - wyjaśnia dr Marcin Szulc, prof. UG, z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego. - Takie osoby cechuje często także fundamentalizm religijny. Te wyniki uzyskaliśmy, badając zarówno grupy w Polsce jak i w USA.

Jednak czym innym jest deklarowane poparcie przeciwników szczepień, a czym innym podejmowanie radykalnych działań społecznych, takich jak podpalanie punktów szczepień czy fizyczny atak na medyków.

- Trzeba wyraźnie powiedzieć, że każdy ma prawo posiadać i głosić poglądy jakie chce pod warunkiem, że nie łamie prawa - podkreśla psycholog. - W momencie, gdy ktoś podejmuje działania przemocowe, by narzucić siłą swoje wartości i przekonania innym, mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją. Jest wyraźna różnica między posiadaniem określonych przekonań, a agresywnym narzucaniem ich innym.

Co interesujące, okazuje się, że ideologiczna barykada, po której stoimy, nie ma tak dużego znaczenia jak pewne cechy osobowości i normy, które akceptujemy. Jeśli znajdujmy się w grupie, która akceptuje przemoc, to łatwiej będzie nam ją ujawnić. Jeśli uczestnicy akcji uważają, że przemoc w słusznym celu jest uzasadniona, to sami chętniej będą wspierać działania radykalne. I nie ma znaczenia, po której stronie stoją.

- Często analizując różne zjawiska nie doceniamy roli cech osobowości - mówi prof. Szulc. - Z badań wynika, że osoby o bardziej “antyspołecznych” cechach osobowości (jak bezduszność i rozhamowanie) łatwiej i silniej wspierają działania przemocowe. Gdy dodamy do tego impulsywność i zapotrzebowanie na stymulację, to ulica jest idealnym miejscem zaspokojenia potrzeb. Takie osoby wręcz dążą do konfrontacji, obrzucają innych obelgami i stosują przemoc. Przykładowo, to czy ktoś wspiera ruch Black Lives Matters, czy - stosując uproszczenie - MAGA (Make America Great Again) nie ma tak dużego znaczenia. W każdej z tych grup można znaleźć osoby, które wykazują dużą potrzebę atakowania innych, agresji i chuligaństwa. Niektórym z nich mogą nawet przyświecać szlachetne intencje, tyle, że opierają się na fałszywych danych.

Przykład? W 2016 roku uzbrojony mężczyzna wkroczył do pizzerii pod Waszyngtonem i oddał kilka strzałów, by zastraszyć gości i obsługę. Przeszukał dokładnie zaplecze, a po wszystkim oddał się w ręce policji. Napastnik był wyznawcą teorii Pizzagate, czyli rzekomego pedofilskiego spisku, do której należeć mieli również prominentni politycy, w tym Hilary Clinton. Mężczyzna szukał w pizzerii uwięzionych dzieci lub innych dowodów na zbrodnie pedofilskiej szajki. Chciał dobrze, teraz jednak ponosi konsekwencje. Wybrał najgorszą z możliwych dróg, bo być może nie znalazł w sobie głębszej refleksji, że istnieją inne, zgodne z prawem sposoby reagowania na takie podejrzenia.  

- Nie inaczej jest wśród tych przeciwników szczepień, którzy nie poprzestają na wyrażaniu swojej opinii i dyskutowaniu z oponentami na temat własnych poglądów (bo przecież do tego jak najbardziej mają prawo), lecz posuwają się do przemocy - twierdzi naukowiec. - Byliśmy już świadkami bulwersujących zachowań polegających na wtargnięciu do szpitali, zakłócaniu spokoju chorym i personelowi przez osoby przekonane o swoim prawie do takich działań, nazywając je „kontrolą obywatelskiej” (cokolwiek to znaczy) i tym samym usprawiedliwiając łamanie przez siebie praw innych. Nierzadko dochodzi do rękoczynów tylko dlatego, że ktoś zwrócił uwagę na brak maseczki. Niech Czytelnicy odpowiedzą sobie na pytanie, kto z nich posunąłby się do przemocy w takiej sytuacji? Co by zrobili, gdyby ktoś poprosił ich o trzymanie większego dystansu w kolejce do kasy? Czy dostosowaliby się do takiej prośby czy by dyskutowali? A może od razu, za przeproszeniem, „daliby w dziób”?

Wszędzie spisek?

Z badań szwajcarskich opublikowanych w tym roku w periodyku Social Science and Medicine wynika, że osoby, które nie przestrzegają przepisów sanitarnych cechuje: niska akceptacja zasad moralnych, niskie poczucie wstydu, słabe poczucie winy, niska samokontrola i cynizm prawny wobec przepisów związanych z pandemią, czyli aroganckie obchodzenie przepisów związanych z bezpieczeństwem sanitarnym.

Zespół Katherine O’Conell wykazał, że osoby o cechach antyspołecznych rzadziej przestrzegały zasad dystansu społecznego, częściej stawały bliżej innych osób, niż te by sobie tego życzyły. Niektóre czyniły to celowo, by doprowadzić do konfrontacji.

Słynne już dziś badania zespołu naukowców z Brazylii opublikowane w czasopiśmie Personality and Individual Differences ujawniły, że nieprzestrzeganie zasad pandemicznych, dążenie na tym tle do zwarcia z innymi cechuje osoby o cechach antyspołecznych, które prezentują też niższy poziom empatii. Osoby te częściej też wykazywały skłonność do kłamstwa i podejmowania ryzyka, co tłumaczyłoby łamanie prawa i akceptację dla konsekwencji jakie mogą w związku z tym ponieść.

Warto podkreślić, że nie chodzi o osoby, które wyrażają sceptyczny stosunek do szczepień, lecz o te, które ten sprzeciw manifestują, stosując przemoc.

Skąd jednak bierze się przekonanie, że naukowcy kłamią, a za promocją szczepionek stoi interes wielkich firm farmaceutycznych?

- Teorie spiskowe są atrakcyjne, gdyż dostarczają prostych odpowiedzi na trudne pytania, zatem są zrozumiałe dla odbiorcy i wewnętrznie spójne - tłumaczy prof. Szulc. - Dają też poczucie bezpieczeństwa - to my znamy prawdę, to my ją odkryliśmy, to my jesteśmy „przebudzeni” i mamy „włączone myślenie” a reszta to bezmyślne owce. Istotną rolę odgrywa też potrzeba domknięcia poznawczego, czyli potrzeba poszukiwania i posiadania jasnej i pewnej wiedzy redukującej poczucie poznawczej niepewności. Taka prosta teoria wyjaśnia całe zdarzenie a fakty jej przeczące tylko utwierdzają, że spisek istnieje. Swoją drogą dość zabawna jest ta sprzeczność. Pewne mroczne siły knują coś w tajemnicy przed nami np. żeby „zaczipować” albo zdepopulować świat, jednak robią to tak niezdarnie, że pozostawiają mnóstwo śladów, abyśmy ich tajemnicę odkryli. Trochę jakby słabo przygotowani są ci spiskowcy… A może chcą się z nami droczyć?

Badania gdańskich naukowców nadal trwają.

- Zachęcam Czytelników, aby wzięli w nich udział, dokładając tym samym swoją cenną cegiełkę do budowy wielkiego gmachu nauki, abyśmy mogli wszyscy choć trochę lepiej się zrozumieć - apeluje prof. Marcin Szulc. - Myślę, że niezależnie od naszych przekonań warto zabrać głos w dyskusji w imię poszukiwania prawdy. Badania są anonimowe, link można znaleźć TUTAJ.

Zatrzymać eskalację

Na razie premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że ataki na punkty szczepień będą surowo karane, a komendant główny policji zapewnił, że wszystkie te punkty znajdą się pod stałą kontrolę funkcjonariuszy.

Z kolei minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że pracownicy punktów szczepień mają być traktowani jak funkcjonariusze publiczni, czyli będą podlegać specjalnej ochronie prawnej, a każdy akt agresji wobec tych pracowników będzie karany ze szczególną surowością.

Czy to jednak wystarczy, by zatrzymać eskalację działań antyszczepionkowców?

Marcin Samsel, ekspert ds. zarządzania kryzysowego, uważa, że grupy te można nazwać terrorystami antyszczepionkowymi.

- W takich kwestiach liczy się zbudowanie całego systemu bezpieczeństwa - twierdzi Marcin Samsel. - Samo wystawienie ochrony przy punktach szczepień jest tylko jednym z elementów. Skończył się czas, gdy śmialiśmy się z "płaskoziemców". Przeszło to w fazę brutalną, gdy powstają straty materialne, może się zdarzyć, że będą także ofiary. Dlatego działania służb muszą być bardziej złożone.

Zdaniem eksperta, po pierwsze, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego powinna zająć się działaniami w sieci. Chodzi o blokowanie wszelkiego rodzaju komentarzy czy stron, które przejawiają jakiekolwiek symptomy mowy nienawiści. Namawianie do tego typu działań powinno być maksymalnie szybko usuwane.

Konieczna jest także szybka polityka informacyjna w sieci dementująca wszelkie fake newsy. Takie działania są już podejmowane, o czym świadczy błyskawiczna reakcja na kłamliwą informację o karetce wezwanej do zaszczepionej kobiety w Zamościu.

Natychmiast pojawiły się artykuły, z których wynika, że pomoc medyków z punktu szczepień została udzielona kobiecie użądlonej przez osę, z groźnym dla życia wstrząsem.

- Uważam też za konieczną zmianę przepisów dotyczących osób zaszczepionych i niezaszczepionych - mówi Marcin Samsel. -   Szczepienia mają być dobrowolne, ale osoba, która się nie szczepi, nie może narażać innych. Ograniczeń powinno być dużo więcej i trzeba je egzekwować. Inaczej antyszczepionkowcy przejmą władania nad duszami tych, którzy się wahają. I na koniec - trzeba zastanowić się poważnie nad dotacjami rządowymi. Minister kultury i dziedzictwa narodowego wydał m.in.na dwie organizacje, związane z Robertem Bąkiewiczem łącznie 3 mln złotych. Tymczasem nacjonaliści nie raz negatywnie wypowiadali się na temat szczepień. Jeśli pojawia się jakakolwiek wypowiedź lub akcja antyszczepionkowa, głoszące ją instytucje i stowarzyszenia powinny być pozbawione środków publicznych. Wszystkie posty, wpisy, powinny zniknąć ze stron internetowych. Tymczasem miliony złotych poszły na ludzi, którzy są przeciwni szczepieniom i tak naprawdę szerzą pandemię. Od półtora roku mamy do czynienia z zarządzaniem sytuacją kryzysową. Nie ma nic gorszego niż zarządzanie sytuacją kryzysowa przez polityków, a nie fachowców.Politycy opierają się na słupkach wyborczych, a nie na konsekwencjach braku działania. W zarządzaniu kryzysowym trzeba niekiedy podejmować decyzje sprzeczne z interesem politycznym. Jest to konsekwencja wyboru - albo poparcie polityczne, albo zdrowie i życie ludzi i ratowanie gospodarki.

A co można zrobić, by przekonać tych, którzy nie chcą podpalać punktów szczepień i atakować medyków? Naukowcy z portalu "Zaszczep się wiedzą" radzą, by nie wyśmiewać się z osób niezdecydowanych. Należy wysłuchać sceptyków z szacunkiem i zrozumieniem dla towarzyszących im emocji.  I nie dopuścić, by ruch antyszczepionkowy narzucił nam język debaty publicznej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rosja niszczy ukraiński przemysł

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
https://ijvtpr.com/index.php/IJVTPR/article/view/23
G
Gość
Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy i naukowców https://psnlin.pl/#transmisja
G
Gerard Witek
To już nie jest tylko niewiedza czy wręcz głupota tych ludzi,to już jest poważna BANDYTERKA!!! Nie rozumiem jednak,jak rząd może dopuszczać do czegoś takiego,ale czego można się spodziewać po tych pisowskich GANKSTERACH,potrafią pałować kobiety osłaniać za przeogromne pieniądze żoliborskiego PSYCHOPATĘ czy t.zw. miesięcznice smoleńskie. Prawdziwym bandziorom i głupkom dają jednak spokój, z całą pewnością mają w tym interes skierowany głównie do jeszcze większych popaprańców jak konfederacja!!!
p
przemo_opole
Z białymi różami, błyskawicami, tęczami itd. nasz nierząd i podlegająca mu bojówka radzili sobie całkiem sprawnie. A tu nagle bezwład.

Jest wróg, wróg także linii rządu (bo rząd oficjalnie popiera szczepienia i namawia do nich), ale poradzić sobie z nim nie można.

Zastanawiające...
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie