Diana Volokhova we Władysławowie gotowała dla widzów programu "MasterChef" [ZDJĘCIA]

Anna Mizera-Nowicka
Diana Volokhova, docierając do finału programu "MasterChef", zdobyła serca milionów widzów. Postanowiła odwdzięczyć się fanom, przygotowując walentynkową kolację.

Już na 10 dni przed świętem zakochanych w restauracji hotelu Pekin we Władysławowie brakowało miejsc. Choć nadmorski kurort o tej porze roku zazwyczaj świeci pustkami, tym razem gości, nawet z odległych zakątków Polski, przyciągnęło nazwisko Diany Volokhovej.
Ormianka, która docierając do finału programu "MasterChef", zdobyła serca milionów widzów, postanowiła odwdzięczyć się fanom i przygotować walentynkową kolacją.

Kolacja dla 40 gości

O tym, czego trzeba do szczęścia zakochanym, Ormianka wie doskonale. Sama przecież do Polski przyjechała za miłością. A dokładniej za Pomorzaninem, którego poznała na rosyjskim lotnisku. Jak przyznaje, to przypadkowe spotkanie wywróciło jej życie do góry nogami. Bo ukochany namówił ją do udziału w kulinarnym show, dzięki któremu hobby mogła zamienić w zawód.
- Bardzo się z tego cieszę. Przygotowywanie menu i gotowanie daje mi wiele radości, choć dziś odczuwam też lekki stres. Zaprosiliśmy 40 gości, zakochane pary. Do ostatniej chwili menu trzymamy w tajemnicy - mówiła Diana na kilka godzin przed wydaniem walentynkowej kolacji. - Starałam się wybrać takie dania, by jak wyjdę na salę podać zakochanym deser, nie usłyszeć, że każdy potrafi tak gotować.

Pomysły na zupy

Aby zadowolić wygłodniałe polskie podniebienia, na początek zakochani dostali więc "ponętne TRIO", czyli dipy z bakłażana, papryki, konfitur pomidorowych, w połączeniu z chipsami. Po nich na stoły trafiła zupa.
- Romantyczny krem gruszkowo-pietruszkowy, w połączeniu z focaccią - zaznacza "master chef" władysławowskiej kuchni. - Nad zupą trochę się zastanawiałam. Miałam kilka różnych pomysłów. Wreszcie, na tydzień przed walentynkami, przygotowałam kilka zup i pracownicy hotelu sami wybrali, ich zdaniem, najlepszą - opowiada Ormianka.
- Bo z Dianą właśnie tak się współpracuje - mówi z uśmiechem Dorota Oklecińska, kucharka, która wraz z uczestniczką "MasterChefa" przygotowywała walentynkową kolację. - Choć już 10 lat pracuję w kuchni, sporo nauczyłam się od Diany, między innymi mieszania przypraw. W jej wykonaniu to absolutna profesja! A mimo to Diana nie zadziera nosa.

Poznasz kucharza po przyprawie

Nosa Volokhova używa za to do czego innego. Wącha przyprawy, które przywiozła do władysławowskiej kuchni prosto z Armenii.
- To czarna bazylia. Moja babcia ją zebrała i wysuszyła, a ja dodałam ją do walentynkowych potraw. Mam jeszcze trochę innych przypraw, przywiezionych z różnych stron świata. Używane przyprawy to właśnie to, co odróżnia od siebie poszczególnych kucharzy.
Kolejny punkt kolacji - sakiewka nadziewana gulaszem z purée ziemniaczano-selerowym, w romantycznej scenerii musu gruszkowego, z kozim serem i sosem śmietankowym też nie mogła być mdła i nijaka. Miała zawrócić w głowie, bo to przecież punkt kulminacyjny walentynek!
Na koniec zakochanych, którzy przyjechali do Władysławowa, dopieszcza deser - całuśna rosyjska napoleonka z sosem z kaki. Nic, tylko się w niej zakochać...

TU kupisz e-wydanie "Dziennika Bałtyckiego"!

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie