Blitzen Benz, czyli rycząca bestia [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]

Marek Ponikowski
Brooklands, styczeń 1914. Rozruch silnika w samochodzie Hornsteda. Aby zakręcić korbą trzeba było wysiłku dwóch osób Daimler-Benz AG
Ani samolot, ani pociąg nie były w stanie zbliżyć się do prędkości 228 km/godz. uzyskanej w kwietniu 1911 r. przez auto Benza, prowadzone przez Boba Burmana. Ten wynik przetrwał niepobity przez kolejne 8 lat.

Widziałem już w swoim życiu wiele samochodów i wsłuchiwałem się w odgłosy pracy ich silników - nieraz z euforycznym zachwytem, jak w przypadku chłodzonego powietrzem sześciocylindrowego boxera napędzającego niegdyś Porsche 911, widlastej "ósemki" Dodge'a Challenger 440 R/T z filmu "Znikający punkt" albo V8 kryjącego się pod długą maską Alfy Romeo 8 Competizione.

Przyznam się jednak, że zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić jak mógł brzmieć czterocylindrowy silnik o pojemności dwudziestu jeden i pół litra (!), który napędzał ciemnoniebieski pojazd z wielkimi, szprychowymi kołami krążący w grudniu 1913 roku i w styczniu roku następnego po słynnym torze Brooklands w Anglii.

Na zdjęciach widać, że rura wydechowa przymocowana z zewnątrz do odkrytego nadwozia jest gruba jak blaszany komin - według niektórych źródeł była to rzeczywiście rura od piecyka! Jakie dźwięki słyszeli mechanicy czuwający nad sprawnością samochodu i chronometrażyści rejestrujący czasy kolejnych przejazdów? Jak ich uszy zniosły piekielny, co do tego nie mam wątpliwości, hałas wytwarzany przez monstrualną maszynerię gdy przy 1600 obrotach na minutę osiągała swą moc maksymalną: dwieście koni mechanicznych?

***
Karl Benz, jeden z ojców motoryzacji doceniał rolę wyczynu sportowego w promocji swoich samochodów. Już słynny Velo, pierwszy z seryjnie produkowanych automobilów Benza, uczestniczył w wyścigach, ale w miarę jak rosła konkurencja stało się oczywiste, że trzeba zadziwić świat czymś absolutnie niezwykłym. Na przykład - przekroczeniem prędkości 200 kilometrów na godzinę…

Odpowiedni sygnał dał w początkach roku 1909 członek zarządu firmy Benz & Cie. Julius Ganss. Jako punkt wyjścia miał posłużyć 150-konny Benz Grand Prix zbudowany specjalnie do wyścigów. Zastosowany został sposób wówczas najskuteczniejszy: zwiększono pojemność skokową silnika. Rozwiercenie cylindrów o 3 centymetry przyniosło jej wzrost o przeszło sześć litrów. Zmierzono moc: 184 KM. Kilka drobnych modyfikacji wywindowało ją do równych 200 KM.

W pierwszym starcie inżynier Fritz Erle wygrał w cuglach samochodowy sprint we Frankfurcie i zdobył nagrodę Wielkiej Księżnej Hesji. Niebawem za kierownicą auta siadł fabryczny kierowca Victor Hemery. Pokazał co potrafi. Ósmego listopada 1909 roku na torze Brooklands osiągnął na dystansie jednej mili ze startu lotnego czas 31,326 sekundy. Odpowiadało to prędkości 202,7 km/godz. Bariera pękła!

***
Pod koniec 1909 roku rekordowy samochód wrócił do warsztatów Benza w Mannheim. Ekipa pod kierunkiem Fritza Erle i Hemery'ego poświęciła zimę na przygotowanie nowego, aerodynamicznego nad-wozia. W wąskim kadłubie kierowca i jego pomocnik ręcznie pompujący paliwo do gaźnika ledwie mieścili się obok siebie. Przerobiono też chłodnicę, którą wieńczył teraz duży zbiornik wyrównawczy w kształcie dzioba drapieżnego ptaka. Auto uzyskało dynamiczny, groźny wygląd. Z kilkoma udoskonaleniami i nowym wyglądem załadowano je na statek płynący do USA.

Tu na ekipę Benza czekała nieoczekiwana i atrakcyjna oferta. Nowojorski biznesmen Ernie Moross chciał kupić rekordowego Benza i zorganizować szereg pokazowych prób szybkości z udziałem największej wówczas gwiazdy amerykańskich torów Barneya Oldfielda. Proponował dobrą cenę. Samochód miał podbijać Amerykę jako "Lightning Benz" (Benz Błyskawica).

Oldfield siadł za kierownicą i 17 marca 1910 roku w Daytona Beach na Florydzie "z marszu" wykręcił prędkość 211,97 km/godz. Wynik nie został jednak uznany za oficjalny rekord świata bo osiągnięto go w jednym przejeździe, podczas gdy przepisy AIACR, poprzedniczki FIA wymagały dwóch przejazdów w przeciwnych kierunkach.

Pokazy z udziałem Oldfielda ściągają tłumy widzów patrzących z podziwem na człowieka, który poskramia ryczącą i wzniecającą tumany kurzu mechaniczną bestię. Na jej nadwoziu widnieje teraz napis "Blitzen Benz" i czarny niemiecki orzeł; Moross uznał, że europejskość samochodu lepiej się sprzedaje… Wkrótce jednak Oldfield zostaje zdyskwalifikowany za udział w "niesportowych" wyścigach i jego miejsce za kierownicą Blitzen Benza zajmuje Bob Burman, były kierowca Buicka.

W kwietniu 1911 roku winduje rekord szybkości na dystansie jednego kilometra do 228 km/godz. Ani samolot, ani pociąg nie były w tamtych czasach zdolne by zbliżyć się do tego wyniku! Przetrwał do roku 1919.

***
W kierowanym przez Fritza Erler dziale testów i sportu fabryki Benza w Mannheim powstało sześć samochodów z błyskawicą w herbie. Blitzen Benz numer dwa także trafił do Ameryki i kilkakrotnie rywalizował w zawodach ze starszym bratem. Czwarty został zbudowany w roku 1912, przetrwał wojnę i w pierwszych wyścigach czasów pokojowych zyskał przezwisko "babcia", bo na tle nowszych konstrukcji wyglądał archaicznie. Dziś jest ozdobą zbiorów muzeum Mercedesa-Benza w Stuttgarcie. Piąty Blitzen Benz trafił w 1913 roku do Hiszpanii. Szóstego kupił pewien Belg z Gandawy; dziś jest własnością kolekcjonera z USA.

***
A Blitzen Benz numer trzy? To właśnie od niego zaczęła się ta opowieść. Jego budowę ukończono w roku 1912 i początkowo startował nim w wyścigach górskich Fritz Erle. Potem kupił samochód Lydston Granville Hornsted, brytyjski dealer Benza i doskonały kierowca.

Po przeróbkach i przemalowaniu nadwozia na kolor niebieski rozpoczął w Brooklands serię prób prędkości. Nie miał tam szans na pobicie rekordu Burmana, więc skupił się na innych kategoriach. Na przykład na dystansie kilometra ze startu stojącego uzyskał średnią 118,8 km/godz.

Tylko pozornie jest to mało. W czerwcu 1914 r. na dystansie mili ze startu lotnego osiągnął średnią z dwóch przejazdów 199,71 km/godz. Nikt przed Hornstedem nie jechał po torze Brooklands tak szybko!

***
Wyzbądźmy się poczucia wyższości patrząc na archiwalne zdjęcia. Ówcześni kierowcy byli nie mniejszymi asami kierownicy niż Vettel czy Alonso. Prowadzili samochody na wąskich i mało przyczepnych oponach, praktycznie pozbawione hamulców, zmagali się z nieprecyzyjnym i ciężko pracującym układem kierowniczym i zawodnymi silnikami. Chylę czoła przed ich odwagą.

marek.ponikowski@wp.pl

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie