46. Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni. O tych aktorach będzie głośno

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
Jakie aktorskie niespodzianki przyniesie 46. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni? Maciej Stuhr podczas jednej z festiwalowych gal stwierdził błyskotliwie, że życie jest jak taśma filmowa. Jedni coś kręcą, inni się rozkręcają, a jeszcze inni zwijają. Trzymając się tej złotej myśli, można powiedzieć, że tym razem w Gdyni będzie wielu takich aktorów, którzy się cały czas pięknie rozkręcają. Zresztą samego Macieja Stuhra też zobaczymy w jednym z filmów konkursowych tego festiwalu pt. „Powrót do Legolandu”.

Ale niewątpliwie języczkiem u wagi na tegorocznym festiwalu filmowym w Gdyni, będzie tym razem Tomasz Ziętek. 32-letni aktor śmiało może powiedzieć - teraz ja...

To wschodząca gwiazda młodego pokolenia, którą zobaczymy w dwóch filmach, w „Hiacyncie” Piotra Domalewskiego i „Żeby nie było śladów” Jana P. Matuszyńskiego. Ten drugi film jest zresztą polskim kandydatem do Oscara. A Ziętek w obu produkcjach gra główne role.

Aktor związany jest z Pomorzem, a swoje pasje rozkłada sprawiedliwie między aktorstwo i muzykę. Skończył I Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Krzywoustego w Słupsku, a potem Studium Wokalno-Aktorskie im. Danuty Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni.

W 2007 wraz z zespołem zdobył Grand Prix na II Ogólnopolskim Festiwalu Młodych Talentów Niemen Non Stop w Słupsku. Indywidualnie otrzymał nagrodę publiczności. Jest wokalistą i gitarzystą w trójmiejskim zespole The Fruitcakes. The Ape Man Tales to jego solowy, akustyczny projekt.

W filmie zadebiutował w 2011 roku. Był to „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”. Zagrał tam epizodyczną postać, ale za to ikoniczną - Zbyszka Godlewskiego. Potem były role m.in. w „Kamieniach na szaniec” czy w „Body/Ciało”.

Ale uwagę widzów przyciągnęła jego rola w filmie „Cicha noc” Piotra Domalewskiego (film dostał Złote Lwy). To intymna opowieść rodzinna. Głównego bohatera grał Dawid Ogrodnik, a Ziętek zagrał jego brata. Widownia zwracała uwagę nie tylko na talenty aktorskie ich obu, ale także na pewne podobieństwo fizyczne. Żartowano nawet, że charakteryzator w tym przypadku się nie napracował. Sam Tomasz Ziętek przyznaje, że czasami zdarza się, że ktoś go myli z Dawidem Ogrodnikiem. Ma jednak dystans do takich zabawnych nieporozumień. Podczas festiwalu w Gdyni nosił T-shirt z napisem „Nie. Ogrodnik to ten drugi”.
W ubiegłym roku na festiwalu pokazywano film Doroty Kędzierzawskiej „Żużel”, w którym Ziętek zagrał główną rolę. Ale nie była ona najlepiej skrojona. Teraz zarówno w „Hiacyncie” jak i w „Żeby nie było śladów” ma pełnokrwiste postaci do zagrania.

W „Hiacyncie” Piotra Domalewskiego gra Roberta, młodego milicjanta „z zasadami”, który wpada na trop seryjnego mordercy gejów. W toku śledztwa poznaje Arka. Postanawia wykorzystać go jako informatora, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo ta relacja wpłynie nie tylko na jego pracę, ale także życie osobiste.

To coś więcej, niż tylko prosta opowieść kryminalna, to film o prześladowaniach gejów w PRL.

Druga produkcja z udziałem tego aktora też jest osadzona w peerelowskich czasach. „Żeby nie było śladów” Jana P. Matuszyńskiego to film gatunkowo ważki, nie tylko emocjonalnie. Oparty jest na prawdziwych zdarzeniach sprzed lat. Grzegorz Przemyk umiera na skutek ciężkiego pobicia przez funkcjonariuszy milicji, a komunistyczny reżim usiłuje obarczyć winą pracowników pogotowia. Co prawda Przemyka gra debiutant Mateusz Górski, ale to bohater kreowany przez Ziętka jest osią filmu.

Ale wspomniany już Dawid Ogrodnik też pojawi się na tegorocznym, gdyńskim festiwalu m.in. w filmie „Najmro. Kocha, kradnie szanuje”, wyreżyserowanym przez Mateusza Rakowicza. Obraz inspirowany jest prawdziwymi wydarzeniami z życia Zdzisława Najmrodzkiego, który ośmieszał władze, wymykając się dwadzieścia dziewięć razy organom ścigania. Kobiety go kochały, a mężczyźni podziwiali. Brawurowe wyczyny Najmrodzkiego śledziła w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych cała Polska. Najmro wraz ze swoją ferajną obrabiał Pewexy, żeby żyć kolorowo w czasach, w których wszystko było szare i zakazane. Kochał wolność i dobrą zabawę ponad wszystko. Ale kiedy na jego drodze stanęła kobieta, która skradła mu serce, postanawia się dla niej zmienić.

Drugi film z Ogrodnikiem w roli głównej, który startuje w konkursie głównym 46. FPFF to „Wszystkie nasze strachy” w reżyserii Łukasza Rondudy. Daniel cieszy się szacunkiem wspólnoty wiejskiej, kiedy odważnie wspiera walkę o jej sprawy. Jest zakochany w chłopcu z sąsiedztwa - Olku, który nie jest gotowy, by ujawnić swoją tożsamość seksualną. Ich relacja rozwija się w ukryciu. Kiedy nastoletnia przyjaciółka nie wytrzymuje homofobicznych ataków i popełnia samobójstwo, Daniel namawia ludzi ze wsi do odbycia wspólnej drogi krzyżowej w intencji ofiary. Dotychczasowi sprzymierzeńcy odwracają się od niego.

Na tę aktorską kreację też czekamy z ciekawością. Ogrodnik to aktorski kameleon. Potrafi zagrać... wszystko i każdego. Za swój talent jest sowicie nagradzany. Ma 35 lat i już trzy statuetki dla najlepszego aktora gdyńskiego festiwalu filmowego.

Za debiutancką kreację Sebastiana „Rahima” Salberta w dramacie Leszka Dawida „Jesteś Bogiem” zdobył wspólnie z Tomaszem Schuchardtem nagrodę za drugoplanową rolę na 37. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Jego rolą w filmie Macieja Pieprzycy „Chce się żyć” zachwycił się sam Jiri Mentzel. Światowe media pisały, że Ogrodnik w roli niepełnosprawnego chłopaka w tym filmie jest tak samo świetny jak Daniel Day-Lewis w „Mojej lewej stopie” czy Dustin Hoffman jako autystyczny Raymond w „Rain Manie”.

Dla roli w „Idzie” Pawła Pawlikowskiego (nasz oscarowy film) nauczył się grać na saksofonie altowym. Dwukrotnie był nagradzany za najlepszą rolę pierwszoplanową na gdyńskim festiwalu filmowym. Po raz pierwszy za „Cichą noc” i po raz drugi za fantastyczną kreację w „Ikarze. Legendzie Mietka Kosza”.

Czekamy też na inną gwiazdę polskiego kina. Jest nią Bartosz Bielenia, który zachwycił świat filmowy rolą w „Bożym Ciele”. W najnowszym filmie „Prime Time” Jakuba Piątka, który będzie konkurować w Gdyni, Bielenia daje występ, jak ktoś napisał, migoczący od emocji. To aktor, który potrafi hipnotyzować. Przekonaliśmy się już o tym po „Bożym Ciele”.

W filmie „Prime Time” Bielenia gra Sebastiana, uzbrojonego mężczyznę, który wchodzi do studia telewizyjnego i bierze zakładników - prezenterkę i ochroniarza. Ich życie pozostanie w rękach chłopaka, dopóki stacja nie spełni jego żądania i nie pozwoli mu wejść na wizję podczas największej oglądalności.

Ale czekamy też na wspaniałe kreacje aktorek. Mając nadzieję, że nie będą się liczyły tylko te na czerwonym dywanie.

Obiecująco zapowiada się rola Marii Dębskiej w filmie „Bo we mnie jest seks” Katarzyny Klimkiewicz.

Marię Dębską też można nazwać wschodzącą gwiazdą polskiego kina. Najpierw zwróciła uwagę w filmie „Zabawa, zabawa”, wyreżyserowanym przez jej mamę Kingę Dębską, w którym partnerowała tak wielkim aktorkom jak Dorota Kolak i Agata Kulesza, a następnie zachwyciła rolą w filmie „Piłsudski”.

Teraz będzie Kaliną Jędrusik w „Bo we mnie jest seks”. Czy uda się jej wyczarować to zjawisko jakim była ta fantastyczna aktorka i piosenkarka, która miała opinię naczelnej skandalistki i seksbomby PRL oraz polskiej Marilyn Monroe?

Magdalena Koleśnik to odkrycie ubiegłorocznego festiwalu filmowego, która zabłysnęła w filmie „Sweat” Magnusa von Horna, zdobywając za rolę influencerki nagrodę dla najlepszej aktorki. Na 46. FPFF zobaczymy ją w filmie „Inni ludzie” Aleksandry Terpińskiej.

To hipnotyzująca opowieść o desperackim poszukiwaniu miłości.

Od dawna niewidzianą na dużym ekranie Kingę Preis (niestety rola Natalii, gospodyni „Ojca Mateusza” mocno do niej przylgnęła) zobaczymy teraz w „Zupie nic”, wyreżyserowanej przez Kingę Dębską. To prequel komedii „Moje córki krowy” tej reżyserki (prywatnie mamy Marii, wcielającej się w rolę Kaliny Jędrusik).

Tym razem reżyserka wraca z pewną nostalgią do czasów dzieciństwa, do peerelowskich lat, kiedy Fiat 126p był szczytem marzeń, a trzepak stanowił centrum życia towarzyskiego.

Siostry Makowskie chodziły wówczas do szkoły, kłóciły się o głupoty, jeździły z rodzicami na handel i zakochiwały po raz pierwszy.

Skoro o powrotach mowa, to w filmie „Lokatorka” Michała Otłowskiego jedną z ról zagra Sławomira Łozińska, która najbardziej zapadła nam w pamięć jako Bronka z serialu „Daleko od szosy”.

Ale jak zawsze czekamy na aktorskie niespodzianki, mając nadzieję, że ten festiwal też nam je przyniesie.

46. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych rozpocznie się 20 września i zakończy galą rozdania nagród 25 września

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie