MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zmierzch prezydenta. Wojciech Szczurek kończy 26-letnie rządy w Gdyni

Stanisław Balicki
Stanisław Balicki
Wojciech Szczurek kończy 26-letni okres urzędowania w prezydenckim gabinecie przy al. Marszałka Piłsudskiego w Gdyni. Mieszkańcy miasta spodziewali się, że w ich mieście może dojść do drugiej tury wyborów prezydenckich, ale mało kto  przypuszczał, że jego w niej zabraknie...
Wojciech Szczurek kończy 26-letni okres urzędowania w prezydenckim gabinecie przy al. Marszałka Piłsudskiego w Gdyni. Mieszkańcy miasta spodziewali się, że w ich mieście może dojść do drugiej tury wyborów prezydenckich, ale mało kto przypuszczał, że jego w niej zabraknie... PAP/Andrzej Jackowski
Gdynia już nie chce być jego partią. Wybaczała mu możliwe błędy, nie obarczała winą za porażki. Wojciech Szczurek był elementem dumnej odrębności Gdyni, przywiązanej do swojej wyjątkowości, był częścią swoistej gdyńskiej religii. Był też ostatnim bodaj w kraju prezydentem tak dużego miasta, trzymającym się na dystans od krajowych podziałów politycznych i jego stron.

Jak konsekwentnie mawiał: „Moją partią jest Gdynia” i w swoim ponad ćwierćwieczu rządów nigdy nie doświadczył dyskomfortu reelekcji w drugiej turze. Teraz nawet do niej nie wszedł. Czy Wojciecha Szczurka ze stanowiska zmiotło nagłe przebudzenie elektoratu? Jego porażka następuje w momencie przesilenia w Gdyni stojącej na progu stania się jednym z dużych miast, w którym emocje mieszkańców może zawłaszczyć ogólnopolski podział polityczny.

Wojciech Szczurek, ówcześnie 35-latek, po raz pierwszy obejmował gdyńską prezydenturę w 1998 roku. Zostawał włodarzem równocześnie z o dwa lata młodszym Pawłem Adamowiczem w Gdańsku i rówieśnikiem, Jackiem Karnowskim w Sopocie. Tak w Trójmieście urodził się fenomen nadmorskich samorządowych „trzech tenorów”, którzy na długie lata chwycili tu władzę. Gdynia zawsze jednak była nieco osobna. O ile Adamowicz i Karnowski zawsze byli zakotwiczeni w jakimś środowisku politycznym, ostatecznie lądując, jako współzałożyciele, w Platformie Obywatelskiej, Szczurek poza krótkotrwałym flirtem z efemerycznym Ruchem Stu, od świata ogólnopolskiej polityki trzymał się z daleka. Deklaracji założycielskiej PO nie sygnował. Chyba właśnie wtedy po raz pierwszy padły słowa o tym, że jego partią jest Gdynia. I miasto było z tego dumne, otaczając od początku niemal kultem młodego, rzutkiego prezydenta. W pierwszych wyborach po reformie samorządowej, w 2002 roku, gdy włodarze zaczęli być wybierani w wyborach bezpośrednich, Wojciech Szczurek osiągnął 75-proc. poparcie.

Religia gdyńska

Żeby zrozumieć fenomen tzw. religii gdyńskiej, którego elementem było niemal bezgraniczne poparcie prezydenta, trzeba się cofnąć do początków samorządu po przemianach ustrojowych 1989 roku. W pierwszych wyborach lokalnych w Trójmieście władzę w samorządach wzięły środowiska Komitetów Obywatelskich, które później dały początek całemu spektrum postsolidarnościowych partii politycznych. W Gdyni było inaczej, niedawni PRL-owscy opozycjoniści nie poszli w wielką politykę. Miasto z międzywojennym etosem narodzin z morza, marzeń i przedsiębiorczości jego budowniczych, wypędzonych podczas wojny i wywłaszczonych po niej, dynamicznie wracało własnościowo do swoich prawowitych właścicieli. Wracał duch przedsiębiorczości opartej na konserwatywnych wartościach. Taką Gdynią zarządzała pierwsza prezydent, charyzmatyczna Franciszka Cegielska. Gdy skradła ją miastu ogólnopolska polityka, oczywistym następcą był jeden z młodszych niedawnych konspiratorów współzałożyciel gdyńskiego Komitetu Obywatelskiego, harcerz, prawnik, radny od pierwszej kadencji, najmłodszy w kraju przewodniczący rady miasta, namaszczony przez Cegielską na kontynuatora Wojciech Szczurek.

Co dla Gdańska jest problemem, dla Gdyni - wyzwaniem

Rządy młodego prezydenta w nowoczesnym mieście konserwatywnej rynkowej konkurencji i prywatnej własności były pasmem sukcesów. Szczurek oparł się na współpracownikach pierwszej prezydent, nie zmieniał wiele w środowisku dobrze się znającym i ufającym sobie. Część ludzi odeszła z ratusza do mniejszego lub większego biznesu ale wymiana kadr odbywała się harmonijnie i bez większych konfliktów personalnych. Tak krzepła przyszła „Samorządność Wojciecha Szczurka”. Gdynia wzięła na siebie dokończenie porzuconej w krachu Gierka trasy Kwiatkowskiego, komunikującej port z drogową siecią tranzytową. Jeszcze po Cegielskiej pozostał modelowy system zarządzania komunikacją miejską, kopiowany w innych dużych miastach. Inwestowano. Powstała m. in. Droga Różowa, Pomorski Park Naukowo-Technologiczny, rosła dzielnica biurowo-biznesowa. W kolejnych wyborach w 2006 i 2010 prezydent osiągał coraz wyższe notowania, odpowiednio 85 i 87 proc., co było krajowym rekordem poparcia. Miasto królowało w krajowych rankingach satysfakcji mieszkańców.

Nawet, gdy dystans prezydenta do ogólnopolskich sił politycznych dzierżących władzę w kraju i województwie zaczął przynosić negatywne efekty, nie spowodowało to w Gdyni - zamkniętej w bańce gdyńskiego wyznania - krytyki lokalnej władzy. A zaczęło się dziać źle. Fundusze unijne płynęły do miasta w mniejszym stopniu, niż do sąsiadów zakotwiczonych w PO, gdy ta była partią władzy. Gdynię omijały centralne inwestycje. Wojciechowi Szczurkowi nie udało się doprowadzić do przejęcia przez państwo odpowiedzialności za główną drogę dojazdową do portu. Porażką, procesami i zwracaniem dotacji zakończyła się próba wykreowania w gdyńskich Babich Dołach drugiego portu lotniczego Trójmiasta. Pomorska Kolej Metropolitalna, której początkowo jedynym zwolennikiem była Gdynia, zbudowana została tylko w Gdańsku, choć miała w kolejnym etapie dotrzeć również do Kosakowa via niedoszły port lotniczy. Wszystko to gdyńscy wyznawcy tłumaczyli niechęcią zewnętrzną wobec ich wspaniałej bańki. W 2014 roku Wojciech Szczurek osiągnął 79 proc. poparcia w wyborach.

Pycha kroczy przed upadkiem

W ostatnich kadencjach gdyńskiego samorządu bon mot o mieście i mieszkańcach jako jedynej partii włodarza coraz bardziej nabierał odcieni parafrazy królewskiego stwierdzenia: „Gdynia to ja”. To „Samorządność” niepodzielnie rozdawała karty w radzie. W końcu doszło do sytuacji, gdy wszystkie jej komisje były kontrolowane przez ruch Szczurka. Nawet - rewizyjna, gdzie dobrą praktyką jest, by szefował jej przedstawiciel opozycji. W Gdyni, jednym z niewielu miast w skali kraju, tak nie było. Nieliczne reprezentacje PO i PiS były opozycją podzieloną krajowym konfliktem, „Samorządność” trzymała większość.

Tymczasem społecznicy spoza rady rośli w siłę. Przez ćwierć wieku rządów tego samego środowiska w mieście zaszły pokoleniowe zmiany, inne niż wcześniej są potrzeby mieszkańców. Dobra komunikacja miejska jest oczywistością, jakość życia w mieście mogłaby być jeszcze wyższa, w mieście całkowicie niemal zreprywatyzowanym niemal nie ma z kolei komunalnego zasobu mieszkaniowego. Nie ma też pomysłu jak to zmienić. Po coraz mniej licznych inwestycjach pozostał niemal miliardowy deficyt w budżecie miasta. Wiele obietnic, jak lodowisko miejskie, basen olimpijski, odkurzona przy okazji ostatniej kampanii niezrealizowana obwodnica Witomina, pozostają na papierze.

Choć jeszcze w poprzednich wyborach nowemu pokoleniu społeczników miejskich udało się wprowadzić reprezentacji do rady tylko jednego radnego, zaplecze Szczurka znów wzięło większość, a on sam osiągnął 67 proc. poparcia, piętrzyły się sprawy w których ratusz wykazywał się wobec postulatów środowisk aktywistów miejskich arogancją. Gdynia była jednym z ostatnich miast, które po długotrwałych naciskach wprowadziło transmisje internetowe posiedzeń rady miasta. Utrudniony był dostęp do danych i dokumentów, które powinny być jawne. Wydaje się, że momentem przełomowym w zjednoczeniu środowisk miejskich aktywistów spoza rady, był protest wobec kolejnych planów zagospodarowania Polanki Redłowskiej, enklawy zieleni w środku miasta i łakomego kąska na inwestycję hotelową. Powstał „Gdyński Dialog” grupujący większość środowisk krytycznych wobec polityki Wojciecha Szczurka i jego zaplecza, animowany przez Zygmunta Zmudę-Trzebiatowskiego, rebelianta z obozu władzy. Ugrupowanie jeszcze w ubiegłym roku przeprowadziło prawybory kandydata na prezydenta.

Epilog

Wojciech Szczurek w wyborach 7 kwietnia nie wszedł do drugiej tury, osiągając trzeci rezultat w kolejce. O gdyńską prezydenturę zmierzą się Aleksandra Kosiorek, przedstawicielka koalicji nowego pokolenia lokalnych społeczników z „Gdyńskiego Dialogu”, która zaskoczyła wszystkich najlepszym, ponad 34-proc. wynikiem, i nominat partyjny, Tadeusz Szemiot - niemal 26 proc. - z Koalicji Obywatelskiej, której w 28-osobowej radzie miasta brakuje tylko dwóch głosów do większości.

Od wyniku prezydenckiej dogrywki zależy, czy KO będzie rozdawać karty we wszystkich trzech miastach Trójmiasta, czy też w Gdyni nowa fala miejskiego samorządowego aktywizmu z 7 mandatami w radzie wykroi sobie przestrzeń w koalicji z ogólnopolskim graczem.

W tej rozgrywce Wojciecha Szczurka z niespełna 24 proc. już nie ma.
Porażkę poniosła też jego „Samorządność” pozostając z 5 mandatami z liczby 18 w poprzedniej kadencji.
Prezydent Gdyni przecenił dominację etosu samorządowego w mieście nad emocjami ogólnopolskiej sceny politycznej. Nie zauważył zmiany pokoleniowej wśród lokalnych aktywistów i zmieniających się problemów, których rozwiązanie jest dla nich najważniejsze.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Eurowybory 2024. Najważniejsze "jedynki" na listach

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki