Zajazdy w demokratycznym państwie prawa

Jarosław Zalesiński
Jarosław Zalesiński
Jarosław Zalesiński
Wczorajsza nieprawdziwa informacja, że Muzeum Narodowe w Warszawie poda do sądu parafię bazyliki Mariackiej w Gdańsku, musiała wydawać się moim kolegom dziennikarzom wyjątkowo smakowitym i krwistym befsztyczkiem, skoro zrobiła wczoraj taką medialną karierę. Państwo sądzi się z Kościołem! No to huzia! Okazało się jednak, że sprawy nie ma.

To znaczy - nie ma sprawy sądowej, bo tak w ogóle to oczywiście sprawa jest. Ks. infułat Stanisław Bogdanowicz, proboszcz bazyliki Mariackiej, wykorzystał w przeszłości dobrą dla Gdańska koniunkturę polityczną, by odzyskać ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie sporą grupę zabytków pochodzących z bazyliki Mariackiej. Skąd wzięły się w Warszawie? Po wojnie wyszukiwali je na Pomorzu pracownicy Ministerstwa Kultury i Sztuki. A na jakiej podstawie ekspediowali zabytki do stolicy? Na podstawie dekretu z 8 marca 1946 roku o majątkach opuszczonych i poniemieckich.
- Bierutowskie prawo - stwierdził na to Sławomir Nowak, minister w Kancelarii Prezydenta, gdy go jeszcze w grudniu ubiegłego roku pytałem o problem gdańskich zabytków, do dziś znajdujących się w zbiorach Muzeum Narodowego. I zapowiedział walkę o ich odzyskanie. Pytanie tylko, jakimi miałoby się to dokonać metodami.

Muzeum wini księdza, a ksiądz muzeum

Ks. infułat Bogdanowicz przyjął taktykę zajazdów. Najpierw doprowadził do przekazania bazylice w depozyt sporej grupy dzieł (siedmiu jeszcze nie udało się odbić), ale na umowach dopisywał, że przejmuje je jako własność świątyni. Kiedy wygasł termin umów, odmówił ich przedłużenia, nie zezwala też konserwatorom Muzeum Narodowego, by kontrolowali, czy zabytkom żyje się dobrze we wnętrzu bazyliki - no bo nie mają do tego żadnego tytułu. Nie zgadza się także na przedłużanie umów depozytowych, bo o żadnych depozytach mowy być nie może, skoro zabytki są własnością bazyliki, a nie łupieżczego narodowego muzeum.

Gdańsk: Szansa na powrót zabytków do Bazyliki Mariackiej

Mam dla księdza infułata nieodmienny podziw z powodu jego determinacji i wytrwałości, z jaką walczy o powrót zabytków do Gdańska, niemniej jego metody wydają mi się tyleż barwne, co cokolwiek sarmackie. Nie znam się na prawie i nie wiem, czy takie parafki na umowach zmieniają ich charakter. Nie wiem, czy istotnie akty prawne przyjęte przez gdańską radę jeszcze przed wspomnianym dekretem skutkują tym, że zabytki pod zapisy dekretu nie podpadały. Nie wiem, ale chciałbym wiedzieć. Inaczej mówiąc - chciałbym, by ten ciągnący się od dziesiątków lat problem znalazł rozwiązanie w ramach demokratycznego państwa prawa.

Bazylika Mariacka - korona Gdańska

Skoro muzealnicy nie potrafią się porozumieć z proboszczem, a proboszcz z muzealnikami, może czas na wejście innej instancji? Panie ministrze Bogdanie Zdrojewski, panie premierze Tusku - do kogo prawnie należą te zabytki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.