W Gdyni żuraw uderzył w linie wysokiego napięcia, po czym wtargnął do kurnika i wystraszył kury. Potrzebna była interwencja Straży Miejskiej

OPRAC.:
Łukasz Kamasz
Łukasz Kamasz
W Wiczlinie żuraw napędził kurom takiego stracha, że konieczna była interwencja Eko Patrolu Straży Miejskiej. „Agresor" jednak nie poddał się łatwo i zakamuflował się w kurniku. Jak gdyby tego było mało, korzystał z dobrodziejstw gospodarstwa, został nakarmiony i napojony, jednak nie w głowie był mu dalszy lot.

Żuraw to bardzo dostojny ptak i w życiu nie posądzalibyśmy go o tak nieprzyzwoite zachowanie. Co zatem stało się, że akurat ten osobnik postawił na nogi cały kurnik? Być może przyleciał do Gdyni na wczasy? Gospodarze terenu pewnie myśleli, że skoro tak mu tam dobrze, mógłby zostać u nich jeszcze przez chwilę. Nakarmili go i napoili, ale pomimo tego nie chciał odlecieć. Dlatego zadzwonili po Eko Patrol. Jednak żuraw zabarykadował się w kurniku. W niesmak było mu dać się złapać.

- W kurniku znajdowały się deski, rosły krzaki, pośród których żuraw się ukrywał - opowiada Leonard Wawrzyniak, rzecznik prasowy Straży Miejskiej i członek Eko Patrolu. – Nie chciał dać się złapać.

To pierwsze spotkanie Eko Patrolu z żurawiem

Jak się potem okazało ptak był wychudzony, utykał na jedną łapę oraz miał uszkodzone skrzydła.

- Dostaliśmy zgłoszenie od mieszkańców Wiczlina, że wylądował u nich na wybiegu dla kur żuraw. Na pierwszy rzut oka było widać, że coś jest z nim nie tak – utykał i był osłabiony – opowiada Leonard Wawrzyniak.

Po raz pierwszy gdyńscy strażnicy musieli zmierzyć się z żurawiem, wcześniej łapali głownie łabędzie i bociany.

- Ptaki z długimi dziobami i długimi szyjami łapie się w ten sposób, że najpierw trzeba je chwycić za głowę i dopiero potem za tułów, żeby nie mogły dziobem zrobić krzywdy – mówi Leonard Wawrzyniak.

Czytaj także

Najprawdopodniej żuraw wcześniej uderzył w linie wysokiego napięcia. Nie był to więc napad na kurnik, a zwykły upadek. Strażnicy przewieźli chorego ptaka do weterynarza, a obecnie żuraw przechodzi rekonwalescencję w Nadleśnictwie Gdańsk. Gdy tylko wydobrzeje strażnicy odwiozą go z powrotem do Wiczlina, oby tym razem nie rozrabiał.

- Złapane i wyleczone zwierzę wypuszcza się w tym samym miejscu, gdzie zostało złapane - zaznacza Leonard Wawrzyniak. - Oczywiście nie wypuścimy go w kurniku – śmieje się strażnik – ale w najbliższej okolicy. W Wiczlinie jest bardzo dużo żurawi, bo tam są pola uprawne i one tam żerują. Mieliśmy nawet kiedyś w związku z nimi interwencję. Jeden z rolników umieścił trzy budy z psami na polu, po to żeby odstraszały żurawie. Mieliśmy zgłoszenie, że psy są w złych warunkach, ale na szczęście wszystko było w porządku.

Czytaj także

Żurawie w Polsce są objęte ścisłą ochroną gatunkową. Rolnicy mogą jedynie odstraszać je z pól, które, w szczególności na Wiczlinie były kiedyś dla żurawi letniskiem.

JAK NIE SZKODZIĆ ZWIERZĘTOM?

Litwa, Łotwa i Estonia przywraca obostrzenia

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie