Piękno powojennego Gdańska na fotografiach Stefana Arczyńskiego [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]

Marek Adamkowicz
Kościół Mariacki, Kaplica Królewska i Ratusz Głównomiejski widziane od strony ulicy Szerokiej. Rok 1952
Zachwycamy się pięknem przedwojennego Gdańska. Zdjęcia Stefana Arczyńskiego z lat 50. dowodzą jednak, że mimo ogromu zniszczeń z 1945 roku miasto zachowało wiele z dawnego piękna. Było niczym rzymskie Pompeje, które pogrzebał wybuch Wezuwiusza...

Stefan Arczyński jest nestorem polskich fotografików. Rok urodzenia 1916 - to mówi samo za siebie. Jego życie jest kroniką XX wieku, za to twórczość wciąż zachwyca świeżością artystycznego spojrzenia, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia ze zdjęciami wykonanymi przed czy po wojnie. Tę nadzwyczajną jakość prac Arczyńskiego docenił Jerzy W. Wołodźko, prezes Fundacji Karrenwall, którego staraniem ukazał się album "Stefan Arczyński w Gdańsku".

- W czasach PRL-u Arczyński był jednym z bardziej znanych autorów pocztówek - opowiada Jerzy W. Wołodźko. - Fotografował w zasadzie całą Polskę, przy czym wiele uwagi poświęcał Warszawie i Wrocławiowi. Dokumentował również odbudowę tych miast. Podobnie było w Gdańsku.

Fotografie Arczyńskiego wydawca odnalazł m.in. w zbiorach Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Gdańsku. Od razu przykuły jego uwagę.
- Wyróżniają się na tle innych - ocenia Jerzy W. Wołodźko. - Widać wrażliwość autora, ale też profesjonalizm i znakomitą jakość techniczną tego materiału.

Z olimpiady pod Stalingrad

Wyjaśnienia niezwykłości zdjęć Arczyńskiego można szukać w jego biografii. Urodzony w Essen w rodzinie polskich emigrantów z Wielkopolski, od 1934 roku uczył się zawodu w miejscowym zakładzie fotograficznym. Zafascynowany fotografią sportową, dokumentował - i to znakomicie! - olimpiadę w Berlinie. Po wybuchu wojny został wcielony do Luftwaffe, następnie trafił do piechoty. W bitwie o Stalingrad dostał się do niewoli sowieckiej. Wybawieniem okazała się przedwojenna przynależność do Związku Polaków w Niemczech. Tyle szczęścia nie miał ojciec artysty, Wiktor, aktywny działacz związku, ale też współpracownik polskiego wywiadu. Jego nazwisko figurowało w kartotekach, które wpadły w ręce Niemców po kampanii wrześniowej. Wiktor Arczyński został aresztowany i stracony w Berlinie.

Po wojnie fotograf nie wrócił do Niemiec. Wybrał Polskę, otrzymał obywatelstwo. Zamieszkał na Dolnym Śląsku. Sporo podróżował, towarzysząc między innymi artystom Opery Wrocławskiej, w której występowała jego żona Lidia Cichocka.
- Pierwsze gdańskie zdjęcia Stefana Arczyńskiego powstały w 1952 roku. Ostatnie z prezentowanych w albumie wykonano siedem lat później - opowiada Jerzy W. Wołodźko. - Co ciekawe, nie miał na nie zamówień, wykonywał je dla przyjemności.
Zdaniem wydawcy, oglądając fotografie z lat 50., można odnieść wrażenie, że powstały... dwa tygodnie temu. Bije od nich ponadczasowa świeżość. Mimo to są przede wszystkim zapisem zmian zachodzących w krajobrazie miasta. Uderzające jest tu tempo, w jakim ruiny zamieniają się w nowe budynki, puste place wypełnia architektura.

Wrażenie ruchu potęgują pojawiający się coraz liczniej ludzie oraz pojazdy - tramwaje, samochody, furmanki. Widać, jak w uliczki Starego i Głównego Miasta wraca życie.

Oswajanie miasta

Odkurzone po latach zdjęcia Stefana Arczyńskiego budzą emocje, które swego czasu towarzyszyły albumom z serii "Był sobie Gdańsk". Jej autorzy wskrzesili miasto sprzed 1945 r., tutaj mamy do czynienia Gdańskiem w fazie "stawania się". Możemy porównać, co ocalało z wojennej pożogi, co rozebrano bądź uratowano po tym kataklizmie. Jacek Friedrich, który analizował zdjęcia, zwraca uwagę, że stopień zniszczenia historycznego śródmieścia nie pozwalał spodziewać się rychłej i całościowej odbudowy zabytkowych dzielnic. Na straty materialne nałożyła się dezintegracja społeczeństwa gdańskiego. Dawni mieszkańcy, w zdecydowanej większości Niemcy, zmuszeni zostali do wyjazdu za Odrę. Ich miejsce zajęli przybysze ze wszystkich stron Polski, m.in. wygnani ze swych domów kresowiacy. Nie czuli oni związku z Gdańskiem, zagospodarowywali go po swojemu.

Żeby wczuć się w emocje osadników, wystarczy wyobrazić sobie ruiny Pompejów. Widząc je, pojawia się pokusa odbudowy na nowy, współczesny sposób. Trafność tego porównania zdaje się wskazywać zdjęcie Stefana Arczyńskiego, stojącego pośród reliktów rzymskiego miasta. Ono również znalazło się w albumie...

Jak zauważa Jacek Friedrich, Arczyński koncentrował uwagę na charakterystycznych dla Gdańska obiektach. Stąd dużo jest ujęć kościoła Mariackiego, Ratusza Głównego Miasta, ulicy Długiej i Długiego Targu czy Motławy, nad którą widać kikuty kamieniczek i kopce gruzu. Tkanka miasta jest tak zniszczona, że Gdańsk można w zasadzie przejrzeć na wylot.
- To, że Arczyński skupiał się na wątkach najbardziej znanych nie znaczy, że nie zdarzało mu się rozszerzać pola zainteresowań - mówi Jacek Friedrich. - Dzięki temu w albumie można znaleźć ujęcia rzadsze, niekiedy wręcz wyjątkowe. Takie na przykład są widoki lapidarium w Katowni czy odsłoniętych podziemi dawnego domu towarowego Potrykus & Fuchs przy ulicy Kołodziejskiej.

Wykonane przez Arczyńskiego fotografie mają walor dokumentacyjny, ale jednocześnie mogą być inspiracją w szukaniu pomysłów na dokończenie zagospodarowywania historycznego centrum Gdańska.

Pora wietrzenia szuflad

Książka "Stefan Arczyński w Gdańsku" otwiera "Archiwum" serii albumów "Przemyśleć miasto. Perspektywy gdańskie" prowadzonej przez prof. Jacka Dominiczaka. Ma ona służyć refleksji, ale też przypominać dorobek autorów, którzy za pomocą aparatu fotograficznego uwieczniali architekturę i życie stolicy Pomorza. Zdaniem Jerzego W. Wołodźki, warto byłoby pokazać twórczość chociażby Kazimierza Lelewicza czy Mariana Dobrzykowskiego, podobnie jak zmiany zachodzące w poszczególnych obiektach, takich jak Dwór Artusa, kościół Mariacki czy Wielka Zbrojownia. Wiadomo, że unikatowe fotografie znajdują się w rękach prywatnych, dlatego Jerzy W. Wołodźko zachęca właścicieli do ich upublicznienia. Osoby, które chciałby się podzielić zdjęciami Gdańska, zarówno przed-, jak i tuż powojennego, mogą się kontaktować z Fundacją Karrenwall poprzez stronę internetową www.karrenwall.eu.
[email protected]

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie