reklama

O miastach przyszłości na Kongresie Smart Metropolia opowiedzą sami mieszkańcy

Jarosław Zalesiński
Miasto przyszłości, łódzka ulica 6 Sierpnia: kawiarniane ogródki, spowolniony ruch samochodów, deptak i japońskie wiśnie
Miasto przyszłości, łódzka ulica 6 Sierpnia: kawiarniane ogródki, spowolniony ruch samochodów, deptak i japońskie wiśnie Paweł Łacheta
Na kongresy Smart Metropolia, organizowane w Gdańsku od 2012 roku, przyjeżdżały zawsze różne mądre głowy, np. prof. Carlo Ratti z MIT, prof. Anna Geppert z Sorbony czy znany francuski publicysta i filozof prof. Guy Sorman. W 2018 roku będzie podobnie, ale też inaczej.

Na liście gości Kongresu Smart Metropolia 2018 znajdą się, obok akademików i samorządowców, także ci, z myślą o których metropolie są tworzone - czyli mieszkańcy dużych polskich miast. W końcu to oni są w tym wszystkim najważniejsi... Organizatorzy postanowili w tym roku ufundować stypendia dla grupy osób, które przyjadą z całej Polski, by wziąć udział w wybranych dyskusjach kongresu. Stypendia zostały już przyznane, paneliści są znani. Gdy z nimi porozmawiać, można nabrać przekonania, że mogą w kongresowe dyskusje wnieść coś nowego i świeżego.

Ewolucja a nie rewolucja

Krzysztof Tarabura życiem miast i „miejskością” zaczął interesować się jeszcze na studiach na Uniwersytecie Śląskim. Do Trójmiasta, gdzie samorządowcy bezskutecznie, jak dotąd, potykają się z rządem w staraniach o utworzenie na Pomorzu związku metropolitalnego, przyjedzie ze Śląska, gdzie już od roku funkcjonuje Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia.

- Śląska metropolia jest Według mnie nadal na etapie organizacji - mówi Krzysztof Tarabura. - Można by go nazwać okresem inkubacji. Nie należało jednak spodziewać się rewolucji. Trzeba raczej nastawić się na drogę ewolucji, i to powolnej.

Zdaniem śląskiego stypendysty gdańskiego kongresu najważniejsze bariery tkwią w mentalności i w przyzwyczajeniach, tak mieszkańców, jak i urzędników. Jak dotąd - każde miasto funkcjonuje jak gdyby osobno. Są już pewne wspólne przedsięwzięcia, choćby ujednolicenie taryf komunikacyjnych, ale przeciętny mieszkaniec śląskiej konurbacji nie odczuł jeszcze bezpośrednio ewentualnych dobrodziejstw, wynikających z powołania związku metropolitalnego.

- Ale nie mam wątpliwości, że utworzenie metropolii było krokiem w dobrą stronę - przekonuje dalej Krzysztof Tarabura. - Tylko silna metropolia wpłynie na rozwój całego regionu.

Taraburę, tak jak większość kongresowych stypendystów, najbardziej interesują różne formy udziału mieszkańców w życiu miasta.

- Nie chodzi mi jednak o budżety obywatelskie - wyjaśnia - bo to często iluzja, pijarowe narzędzie. Urzędnicy wygospodarowują kilka milionów, potem albo przyjmują, albo odrzucają zgłaszane projekty, a na koniec organizuje się głosowania. Jestem przeciwnikiem głosowań, bo często powodują konflikty. Lepsze są według mnie spotkania mieszkańców i uzgadnianie na nich najlepszych projektów.

Dwustronna komunikacja

Mnie budżety obywatelski wydają się dość ważną formą partycypacji - kontruje Dorota Flizikowska, z pochodzenia bydgoszczanka, doktorantka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. - W moim rodzinnym mieście w głosowaniu nad jednym z projektów: budową basenu, wzięło udział ponad 20 tys. mieszkańców. Ale rzeczywiście pojawiają się też nowe formy partycypacji mieszkańców w życiu miasta, takie, które zakładają własną kreatywność obywateli.

Dorota Flizikowska naukowo zajmuje się platformami crowdsourcingowymi, które w metropoliach Europy w coraz większym stopniu wspomagają funkcjonowanie miast. W Polsce to jeszcze piosenka przyszłości, choć stopniowo w kolejnych miastach takie platformy są uruchamiane. Przykładem prowadzona przez warszawski ratusz platforma otwartawarszawa.pl, która na różne sposoby zachęca odwiedzających do kreatywnej współpracy.

- Platformy crowdsourcingowe - wyjaśnia badaczka - to jakby zmiana kierunku komunikacji, z jednostronnej na dwukierunkową. Oczywiście warunkiem jest to, że dana instytucja, na przykład Urząd Miasta, chce słuchać mieszkańców. W funkcjonowaniu tych platform niezbędne są informacje zwrotne po każdym komunikacie. Niektórzy wprowadzają nawet system zachęt. Zgłosiłeś jakiś ciekawy pomysł? Możesz liczyć na wejściówkę czy zniżkę. Dlatego taka platforma musi być zintegrowana z miejskim organizmem.

- Platformy crowdsourcingowe to tylko jeden z przykładów, jak nowe społecznościowe media mogą być włączane w miejskie życie - kończy Dorota Flizikowska. - To perspektywiczny temat. Prędzej czy później będą się z nim musiały zmierzyć władze każdego miasta. Dzięki platformom będzie można np. poprawiać bezpieczeństwo w mieście. Kto, jeśli nie mieszkańcy, najszybciej wiedzą, gdzie pojawiają się jakieś zagrożenia i mogą je zgłosić? W miastach w Indiach, gdzie częsty jest problem molestowania seksualnego i napaści, platformy wykorzystuje się do tworzenia map zagrożeń. Takich przykładów można by podać o wiele więcej.

Ulice dla ludzi

Crowdsourcing to jedno modne hasło, innym jest woonerf. Taki np. jak łódzka ulica 6 Sierpnia.

- Cała historia zaczęła się w 2012 roku - wspomina Hubert Barański, kolejny stypendysta kongresu. - Na ulicy 6 Sierpnia zorganizowaliśmy wtedy „dzień bez samochodu”. Rozwinęliśmy na ulicy czerwony dywan, porozumieliśmy się z restauratorami, którzy przygotowali coś specjalnego, zorganizowaliśmy też różne zawody i prelekcje.

Rzecz tak się spodobała, że w następnym roku, korzystając z pomocy pewnego w tamtym czasie bezrobotnego architekta, społecznicy przygotowali w konkursie budżetu obywatelskiego projekt gruntownej przemiany ulicy. Dokołatali się z projektem do wiceprezydenta miasta, który zadeklarował: jeżeli mieszkańcy będą za, poprę ten projekt. Mieszkańcy okazali się „za”, z wyjątkiem jednego restauratora, który zresztą później stał się orędownikiem kolejnych zmian. Projekt wygrał głosowanie w budżecie obywatelskim, bezrobotny architekt znalazł zatrudnienie przy jego realizacji. Potem zresztą przyjęto go do pracy w Urzędzie Miasta, choć początkowo architekt miejski mówił, że projekt może być zrealizowany po jego trupie. Podobnie zachował się łódzki oddział Towarzystwa Urbanistów Polskich. Najpierw odsądził projekt od czci i wiary, a po jakimś czasie wyróżnił go jako wzorcową realizację.

Na święto imienia ulicy, zorganizowane w 2014 roku, przyszło kilka tysięcy łodzian. Przykład ulicy 6 Sierpnia, woonerfu, czyli miejskiego podwórka, z ograniczonym do 20 km/h ruchem samochodów (piesi mają na ulicy pierwszeństwo), kawiarnianymi ogródkami i aleją japońskich wiśni, obsypujących się na wiosnę białymi kwiatami - okazał się zaraźliwy. Dzisiaj na podobnych zasadach została zmieniona sąsiednia ulica Traugutta, a także Piramowicza i Zacisze. Urząd Miasta sam wskazuje kolejne ulice, które można by przemieniać w woonerfy, nie czekając na kolejne edycje budżetu obywatelskiego.

Kongresowa partycypacja

Dorota Flizikowska życie miast wybrała jako swoją naukową specjalizację. Krzysztof Tałabura jest współzałożycielem stowarzyszenia Instytut Roździeńskiego, a także pomysłodawcą i koordynatorem Młodzieżowego Sejmiku Województwa Śląskiego. Hubert Barański jest prezesem Fundacji Normalne Miasto Fenomen. Pozostali stypendyści Kongresu Smart Metropolia związani są m.in. z Trójmiastem, Bydgoszczą, Wrocławiem, Kamionką (Wielkopolska). W panelowych dyskusjach spotkają się na równych prawach z naukowcami i samorządowcami z różnych polskich miast. Zapowiada się ciekawa konfrontacja, w ramach jednej konferencyjnej „platformy”, wielu różnych punktów widzenia. Zgodnie z hasłem tegorocznego Kongresu Smart Metropolia: „Metropolie wspólna sprawa”. Wspólna sprawa rządzących i mieszkańców.

„Metropolie wspólna sprawa”

Kongres Smart Metropolia odbędzie się w tym roku 20 i 21 września w Amber Expo w Gdańsku. Poza debatami organizatorzy uwzględnili w programie także rozstrzygnięcie konkursu Najlepsza Przestrzeń Publiczna Województwa Pomorskiego 2018 oraz konkursu Najlepsze Działanie Niskoemisyjne Województwa Pomorskiego 2018. Informacje o kongresie znaleźć można na stronie www.smartmetropolia.pl. Na tej stronie można także zgłosić chęć uczestnictwa w kongresie. Udział w kongresie nie wiąże się z żadną opłatą.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie