Gdyński poseł Artur Dziambor z Konfederacji o zakażeniu koronawirusem: „Byłem półprzytomny, po tygodniu trafiłem do szpitala”

Rafał Mrowicki
Rafał Mrowicki
Poseł Konfederacji Artur Dziambor Adam Jankowski
Kaszel był taki, że się dławiłem, przez tydzień praktycznie nic nie jadłem. Miałem problemy ze wstaniem z kanapy. Byłem półprzytomny. Po tygodniu trafiłem do szpitala. Dostałem tam tlen i odpowiednie leki. Na szczęście nie trafiłem pod respirator – mówi w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” gdyński poseł Konfederacji Artur Dziambor. Polityk przeszedł COVID-19.

Jak się Pan czuje po wyjściu ze szpitala? Wciąż walczy Pan z COVID-19?

Mam już tylko lekki kaszel, który leczę w standardowy sposób. Wciąż jestem bardzo słaby. Pozostałe objawy ustąpiły, funkcjonuję normalnie, ale forma jest taka, że nieprędko pójdę na siłownię.

W wideowywiadzie, którego udzielił Pan Wirtualnej Polsce, wyglądał Pan nieco szczuplej niż przed zakażeniem.

W tym czasie nie bardzo chciało mi się jeść. Brak smaku sprawiał, że nie czułem przyjemności z jedzenia. Straciłem 5 kg, utrata wagi wyjdzie mi na zdrowie.

Objawy zaczął Pan odczuwać pod koniec października.

Cały tydzień byłem wtedy w Sejmie. Wróciłem w czwartek wieczorem, a w sobotę rano dostałem gorączki. Pojawiły się kaszel i ból głowy. W poniedziałek straciłem smak. To specyficzny objaw koronawirusowy. Poszedłem się zbadać. Następnego dnia dostałem pozytywny wynik badania.

Próbowałem leczyć się standardowymi lekarstwami, ale po tygodniu siedzenia w domu stan się nie polepszał, a wręcz pogarszał. Sprawdzałem saturację tlenową i nie wyglądało to dobrze.

Kaszel był taki, że się dławiłem, przez tydzień praktycznie nic nie jadłem. Miałem problemy ze wstaniem z kanapy. Byłem półprzytomny. Po tygodniu trafiłem do szpitala.

Dostałem tam tlen i odpowiednie leki. Na szczęście nie trafiłem pod respirator. W szpitalu miałem bardzo dobrą opiekę. Po dwóch-trzech dniach zacząłem funkcjonować w miarę normalnie. Spędziłem w szpitalu 8 dni.

Czytaj także

Jak wspomina Pan pobyt w szpitalu?

Byłem w pokoju czteroosobowym. Obok mnie leżał pan młodszy ode mnie, który wcześniej był pod respiratorem. Spędził ponad tydzień pod respiratorem. Było z nim ciężko, ale wyszedł i jest zdrowy. Inni pacjenci przechodzili to podobnie jak ja. Pracowali tam cudowni ludzie.

Trafiłem do Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej. Lekarze oraz personel bardzo dobrze się nami opiekowali. Myślę, że też dzięki temu udało się wyjść po tygodniu. Byliśmy regularnie sprawdzani, jeśli chodzi o badania krwi, saturację. Doświadczenie mam bardzo dobre, chociaż z mediów wiem, że nie wszyscy mają tak dobrze.

Pewnie mówi Pan o relacjach Pawła Reszki z „Polityki” ze Szpitala Narodowego.

Oczywiście je czytałem. Szpital Narodowy to zupełnie inny temat. Miałem to szczęście, że trafiłem do szpitala specjalistycznego, który na co dzień jest szpitalem zakaźnym. Nie wiem, jaka jest rzeczywista funkcja Szpitala Narodowego, ale z opisów, które do mnie docierają, wygląda to źle.

Czy Pana rodzina też przeszła COVID-19?

Niestety wszyscy mieli pozytywne wyniki. Moja żona przeszła to bezobjawowo. Natomiast moi rodzice od dwóch tygodni leżą i odchorowują. Podejrzewam, że złapali to ode mnie. Mieszkamy w jednym domu wielopokoleniowym. Jesteśmy oddzieleni, ale gdzieś tam się mijamy.

Zakończył już pan izolację?

W momencie wyjścia ze szpitala. Z dnia na dzień poprawiam teraz swoje możliwości ruchowe, bo jestem słaby. Początkowo miałem problem, by chodzić po domu. Teraz jestem w stanie przejść się trochę z dziećmi. Pani doktor w szpitalu powiedziała mi, że powrót do formy zajmie mi miesiące.

A przed zakażeniem aktywnie uprawiał Pan sport.

Mógłbym pójść ze znajomymi na koszykówkę, ale to niestety nie wyjdzie, bo nie jestem w stanie biegać. To nie wynika z tego, że się duszę, ale po prostu jestem słaby.

Dla wielu osób, które przechodzą koronawirusa, kończy się to często takim słabym samopoczuciem.

Ono z czasem ustępuje. Na siłownię prędko nie pójdę, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej i można coraz więcej. Czuję się już dobrze, wracam do pracy, w tym tygodniu wracam do Sejmu. W czwartek mamy komisje od rana do wieczora, a w piątek mamy posiedzenie Sejmu.

Czytaj także

Czy w Sejmie będzie Pan próbował przekonać nieprzekonanych, że epidemia istnieje? Pewnie śledził Pan na bieżąco politykę i słyszał o wystąpieniu swojego klubowego kolegi posła Grzegorza Brauna, który przemawia z książką negującą pandemię.

Grzegorz Braun ma swoje podejście do tego, co się dzieje. My zgadzamy się całkowicie, że obostrzeń gospodarczych nie powinno być. Naszym zdaniem powinien być wprowadzony model szwedzki.

Zdaniem niektórych, taki model już u nas funkcjonuje, ale nie jest to nazwane wprost.

Dokładnie to chciałem powiedzieć. Gdy mamy oficjalnie 20 tys. zakażonych dziennie, to nieoficjalnie mamy 2 czy 3 razy tyle. Można powiedzieć, że przeszła przez to spora część społeczeństwa.

Grzegorz Braun nigdy nie negował istnienia wirusa. Jego retoryka jest ostra, ale on chce przez to powiedzieć, że należy żyć dalej w normalny sposób. Co do tego zawsze się zgadzaliśmy, choć już tak nie walczę z nienoszeniem maseczek, jak on. On zrobił z tego sprawę ideową, a ja zrobiłem z tego żart, nadrukowując na nie hasła jak „Zlikwidować PIT” czy „Dobrowolny ZUS”.

Bawię się konwencją. Mówiąc trochę żartem, powiem, że zachorowałem wtedy, gdy zacząłem nosić maskę. Wcześniej razem z Grzegorzem Braunem się buntowałem, bo nie było prawa zmuszającego nas do noszenia masek. Zacząłem ją nosić, gdy pojawiła się decyzja pani Marszałek Sejmu. I wtedy wróciłem do domu chory.

Pana koledzy klubowi przez jakiś czas nie nosili masek nawet na publicznych demonstracjach, ale też z czasem się do tego przekonali lub nie ignorują tego zalecenia tak ostentacyjnie jak poseł Braun.

Grzegorz Braun ma taki kierunek retoryczny, ale mówimy cały czas wspólnie to samo: lockdown jest nieskuteczny i doprowadza do tego, że firmy bankrutują.

Czytaj także

Jak Pan ocenia nowe decyzje rządowe odnośnie obostrzeń? Wiadomo, że branża gastronomiczna jeszcze długo nie przyjmie u siebie gości, podobnie branża hotelarska. Ferie będą w tym samym czasie dla wszystkich. Zamknięte są biblioteki, a otwarte kasyna.

Są to pewne absurdy. Zamknięte są restauracje, otwarte są kościoły. Z tymi kasynami to też ponury żart. To mógł spowodować jakiś silny zakulisowy lobbing. Nie powinniśmy rozmawiać o tym, kogo zamknąć, a kogo otworzyć, tylko otworzyć wszystko.

Nie ma żadnego argumentu, dla którego otwarte mogą być Lidl i Biedronka, a żeby zamknięta była restauracja. W marketach jest więcej ludzi dziennie niż w restauracji czy w pubie. Klienci spotykają się przy kasach w sklepach i są narażeni na kontakt ze wszystkimi, którzy tam przechodzą i nie są wtedy wyjęci spod obostrzeń.

Decyzja o feriach dla wszystkich w tym samym czasie jest podyktowana tym, żeby zamknąć ludzi w domach. Ci, którzy mają zaplanowane coroczne wyjazdy, będą kłębić się w ośrodkach, żeby maksymalnie wykorzystać ten czas. Argument za tym, by ferie dotąd były w różnym czasie, wynikał z tego, by dać zarobić przemysłowi turystycznemu oraz by ludzie nie kłębili się masowo w jednym miejscu.

Mamy też handel w niedzielę. Gdy powinien zostać zniesiony, to rząd się zastanawia, czy może dać jedną niedzielę wolną od zakazu. Samo zamykanie centrów handlowych i sklepów też jest niewytłumaczalne.

Siłownie i fitness to też ogromna gałąź gospodarki, a tam reżim sanitarny jest „z urzędu” przestrzegany. Nie ma argumentów tłumaczących zamknięcie siłowni, prócz takiego, że są tam ludzie.

POLECAMY NA STREFIE BIZNESU:

Rząd obiecuje wspomóc psychiatrię dziecięcą

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
24 listopada, 23:33, Gość:

Dobrze, to mu się po prostu należało. Dzięki temu chyba trochę zmądrzał, chociaż nie jestem tego taki pewien. Są przecież ludzie którzy do końca pozostają głupi. I takich jest mnóstwo w jego środowisku.

Po opuszczeniu mojego miejsca pracy praca multi 12 miesięcy powrócił, kiedyś był stylowy renomowany, aby odkryć tę szokującą stronę, która była pomoc... Oferują one zawody online dla ludzi do pracy z ich świadomego wysiłku produkcji. końcowy składnik w wyniku pracy dla nich przez 4 miesiące stają się 10000 dolarów... niekończące się potwierdzenie o handlu jest to, że prosta sytuacja wymagana jest certifiable making i net alliance.......www.dollars9.com

G
Gos
24 listopada, 14:50, MÓW TO 24h:

Braunowi.

Albo Korwinowi co chce cudze dzieci wychowywać, a jego nieslubny podobno nożem go dzgnal, bo już tych pierdu l słuchać nie chciał. Albo temu z kitka co hejluje po pijaku i na konferencjach gole kobiety wyświetla, oczywiście wszystko patriotycznie ha ha ha

Z
Złodziej Podolski

Jakież to wzruszające. Chyba się popłaczę.

Nie, chwila! Co ja mówię, co ja piszę!!

Płakać to powinniśmy nad tymi, których się nie leczy! Bo szpitale wywęszyły szmal i leczą tylko srovidowców!

M
MÓW TO 24h

Braunowi.

G
Gość

I znowu mamy jednego duszacego sie, ktory nie mial grypy tylko cowida, tego sie juz sluchac nie chce, a jak jest tersz w Szwecji albo na Bialorusi, tam to juz na pewno wszyscy po umierali.

K
Kubki

A to już idi t nie będzie krzyczał że to spisek masonów czy tam Żydów, tylko zwykły wirus który przeszedł z jakiegoś zwierzęcia na ludzi i rozprzestrzenia się tak sprawnie jak głupota za rządów PiS.

Dodaj ogłoszenie