Dziś polscy przedsiębiorcy mówią nie. Tanajno: Rząd nie ma nad nami władzy. Polscy przedsiębiorcy to ciężko pracujący, zwykli ludzie

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Kolejne restauracje i kluby zapraszają gości w ramach akcji oznaczonej hashtagiem OtwieraMY. – Ta akcja postępuje lawinowo, premier Morawiecki stracił nad nami władzę. Polscy przedsiębiorcy to nie są żadni kapitaliści i wyzyskiwacze, tylko ciężko pracujący, zwykli ludzie – mówi Paweł Tanajno, jeden z inicjatorów akcji OtwieraMY, lider Strajku Przedsiębiorców. Karolina Misztal
Kolejne restauracje i kluby zapraszają gości w ramach akcji oznaczonej hashtagiem #OtwieraMY. – Ta akcja postępuje lawinowo, premier Morawiecki stracił nad nami władzę. Polscy przedsiębiorcy to nie są żadni kapitaliści i wyzyskiwacze, tylko ciężko pracujący, zwykli ludzie – mówi Paweł Tanajno, jeden z inicjatorów akcji #OtwieraMY, lider Strajku Przedsiębiorców.

W mediach społecznościowych zachęca pan Polaków, by odwiedzali restauracje. Akcja #OtwieraMY postępuje?

Idziemy mocno do przodu. To jest lawina. Liczb nie podam, zresztą w ten sposób bym akcji nie oceniał. Ci, którzy się decydują na upublicznienie otwarcia swoich restauracji, to procent, może mniej. Większość gastronomików otwiera lokale bez nagłaśniania, od dużych klubów, po najmniejsze pizzerie. W Polsce powiatowej mamy właściwie totalne zjednoczenie służb i lokali. Restauratorzy jedynie udają, że mają zamkniętą firmę.

Można powiedzieć, że premier Morawiecki stracił władzę nad przedsiębiorcami w Polsce.

Pytanie, czy miał takową?

Miał, w tym sensie, że wielu z przedsiębiorców posłuchało go w kwestii obostrzeń i lockdownów. One były przestrzegane. W końcu jednak ludzie dostrzegli skalę absurdu – kościoły mogły być otwarte, a małe, osiedlowe knajpki na trzy stoliki, nie.

Poza tym, wobec blamażu wszystkich akcji pomocowych przygotowanych przez rząd, zwłaszcza w czasie tzw. II fali pandemii, przedsiębiorcy nie mieli wyjścia. Akcja #OtwieraMY nie jest polityczna. Owszem, uderza „rykoszetem” w PiS, ale jej charakter jest czysto ekonomiczny. Przedsiębiorcy nie mają po prostu wyjścia. Klientów jest mnóstwo, ludzie czekali na otwarcie lokali.

Większe kluby, restauracje wręcz kalkulują sobie możliwe kary Morawieckiego jako część kosztów. I tak będą „do przodu”. To jest proste – otwarcie to zyski, a zamknięcie to straty.

Pytanie, czy nie będzie z tego nowych zakażeń?

To ja się pytam – czy z otwartych galerii handlowych nie będzie większej liczby zakażeń? A z otwartych kościołów? Nie rozumiem, dlaczego z otwartych restauracji chorych ma być więcej niż z kościołów. Słyszałem niedawno pewną informację – nie zdążyłem jej jeszcze sprawdzić, ale zacytować ją warto. Otóż przedstawiciele rządu pytani o selekcję branż do lockdownu powoływali się na badania publikowane w naukowym magazynie „Nature”. My dotarliśmy do tych artykułów. Miejsca kultu religijnego wymieniano w nich jako te, w których dochodzi do największej liczby zakażeń.

W mediach społecznościowych napisał Pan, że decyzje rządu byłyby inne, gdyby rządzący, przedstawiciele instytucji rządowych nie otrzymywali wynagrodzeń w ramach walki z pandemią, tak jak np. restauratorzy, i utrzymywali się z własnych oszczędności.

Nikt nie rozumie decyzji rządu. Pomijając jednak kwestie racjonalności – ekonomii nie da „przewalczyć”. Rząd nie może zmuszać ludzi do głodowania. Bo mamy pewną ważną kwestię – używamy w naszej rozmowie słowa przedsiębiorcy, które kojarzy się z kapitalistą, rodem z „Ziemi obiecanej”, właścicielem fabryki pełnej pracowników. I on teraz decyduje się otworzyć biznes, bo jest pazerny, bo chce pieniędzy. Rzeczywistość jest inna.

Zamknięcie lokali oznacza tragedie i bankructwa, z których ludzie się nie podniosą. Polscy przedsiębiorcy to nie są dwudziestolatkowie, tylko czterdziestolatkowie, pięćdziesięciolatkowie, którzy np. większość swojego życia pracowali na etatach, a restaurację otworzyli za oszczędności i kredyty. Dziś nie mają innych źródeł utrzymania, nie przekwalifikują się, jak twierdzi Harry Potter z Ministerstwa Finansów (28-letni wiceminister Piotr Patkowski – red.).

Bankructwo to nie jest tylko utrata firmy, taki stan, że „panu się skończył biznesik”, że dziś zamknie firmę, wychodzi na zero, a jutro zacznie np. hodować świnie. Bankructwo oznacza, że dotknięty nim przedsiębiorca ma na głowie windykatorów chcących „wycisnąć” zaległości za czynsz, leasingi itp. On traci wszystko i ma jeszcze długi. To jest tragedia dla całych rodzin, bo te najmniejsze biznesy to ich jedyne źródło utrzymania. To jest obraz polskiego przedsiębiorcy, który dziś mówi nie. To jest wojna o egzystencję, o przetrwanie.

Pójdzie Pan dziś do restauracji?

Będę w pubie, a wieczorem w klubie. Akcja postępuje i pohukiwania rządu, że wyśle na nas wszystko co ma, jej nie zatrzyma. Oczywiście, działania pewnie zostaną podjęte. Rząd postara się, by oczarować opinię publiczną tezami o wielkim zagrożeniu pandemicznym wywołanym przez otwarcie lokali. Musimy sobie jednak wszyscy zdać sprawę, że nawet jeśli nalotów służb na otwarte restauracje będzie 30 jednego dnia, to w stosunku do 30, a nawet 40 tysięcy działających normalnie punktów, to będzie nic nieznacząca liczba. Nie mają nad nami władzy.

Obostrzenia pandemiczne w Polsce mają ograniczyć Covid-19, a...

TOP 100 POMORSKICH FIRM – RAPORT:

POLECAMY NA STREFIE BIZNESU:

Polska stała się bezpieczna

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Taaak, rząd nie ma nad wami władzy ale wirus was odpowiednio podsumuje, on ma władzę nad wszystkimi.

G
Gh

Ma gość parcie do władzy... Jestem pod wrazeniem

Dodaj ogłoszenie