28 załogantów przez tydzień żeglowało po Bałtyku na pokładzie jachtu Zawisza Czarny. Walczyli z własnymi słabościami i przede wszystkim pokazali, że nie warto rezygnować z aktywności, nawet w obliczu choroby. Uczestnicy OnkoRejsu to osoby, które borykały się lub cały czas walczą z różnymi chorobami.

- Rejs potrwał siedem dni. Zawisza Czarny wyruszył ze Świnoujścia do Kopenhagi i dalej przez Ystad, Nexo, Hel dotarł do Gdyni. Na początku każdy był zdenerwowany, ale na końcu wszyscy stanowili niesamowicie zgraną załogę. Widać było wielkie zmęczenie, ale przede wszystkim wielką radość - przyznała Pani Magdalena Lesiewicz, inicjatorka rejsu i założycielka fundacji "OnkoRejs - wybieram życie".

Była to piąta edycja przedsięwzięcia. Idea ma dwojaki wymiar. Z jednej strony jest to pokazanie osobom dotkniętym przez choroby, że nie warto rezygnować ze swoich planów i marzeń. Żeglarze udowadniają, że pomimo lęku i ciężkich warunków są w stanie iść własną ścieżką bez względu na okoliczności. Z drugiej strony akcja ma za zadanie zwrócić uwagę jak istotne są badania profilaktyczne i przesiewowe.

W inicjatywie wzięły udział osoby dotknięte różnymi chorobami, a także załoganci, którzy już zakończyli leczenie. Łącznie rejs zgromadził 28 osób. Co ciekawe, zdecydowaną większość załogi stanowiły kobiety. Organizatorzy aktywnie poszukują także męskiego wsparcia, ponieważ rejs to wielka przygoda i szkoła życia.

Morze i żagle uczą odpowiedzialności za siebie i innych. Ta wyprawa dała nam siłę, poczucie niezłomności i pewności, że możemy sobie poradzić ze wszystkim. OnkoRejs to niesamowite wrażenia i niesamowici ludzie, którzy mają wspólną ideę. Pokazaliśmy, że osoby chore onkologicznie nie muszą odliczać dni w szpitalu. Mogą marzyć i te marzenia osiągać.

- powiedziała Agnieszka Duda-Ptasińska, która wzięła udział w rejsie.

Historia organizacji OnkoRejsów zaczęła się w 2015 roku, kiedy Pani Magdalena Lesiewicz chciała przezwyciężyć własne słabości, a dokładniej lęk przed wodą i pokazać światu, że życie po chorobie jest w pełni wartościowe. Na pokładzie jachtu Zjawa IV rozpoczęła się wielka wyprawa, która nie obyła się jednak bez perturbacji. Po 30 godzinach jednostka zaczęła nabierać wody i potrzebowała pomocy służb ratunkowych. Pani Magdalena, wraz z dwunastoma załogantkami przezwyciężyła tę kryzysową sytuację, a rejs został dokończony w późniejszym czasie na dwóch, mniejszych jednostkach.

- Na początku trochę się załamałam, bo utożsamiałam wypłynięcie z pokonaniem swojej choroby i choroby wszystkich ludzi, którzy do nas pisali. Za chwilę jednak pomyślałam, że przecież nie można się poddawać. Tak jak w chorobie, trzeba dalej walczyć i nie można się poddać. Udało się ukończyć rejs. Chodzi o to, by dać nadzieję chorym, a zdrowych namówić do badań - przyznała Pani Magdalena Lesiewicz.

Rok później powstała fundacja, która zajmuje się teraz organizacją kolejnych rejsów. Od tamtej pory udało się trzykrotnie wypłynąć na pokładzie jachtu Zawisza Czarny. Co ciekawe, już zaplanowano kolejną podróż, która odbędzie się we wrześniu przyszłego roku. Pomimo długiego okresu wyprzedzenia do tej pory zapisało się około 40 osób.

POLECAMY NA DZIENNIKBALTYCKI.PL: