Bodo nad morzem. W Gdyni skakał, na Helu sadził palmy

rozm. Gabriela Pewińska
Na Wybrzeżu Eugeniusz Bodo zrealizował trzy filmy, m.in., „Czarną perłę” z 1934 roku. Na planie było egzotycznie i międzynarodowo. Kaszubi patrzyli na to wszystko zadziwieni! - mówi Ryszard Wolański, autor książki „Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań”.

Bodo był świetnym obiektem żartów primaaprilisowych! Nic dziwnego, wyszywał serwetki, miał fioła na punkcie wielkanocnych mazurków, zbierał znaczki...
Jedna z ówczesnych gazet zamieściła 1 kwietnia fotomontaż, na którym Bodo wraz ze swoją ówczesną wybranką, gwiazdą kina Norą Ney siedzą na bicyklu. Podpis głosił: Król Bodo i Królowa Nora witają pierwszy dzień wiosny tradycyjnym zwyczajem. Zdjęcie specjalnie dla „Kina” za pozwoleniem Ich Królewskiej Mości. Miesiąc wcześniej w ankiecie tygodnika „Kino” zostali królewską parą polskiego kina A.D. 1933.

Bodo bywał na Wybrzeżu. Tu nakręcił swoje trzy filmy. Gościł także w słynnym hotelu Lido w Juracie.
Na temat jego bytności w Juracie żadnych plotek w przedwojennej prasie warszawskiej nie znalazłem. Zresztą Bodo był bardzo, by tak rzec, „warszawskocentryczny”. W jego ustach słowo „morze” właściwie się nie pojawiało. Chociaż pamiętam refren piosenki, którą śpiewał w kabarecie Qui Pro Quo. To tekst napisany w 1924 roku przez Andrzeja Własta do utworu „Titina”, tam słowo „morze” występuje w takim oto kontekście: „Całą polską tę krainę/ od Karpat aż po morza brzeg/ opętał dernier cri „Titina”/ po prostu cały kraj się wściekł” (śmiech). Ale tak naprawdę, to Wybrzeże zaistniało na dobre w życiu Bodo dopiero w filmie „Wiatr od morza” z 1930 roku.

Kręcony był na Helu. Fabułę oparto na powieści Stefana Żeromskiego.

Premiera odbyła się w Wigilię w Warszawie, ale uroczysty pokaz - w Poznaniu, kwartał po premierze warszawskiej. Produkcja była szalenie trudna. Choćby ze względu na scenografię, która wielokrotnie stanowiła zagrożenie dla aktorów. Obu, tak Eugeniuszowi Bodo jak i Adamowi Brodziszowi, sprawiła sporo kłopotu, pierwszemu w naturalnej scenerii wojennego portu, drugiemu w atelier. Brodzisz wspominał w wywiadzie podczas poznańskiej premiery, jak grał marynarza na specjalnie urządzonym na potrzeby planu filmowego pokładzie łodzi podwodnej. Traf chciał, że sternik uderzył nogą w podstawę mechanicznego zegara, który spadając uderzył aktora w głowę. Obyło się bez następstw, ale filmowanie trzeba było na cały dzień przerwać.

Bohater, którego gra Bodo, Otto, ma wyraźną szramę na policzku.
Bodo szalenie przywiązywał wagę do szczegółów charakteryzacji. Dużo poświęcał jej czasu, wykonywał starannie i, z reguły, samodzielnie. Każda jego rola wymagała dość długiego posiedzenia przed lustrem w garderobie. W „Wietrze od morza” chciał, by policzek Ottona nosił ślad „junkierskich znaków” od szabli. To wymagało specjalnych zabiegów kosmetycznych, wręcz nacięcia skóry. Któregoś dnia platformą, na której kręcono ujęcie, zakołysało zbyt mocno, stracił równowagę i wpadł do wody. Szybko wypłynął na powierzchnię, ale charakteryzację szlag trafił. Najgorszy był jednak, jak wspominał, piekielny ból naciętego policzka, do którego dostała się słona, morska woda. Oprócz zdjęć w plenerze portu morskiego w Helu była jeszcze specjalnie zrobiona makieta zawieszona na sznurku, imitowała ruchy łodzi podwodnej w basenie portowym. Reszta kręcona była w studiu.

Film zaginął. Po latach odnaleźli go w Pradze krakowscy naukowcy.
Obraz jednak nie zachował się w całości.

Przedwojenna krytyka kręciła nosem, że nie do twarzy Bodo w mundurze.
Cóż, prasa widziała w nim typowego, słodkiego amanta. Ale jeśli dziś przyjrzeć się tym filmowym kadrom, możemy stwierdzić, że w marynarskim uniformie wyglądał wyśmienicie! Chyba o tym wiedział, bo „mundurowych” grywał wielokrotnie.

W „Czarnej perle” jest jednak bardziej rozebrany niż ubrany. Słynny obraz z 1934 roku także powstał na Helu.
Bodo napisał scenariusz, był współautorem dialogów, producentem, zagrał, oczywiście, główną rolę, marynarza Stefana.

W tawernie na Tahiti marynarz ów zostaje pobity. Rany opatruje mu miejscowa piękność. Rozkwita romantyczna miłość...
Rola Stefana napisana została chyba specjalnie po to, by mógł zagrać ze swoją ówczesną wybranką serca, Reri, aktorką tahitańskiego pochodzenia, która przyjechała do Polski na gościnne występy. Kręcenie zdjęć do „Czarnej perły” za granicą byłoby dość drogim przedsięwzięciem, latem 1934 roku na plażę na Helu sprowadzono więc palmy. Przywieziono je w szczelnym opakowaniu i, jak pisała prasa, „zasadzono na polskiej lagunie”. „Pod palmami rozegrała się bardzo dramatyczna scena z udziałem czekoladowych ludzi” - donosili dziennikarze. Kaszubi patrzyli na te obrazki zadziwieni! Na planie było międzynarodowo. W czasie sceny awantury w tawernie za łby wzięli się Japończyk, czterej autentyczni Chińczycy, dwaj polscy podróżnicy, jeden z Ameryki, drugi z Marsylii, tancerz międzynarodowy Jan Woycieszko, Monika Carlo, kobieta - tramp, Polinezyjka z Martyniki - Reri oraz Polak szwajcarskiego pochodzenia, czyli Bodo, który śpiewa na dodatek piosenkę o morzu, tyle że nie o polskim - „W hawajską noc”.

Szlagier!
Reri z kolei wykonuje tu inny przebój tamtych lat: „Dla ciebie chcę być białą”. Istnieje w dwóch wersjach. W filmie śpiewa sama. Na płytę nagrała go razem z Bodo. Polecam kompakt wydany w serii Złota Kolekcja. „Bodo. Już taki jestem zimny drań”. Maczałem przy nim palce.

To podczas premiery tego filmu oferowano publiczności czekoladki?

Wtedy na premierach kinowych zawsze sprzedawano czekoladki. Publiczność chętnie je kupowała, bo w opakowaniach były zdjęcia znanych aktorów - świetny chwyt reklamowy. Każdej premierze towarzyszył też specjalnie wydany program, podobny do tych, które dziś otrzymujemy w teatrze czy operze. Udało mi się odnaleźć wszystkie programy z premier filmowych, w których grał Bodo i pokazuję je w biografii aktora.

Bodo reklamował nie tylko czekoladki. Ale też krawaty na przykład...

Był gwiazdą reklamy! Zbijał na tym kokosy. Reklamował garnitury, buty, kapelusze.
Znalazłem niedawno nagranie piosenki śpiewanej przezeń w teatrze Morskie Oko, nosi tytuł „Chevroletka zgrabna jak kobietka”. „Chevroletka sześciocylindrowa,/Chevroletka oto pasja nowa,/Gdy mnie męczy cierpień nawał,/I życiowych burz,/Chevroletką jadę, no i już!” Auto, które też reklamował było zawsze jego wielkim marzeniem, ale i przyczyną życiowej tragedii. W 1929 roku, będąc prawdopodobnie pod wpływem alkoholu, spowodował wypadek pod Łowiczem. Śmierć poniósł na miejscu jeden ze współpasażerów eskapady na Targi Poznańskie, przyjaciel, aktor Witold Roland. W wyniku procesu, w 1932 roku, Bodo został skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu. Od tego czasu nie tknął już alkoholu i nigdy go nie reklamował. Kiedy niedługo potem zaczął romansować z Reri, był już zdeklarowanym wrogiem alkoholu.

A Reri lubiła „lalki, pajacyki, perfumy i dobry koniak”...

W pełni korzystała z uroków życia w Polsce, tak ze śniegu jak i wódki Baczewskiego. W Kazimierzu nad Wisłą, gdzie kręcono plenery „Czarnej perły” przedpołudnie spędzała nad Wisłą, a wieczory w pobliskiej knajpie. Anatol Stern wspominał, że bardzo bała się Bodo, który krzywił się na to jej picie. Reri nie upijała się jednak, ale po wypiciu jej błękitne oczy były przekrwione.

Po premierze filmu rozstali się. Reri wyjechała do Niemiec, a potem wróciła na Tahiti. Bodo znalazł sobie inne zajęcia. I kobiety. Pytany o nie zwykł odpowiadać wymijająco: Nie w miłości jestem wierny, a miłości.

W 1936 wrócił na Wybrzeże, by nakręcić, „Amerykańską awanturę”. Film nie zachował się.

Zagrał tu niejakiego Pawła Kalinę, konstruktora miniaturowego aparatu radiowego, który wiedziony miłością do pewnej dziennikarki, wypływa za nią statkiem do Ameryki. Rzecz dzieje się w czasie, gdy po różnych perypetiach m/s Batory wrócił na swój wodny szlak: Gdynia - Kopenhaga - Nowy Jork - Halifax. To pokład Batorego stał się miejscem filmowych zdjęć. Poznański „Światowid” przyglądał się realizacji od samego początku. Relację wieńczy sensacyjną wiadomością, jak to w porcie Bodo skacze z pokładu okrętu do morza. Kalina, bohater filmu, w ten sposób chce się uchronić przed „ciupą” za nielegalny przyjazd do Ameryki. Skok ów, jak pisał „Światowid” jest autentyczny i nakręcony został w czasie pobytu ekipy w Nowym Jorku. To, że Bodo był w Nowym Jorku to prawda, świadczą o tym chociażby jego błyskotliwe korespondencje, ale żeby tam skakał do wody z pokładu statku?

Sprawę opisała w swoim pamiętniku Mieczysława Ćwiklińska, która też zagrała w „Amerykańskiej awanturze”. O skoku kolegi w portową otchłań miała zupełnie inne zdanie. „Kaczka dziennikarska!” - pisała. Wyjaśniła, że Bodo rzeczywiście skoczył, ale nie w Nowym Jorku tylko w Gdyni, gdzie nakręcono większość zdjęć, tak na pokładzie statku jak i w porcie. Tym bardziej że przed rejsem do Stanów Zjednoczonych Batory cumował na gdyńskim nabrzeżu blisko tydzień, goszcząc aktorów i ekipę filmową nie tylko w celach towarzyskich.

Sam skok to i tak wyczyn!

Pływał świetnie! Zresztą wszystko robił perfekcyjnie. Nawet gotował! W ogóle uwielbiał jeść. Słynne były jego intymne kolacyjki w warszawskim hotelu Bristol. Towarzyszyła mu jak nie jakaś urodziwa dama, to pies, w ostatnich latach ukochany dog arlekin, Sambo.

On też stał się obiektem prasowych żartów primaprilisowych!

Jeden z dziennikarzy zrobił z Sambo... obszerny wywiad! Dziennikarze próbowali różnych sztuczek, bo Bodo niechętnie opowiadał o sobie. Był tajemniczy. Bardzo przez to męski.

Ale mieszkał z mamą.

Z tych wszystkich jego miłości tylko Reri gościła przez dłuższy czas w jego domu. Wbrew mamie, przynajmniej na początku. Ślub był tak blisko...

Nie ma śladów po bytności Eugeniusza Bodo na Wybrzeżu.

Nie tylko na Wybrzeżu. Zmarły w 1943 roku w radzieckim łagrze aktor ma na Powązkach jedynie symboliczny grób. W rosyjskim Kotłasie odsłonięto poświęcony niedawno pomnik - mogiłę. W Warszawie, przepraszam, w Wawrze jest mała uliczka jego imienia. W Łodzi otwarto kino „Bodo”, ale na strychu... Czy to nie wstyd?

Telewizja emituje za to serial o nim.

Kiedy w 2012 roku wydałem biografię Bodo, publikując w niej po raz pierwszy dokumenty z jego przesłuchań przez NKWD, pisałem, że jego kariera aktorska i tragiczna śmierć, to opowieść nie na film, ale na serial. I tak się stało. Moja książka jest kanwą trzynastoodcinkowej opowieści przygotowanej przez Akson Studio dla Polskiej Telewizji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie