Bałtyk martwym i toksycznym morzem? To realne! W tym roku Godzina dla Ziemi WWF będzie poświęcona Morzu Bałtyckiemu

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Zdjęcie wykonano w 1994 r. Obecnie poławiane dorsze najczęściej liczą tylko 20-30 cm. mat. WWF
W Polsce coraz rzadziej możemy kupić i zjeść bałtyckie ryby. Przez lata ignorowaliśmy sygnały alarmowe, i teraz mamy taką sytuację, że jeśli nic się nie zmieni, to te ryby po prostu znikną z Bałtyku. Wizja, w której Bałtyk jest martwym i toksycznym morzem, nie jest nierealna - mówi Marta Pilarska z WWF Polska.

Akcja Godzina dla Ziemi WWF, w którą angażują się co roku miliony osób na całym świecie, w tym roku w Polsce (27 marca) będzie poświęcona Morzu Bałtyckiemu. Od dawna słyszymy, że degradacja morza postępuje. Jak bardzo stan morza pogorszył się w ostatnich latach i czy nie jest przesadą, że Bałtyk umiera? Jest aż tak źle?

Bałtyk jest morzem wyjątkowym. To akwen zamknięty i dość ciepły, wymiana wód przez duńskie cieśniny następuje w nim bardzo wolno. Jest przez to podatny na zagrożenia, takie jak zanieczyszczenia biogenami czy też innymi śmieciami np. sieciami rybackimi. W tegorocznej akcji Godzina dla Ziemi WWF mówimy wprost - Bałtyk jest w głębokim kryzysie, a twierdzenie, że umiera nie jest przesadą. Już teraz martwe strefy obejmują ponad 17 proc. Bałtyku. To obszar bez tlenu i bez jakiegokolwiek życia. Niestety, jego powierzchnia nieustannie się powiększa. Gdy rozpoczynałam pracę w WWF Polska kilka lat temu mówiło się, że martwe strefa obejmują 14 proc. Bałtyku. W ciągu ostatnich 115 lat, powierzchnia martwych stref zwiększyła się dziesięciokrotnie. Widzimy więc, jak ten obszar się powiększa. Jeśli teraz tego procesu nie zatrzymamy, to w przyszłości musimy liczyć się z katastrofą ekologiczną.

Bałtyk jest na krawędzi zapaści. Przygotowaliśmy petycję do premiera, w której mówimy o największych zagrożeniach dla Bałtyku oraz wskazujemy, co można zrobić, żeby te zagrożenia zminimalizować. Petycja jest dostępna na stronie godzinadlaziemi.pl, każdy może ją podpisać i poprzeć nasze działania w kierunku ochrony morza.

Bałtyk stanie się martwym i toksycznym morzem? Jak uratować nasze morze

Od dawna słyszymy, że jest coraz mniej ryb w morzu. Wiele z tych, które jeszcze w nim pływają, to osobniki chore i zniekształcone. Dotyczy to głównie dorszy. Co dzieje się z tymi rybami?

Jeszcze nie tak dawno dorsze były dużymi, silnymi rybami. Największe sztuki ze wschodniego Bałtyku miały nawet 1,5 metra. A te, które były poławiane, miały 50-60 cm, teraz liczą one średnio 20-30 cm. To gigantyczna różnica. Dorsze szybciej osiągają dojrzałość płciową, bo starają się odbudować mocno przetrzebione stada. Już nawet niewielkie ryby są dorosłe i gotowe do rozrodu. To tak zwane zjawisko karłowacenia. Obecnie wschodnie stado dorsza właściwie walczy o przetrwanie.

Czy to prawda, że na obecny stan wpłynęły przede wszystkim spóźnione decyzje instytucji unijnych dotyczące połowów?

Co roku instytucje unijne wyznaczają limity połowowe, czyli tzw. kwotę połowową. Niestety, przez lata ta kwota dla dorszy była zbyt wysoka. Ustalano ją niezgodnie z wytycznymi naukowców, którzy badają kondycję poławianych ryb i rekomendują, z których stad ryby można poławiać, a z których nie, bo jest ich mało, są w złym stanie i trzeba dać im czas na odbudowę stada. Nadmierne połowy, niezgodne z tymi rekomendacjami, spowodowały, że stada zostały osłabione.

W najgorszej sytuacji są dorsze ze wschodniej części morza. Obecnie obowiązuje unijny zakaz połowu z tego rejonu, choć są obawy, że wprowadzono go za późno. Gdy dorsz prawie całkowicie zniknął ze wschodniego Bałtyku, zaczęto go chronić. To dziś jedyna możliwa polityka wobec tego stada dorsza. Nie można mieć tu żalu do rybaków, bo oni łowili tyle, na ile pozwalało im prawo. Problem w tym, że przez błędne decyzje w przeszłości, rybacy dziś w ogóle nie mogą łowić dorsza na wschodzie. A to jest nasze, polskie stado, na którym bardzo polegamy.

Na to, że akurat te ryby są w gorszym stanie wpływają też złe warunki w morzu, w tym zanieczyszczenia i martwe strefy. Stada zachodnie, które są bliżej wlewów wód przez cieśniny duńskie, mają więcej sprzyjającej im zimnej i natlenionej wody, są więc w nieco lepszym stanie. Generalnie można powiedzieć, że 6 na 7 zbadanych stad, z których komercyjnie poławiane są ryby w Bałtyku, jest nadmiernie eksploatowanych. Myślę tu o wszystkich gatunkach bałtyckich. W trudnej sytuacji jest też zachodnie stado śledzia. W Polsce w zasadzie coraz rzadziej możemy kupić i zjeść bałtyckie ryby. Przez lata ignorowaliśmy sygnały alarmowe, i teraz mamy taką sytuację, że jeśli nic się nie zmieni, to te ryby po prostu znikną z Bałtyku. To będzie cios dla nas wszystkich, w rozumieniu ekologicznym i gospodarczym.

W tym roku Godzina dla Ziemi WWF będzie poświęcona Morzu Bałtyckiemu


Dorsz wschodni przegrał z politykami?

Rekomendacje naukowców były przez lata ignorowane. Ale widzę ten problem znacznie szerzej, on dotyczy życia nas wszystkich. Chodzi o galopującą konsumpcję i taki sposób myślenia, że trzeba eksploatować jakieś dobro, które dała nam natura, wręcz bez ograniczeń, do końca. Byle tylko zaspokoić zwiększające się apetyty, byle tylko zarobić. Obecnie 90 proc. światowych stad ryb jest przełowionych lub poławianych na najwyższym możliwym poziomie. Znamy przykłady z innych rejonów świata, gdzie kilka lat po objęciu danego obszaru ochroną i np. wprowadzeniu czasowego zakazu połowu, stada odzyskiwały kondycję sprzed lat.

Wydaje się, że tymczasowy, całkowity zakaz połowu nie jest jednym rozwiązaniem.

Niezbędne jest przejście na zrównoważone rybołówstwo. A więc takie, które ani nie zagraża stabilności poławianej populacji ryb, ani nie wpływa znacząco negatywnie na inne elementy ekosystemu morskiego np. ssaki i ptaki morskie, na dno morskie. Z pomocą może przyjść skuteczna kontrola rybołówstwa.

Trudno w to uwierzyć, ale co szósta ryba importowana do Unii Europejskiej może mieć niezidentyfikowane pochodzenie i pochodzić z nielegalnych połowów. Ponadto aż 75 proc. łącznej liczby jednostek UE znajduje się obecnie poza radarami organów odpowiedzialnych za rybołówstwo.

Dobrym rozwiązaniem jest m.in. wprowadzenie zdalnego elektronicznego monitoringu na pokładach statków rybackich. To sprawdzona w innych regionach świata metoda gwarantująca wysokiej jakości dane na temat połowów oraz przypadkowego połowu. Dzięki niej można dowiedzieć się, ile i jakie ryby są wyławiane z morza. Do tego w petycji apelujemy też m.in. o wzmocnienie przepisów dotyczących identyfikowalności produktów rybnych i owoców morza czy objęcie skuteczną kontrolą wszystkich unijnych jednostek połowowych.


Spadek liczby ryb w Bałtyku to tylko jeden przykład mówiący o tym, jak bardzo morze jest zdegradowane. Źle jest też z morskimi ssakami. W XX w. straciliśmy 70 proc. populacji fok szarych. Od dawna nie słyszałam, by ktoś widział żywego morświna. Czy morświny jeszcze są w Bałtyku?

Zaobserwowanie go graniczy z cudem. Szacuje się, że w Bałtyku pływa już tylko 500 osobników tego gatunku, a dodam, że jest to jedyny przedstawiciel waleni w Bałtyku. Ten gatunek jest krytycznie zagrożony wyginięciem. Strata choćby jednego morświna w ciągu roku jest wielkim ciosem dla populacji. To tajemnicze i delikatne zwierzę potrzebuje przestrzeni i spokoju. Przeszkadza mu hałas. A na Bałtyku ruch statków jest dość intensywny. Zagrożeniem dla morświna jest też przyłów, a więc niecelowe złowienie go, przy okazji łowienia ryb. Oczywiście negatywny wpływ na ten gatunek mają martwe strefy, ale też sieci-widmo.

W Bałtyku pływa bardzo dużo zagubionych przez rybaków sieci, które dryfują i cały czas łowią. Łapią się w nie ryby, ale też morświny, foki i ptaki morskie. Dla morświnów są one szczególnie niebezpieczne, bo są wykonane z cienkich żyłek. A ponieważ posługują się one echolokacją, sieci są dla nich niewidoczne. Morświny wpadają w nie, zaplątują się i często umierają.

Okazuje się też, że utylizacja takich sieci jest problemem. Porty nie są przystosowane do ich odbioru. W petycji apelujemy więc o takie przygotowanie portów czy wsparcie ich przez państwo, aby można było w nich pozbywać się tego typu odpadów i śmieci. Każdego roku do oceanu trafia nawet milion ton takich śmieci, a do Bałtyku - od 10 tys. do nawet 50 tys. sztuk sieci. Na całym świecie 66 proc. ssaków morskich i 50 proc. ptaków morskich ucierpiało przez zanieczyszczenie tworzywami sztucznymi, w tym właśnie sieciami -widmo.

Mówiła pani o rozszerzających się martwych strefach w Bałtyku, które są zagrożeniem dla morskiego ekosystemu. Nie wiem, czy ten problem zostałby w ogóle zauważony, gdyby nie sinice uniemożliwiające turystom wchodzenie do morza. Od kilku lat obserwujemy wzmożone kwitnienie sinic. To wynik m.in. działalności człowiek. Jest też prawdopodobne, że to zjawisko będzie się nasilać.

W prawie całym Bałtyku zachodzi tzw. zjawisko eutrofizacji. Jest ono skutkiem zbyt dużych ilości substancji biogennych, a więc związków azotu i fosforu w wodzie. Eutrofizacja powoduje powstawanie przydennych stref całkowicie pozbawionych tlenu, gdzie zamiera wszelkie życie.

Fosfor i azot, pochodzący z rolnictwa czy z przemysłu i ścieków, spływają do morza. Te związki sprzyjają kwitnieniu toksycznych dla człowieka sinic. Jeśli oprócz występowania związków biogennych, podniesie się temperatura wody, to są to wręcz idealne warunki dla sinic. Wówczas częściej i bardziej intensywnie zakwitają. Sinice w morzu były już w przeszłości, ale w ostatnich latach ich występowanie się nasiliło.

W 2018 r. aż 45 proc. wszystkich kąpielisk nadmorskich było czasowo zamkniętych ze względu na zakwit sinic. W roku 2019 było to już 57 proc. Bywa, że kąpieliska są nieczynne nawet przez kilka, kilkanaście dni. Sinice co roku krzyżują plany wielu osobom chcącym odpocząć nad Bałtykiem. Niestety, za ten stan rzeczy odpowiada m.in. intensywne rolnictwo czy nieodpowiednie składowanie odchodów zwierzęcych. Z całą pewnością należy rolników edukować, ale też ich wesprzeć w przejściu na rolnictwo przyjazne Bałtykowi.

A co z prawem unijnym, które zobowiązuje nas do ochrony Bałtyku?

Kilkanaście lat temu przyjęliśmy pewne zobowiązania wynikające z prawodawstwa UE lub dyrektyw regionalnych. Niektóre zobowiązania dotyczące m.in. poprawy środowiska morskiego miały być spełnione do 2020 r., inne do 2021 r. Niestety, te założone i zaakceptowane cele nie zostały zrealizowane. Dlatego teraz staramy się coraz głośniej mówić o sytuacji Morza Bałtyckiego i apelujemy do premiera o działania prowadzące do poprawy sytuacji naszego morza.


Wśród zagrożeń, o których piszecie w petycji do premiera, wskazujecie też na niefunkcjonalne morskie obszary chronione. Czym one są?

To morskie i przymorskie odpowiedniki m.in. parków narodowych. Te obszary zostały wyznaczone, zajmują około 24 proc. polskich wód Bałtyku, ale wiążące prawnie plany ochrony albo w ogóle nie powstały, albo powstały, ale nie są wdrażane. A więc wyznaczone obszary chronione na Bałtyku istnieją tylko na papierze. To duży problem, realna ochrona wybranych obszarów morskich jest w interesie nas wszystkich. Skorzystają na tym miejscowości nadmorskie, bo piękne i czyste plaże przyciągną turystów. Zyska też branża rybacka, bo chronione stada ryb odbudują się i w przyszłości będzie co łowić.

W ramach akcji, której celem jest zaakcentowanie zagrożeń dla Bałtyku i wskazanie sposobów ich zminimalizowania, przygotowaliście nie tylko petycję do premiera. Co jeszcze?

Godzina dla Ziemi WWF to coroczna akcja ogólnoświatowa. O godzinie 20.30, w ostatnią sobotę marca, miliony ludzi na całym świecie gaszą światła w geście solidarności z planetą. Oprócz tego wymiaru dodajemy też aspekt lokalny. W tym roku postanowiliśmy mówić o Bałtyku, głównie ze względu na te niezrealizowane zobowiązania, o których mówiłam. Akcja prowadzona jest przez cały marzec, ale ze względu na ograniczenia pandemiczne musieliśmy się z nią przenieść do internetu. Przygotowaliśmy kampanię, w której chcemy przywołać najpiękniejsze wspomnienia Polek i Polaków związane z morzem.

Jeśli nie zmienimy postępowania, to będziemy mogli mówić już tylko wyłącznie o wspomnieniach, bo Bałtyku jaki znamy, może po prostu nie być. A nasze dzieci nie będą miały nawet szans na takie wspomnienia. Stworzyliśmy spot, którego przekaz jest smutny, a wizja przyszłości przerażająca. Mówimy w nim o tym, że dawnego Bałtyku nie ma, a zwierzęta morskie i przedmioty związane z wypoczynkiem nad morzem, można już tylko zobaczyć w muzeum.

W tej wizji morświny, ryby, foki, czy też parawany, lody na patyku, kosze wiklinowe stają się artefaktami. Przyłączając się do walki o Bałtyk walczymy o to, żeby takie muzeum nie powstało i o to, żeby każdy z nas mógł cieszyć się pięknym morzem na co dzień. Żeby było one namacalne, a nie tylko wspomnieniem. Dlatego prosimy o podpisanie naszej petycji do premiera. Głos poparcia tysięcy Polek i Polaków pozwoli nam dotrzeć do decydentów.

Bałtyk stanie się martwym i toksycznym morzem? Jak uratować nasze morze

Borykamy się z pandemią, rząd może stwierdzić, że ma teraz inne, ważniejsze problemy na głowie niż Bałtyk.

Zdrowie ludzi jest rzeczą priorytetową i to oczywiste, że działania władz skupiają się teraz na walce z pandemią. Trzeba jednak pamiętać, że nasze zdrowie zależy też od tego, jak podchodzimy do środowiska naturalnego. Naukowcy wskazują, że duża część wirusów może pochodzić z dzikiej przyrody. Wirusy być może nękają nas, bo wkroczyliśmy do ekosystemów, w których nie powinno nas być, przekroczyliśmy pewne granice. A więc walka z pandemią i walka o czyste środowisko w pewnym sensie wiążą się. Liczymy też na dalekowzroczność rządzących. Możemy myśleć, że tematy ekologiczne nie są teraz priorytetem, że należy zająć się nimi później. Ale skutki kryzysu różnorodności biologicznej czy zmiany klimatu mogą w przyszłości stać się dla nas bezpośrednim zagrożeniem.

To, co myślimy, że jest niezachwiane i dane nam na wieczność może się skończyć i nie powrócić. Wizja, w której Bałtyk jest martwym i toksycznym morzem, nie jest nierealna. Jest jeszcze czas, aby wprowadzić zmiany, dzięki którym ta wizja się nie spełni. Jednak te zmiany potrzebne są już teraz. Dlatego zachęcamy do wsparcia naszych działań. Ocalmy Bałtyk, nim za nim zatęsknimy.

Bałtyk martwym i toksycznym morzem? To realne! W tym roku Go...

Najlepszy polski sędzia nie jedzie na Euro

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Chodzi o galopującą konsumpcję ...

... norki (i inne "futerkowce") pożerają wszystko, co nadaje sie do pożarcia.

A (kiedyś) modne były "kargerówki" i "bejgerówki" .

U
Uchybie
11 marca, 20:49, Gdzie Płażyński:

Maciej Płażyński gdzie, niechze namówi swoich kolegów żeby przekazali środki na likwidację bomb ekologicznych w Bałtyku, UE na pewno by dała na to środku,

A gdzie, on to tylko kamerki, gazetki i robi sobie polityczna kampanie, zamiast coś zrobić dla regionu. Przecie jego partia rządzi,

G
Gdzie Płażyński

Maciej Płażyński gdzie, niechze namówi swoich kolegów żeby przekazali środki na likwidację bomb ekologicznych w Bałtyku, UE na pewno by dała na to środku,

Dodaj ogłoszenie