Architekci z politechniki: Najpierw my, potem cała reszta świata!

Barbara Szczepuła
Od lewej stoją profesorowie: Maria Jolanta Sołtysik, rektor Henryk Krawczyk, z mikrofonem - Antoni Taraszkiewicz, za nim Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska - też architekt, prorektor Marek Dzida, Piotr Lorens, Lucyna Nykiel i Aleksander Piwek
Od lewej stoją profesorowie: Maria Jolanta Sołtysik, rektor Henryk Krawczyk, z mikrofonem - Antoni Taraszkiewicz, za nim Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska - też architekt, prorektor Marek Dzida, Piotr Lorens, Lucyna Nykiel i Aleksander Piwek Krzysztof Krzempek/PG
Są oczywiście znakomici architekci bez tytułów profesorskich, ale „profesor belwederski” to brzmi dumnie - mówi Antoni Taraszkiewicz, dziekan Wydziału Architektury PG, gdzie właśnie pięcioro pracowników zyskało tytuły profesorskie

Na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej wielkie święto…
Fakt. Wydarzenie jest niezwykłe nie tylko dla naszej uczelni, ale w skali całego kraju. Pięć osób z wydziału w tym samym czasie uzyskało tytuł profesora. Więc zorganizowaliśmy uroczystość na dziedzińcu Heveliusa. Były gratulacje, kwiaty, szampan…

Kim są nowi profesorowie? Zacznijmy od pań.

Profesor Maria Jolanta Sołtysik to znana specjalistka z dziedziny historii architektury i ochrony zabytków.

Jak lwica broni modernizmu gdyńskiego.
Zdecydowanie zasłużenie otrzymała tytuł profesora! Jest wielką fanką gdyńskiej architektury i bardzo dobrze, bo to wartość, którą należy chronić. Jej pomysłem jest coroczna konferencja naukowa „Modernizm w Europie, modernizm w Gdyni”, organizowana wspólnie z prezydentem miasta Wojciechem Szczurkiem. Konferencja zyskała międzynarodową renomę, biorą w niej udział wybitni naukowcy z całego świata.

Profesor Lucyna Nykiel jest teoretykiem architektury.

Znakomita uczona, do tego osoba bardzo młoda. Jestem przekonany, że ta profesorska nominacja to zaledwie początek - prawdziwa kariera jeszcze jest przed nią. Profesor Nykiel projektuje niewiele, raczej małe formy, ale jestem przekonany, że gdyby chciała, mogłaby błysnąć także jako projektantka. Na projektowanie jednak ma mało czasu, bo poświęca go nauce. Zajmując się głównie teorią architektury, przeciera szlaki: w jej badaniach szczególnie interesujący jest styk lądu i wody, pływające domy, tak zwane boathouses. Profesor Nykiel jest członkiem naukowego Komitetu Urbanistyki i Architektury PAN. Zapewne w przyszłości zostanie dziekanem, bo jest bardzo oddana wydziałowi. Mam dług wdzięczności wobec niej, bo zachęcała mnie do pracy naukowej, a ja czuję się raczej projektantem, więc naukowcem trochę farbowanym (śmiech).

Kolejny profesor: Aleksander Piwek. To legenda wydziału…

Postać kultowa. Trochę oderwany od życia współczesnego, zafascynowany architekturą sakralną.

Gotykiem w szczególności.
Od lat bada katedrę oliwską, zna ją na pamięć, odkrył tam takie rzeczy, o których nikomu się nie śniło. Jest profesorem trochę starej daty, nieco roztargnionym, nieobecnym, ale jednocześnie wymagającym i surowym. Zdanie u niego egzaminu z hapolu [historii architektury polskiej - przyp. B.Sz.] stanowi nie lada wyczyn. Aleksander Piwek to uczeń i wychowanek nieżyjącego już profesora Jerzego Stankiewicza, także bardzo wymagającego naukowca. Stankiewicz ściągnął go swego czasu do swojej katedry i ukształtował. Jedni lubią profesora Piwka, inni nie, ale szanują go wszyscy. Mało już takich kolorowych postaci na wydziale, a przecież kiedyś o profesorach krążyły najrozmaitsze anegdotki. Pamięta pani profesora Otto? Mówiło się, że będąc kierownikiem Katedry Geometrii Wykreślnej i jednocześnie dziekanem, pisał podania sam do siebie. I jako dziekan odpowiadał na nie kierownikowi katedry: „Szanowny Panie Profesorze, w odpowiedzi na Pański list informuję, że krzeseł, o które Pan prosi, nie posiadamy”…

Profesor Piotr Lorens to urbanista.
Najmłodszy, bardzo zdolny i ambitny. Stworzył potężną Katedrę Urbanistyki. Na całym Wydziale Architektury pracuje 80 osób, połowa z nich w Katedrze Urbanistyki właśnie! Prowadzi ją znakomicie. Nie jest praktykiem, ale naukowcem i badaczem. Dużo pisze i publikuje w prestiżowych czasopismach. Bardzo ceni go przede wszystkim środowisko urbanistów i planistów przestrzennych. Naukowiec pełną gębą. Jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Może w przyszłości zostanie rektorem?

A profesor Antoni Taraszkiewicz, kierownik Katedry Architektury Mieszkaniowej?
Nie jest łatwo mówić o sobie, ale muszę się przyznać, że przede wszystkim czuję się projektantem. Oprócz pracy naukowo-dydaktycznej - projektuję.

Ze znakomitym rezultatem. Ostatnia realizacja to chwalone przez wszystkich piękne Centrum Nanotechnologii II na Politechnice Gdańskiej.

Jestem z tej realizacji zadowolony, ale może dlatego że najmłodsze dziecko jest na ogół najbardziej kochane. Lecz potem przychodzą na świat następne…

Zaprojektowane przez Pana kamieniczki przy Tandecie i Szerokiej w Gdańsku bardzo mi się podobają.
Wydaje mi się, że nie są złe. Choć z mieszkaniówką problem polega na tym, że nie zawsze deweloperzy pozwalają architektom rozwinąć skrzydła. To zrozumiałe, bo przede wszystkim liczą pieniądze, więc siłą rzeczy architektura mieszkaniowa jest mniej ambitna. Dlatego tym, co architekta najbardziej interesuje, jest projektowanie obiektów użyteczności publicznej.

Europejskie Centrum Solidarności, na przykład. Albo Muzeum II Wojny Światowej.
Projekt ECS powstał w pracowni FORT, której jestem współwłaścicielem, ale głównym projektantem tego gmachu był Wojciech Targowski. W takich obiektach architekt może się bardziej zrealizować, poszaleć. Inwestor publiczny daje większe możliwości kreacji. Chce mieć coś oryginalnego…

Od lat architekci postulują, by dobrzy projektanci mogli otrzymywać stopnie naukowe za wybitne realizacje.
Taka ścieżka teoretycznie jest możliwa, ale ciągle nieprzetarta. Nie odważyłem się nią pójść.

Jakiemuś architektowi udało się w ten sposób zostać profesorem?
Jedyny znany mi przypadek to być może Stefan Kuryłowicz. To był gigant, najlepszy chyba polski architekt ostatnich dekad. Megagwiazda. Zginął parę lat temu w wypadku lotniczym.

Zaprojektował na przykład hotel Hilton w Gdańsku nad Motławą.
Ja wspomnę choćby o oryginalnym biurowcu Focus, przy ulicy Filtrowej w Warszawie. Kuryłowicz miał ogromny wpływ na dzisiejszą sylwetkę stolicy.

Wracając na nasze podwórko…
Architekt zajmujący się na uczelni pracą naukową nie może zarzucić projektowania, bo jakby miał, nie projektując, uczyć tego studentów? Czy miałby wśród nich autorytet? Więc często to, co zaprojektował i wybudował, stara się opisać w sposób naukowy. Ale są oczywiście znakomici architekci bez tytułów profesorskich, z naszego wydziału to Jacek Dróżdż, współtwórca Muzeum II Wojny Światowej, Wojciech Targowski (ECS)…

…czy doktor Bazyli Domsta, współautor projektu Muzeum II Wojny Światowej.
Niesłychanie wysoko go cenię. Generalnie mogę powiedzieć, że dzieła naszych pracowników składają się na to, co najważniejsze w architekturze Trójmiasta. Myślę zarówno o budynkach użyteczności publicznej, jak też o licznych osiedlach mieszkaniowych. To buduje prestiż wydziału i studenci to doceniają. Za czasów PRL architekci siedzieli głównie w biurach projektów i z przekąsem mówili o kolegach, którzy zostali na uczelni, per „chłopcy z politechniki”. Chłopcy z politechniki nie liczyli się, bo nie projektowali. Teraz jest odwrotnie: najpierw my, a potem cała reszta świata! (śmiech). Jesteśmy na rynku rzeczywiście mocni!

Wśród projektantów niewiele jest kobiet.
Sądzę, że kobietom trudniej jest się przebić w tym zawodzie, choćby dlatego że oprócz projektowania, są też nadzór, chodzenie po rusztowaniach, błoto, deszcz, śnieg… Ale jeśli chodzi o tak zwany drugi plan, to świetnych architektek jest wiele.

No nie, „drugi plan”! A zdarzają się jakieś gwiazdy?
Zaha Hadid to megagwiazda architektury światowej, w Polsce nazywana pieszczotliwie Zośką Hadid. Mieszka w Wielkiej Brytanii, a pochodzi z Iraku. Uważa się ją za przedstawicielkę dekonstruktywizmu. Stać ją już na to, by nie chodzić po budowach, więc jest jej łatwiej (śmiech). Jako pierwsza kobieta zdobyła w 2004 nagrodę Pritzkera, a rok wcześniej uhonorowano ją nagrodą Miesa van der Rohe. W 2010 roku zdobyła nagrodę Stirlinga. Stawiam ją na trzecim miejscu, po takich gigantach jak Jean Nouvel i Renzo Piano. A dopiero po niej Frank Gehry!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

...

bez komentarza...

d
docent PG

Do tego bardzo skromni
Nie jadajo w wykwintnych restauracjach
hamburger czy salatka na sali sejmowej
Caly swoj czas poswiecaja nauce

Dodaj ogłoszenie