Źle się dzieje w gdańskiej komunikacji. Brakuje kierowców, narzędzi i planu działania

Mariusz Leśniewski
Gdańska komunikacja miejska ma problemy. Mszczą się wieloletnie zaniedbania.

Autobusy i tramwaje. Znacie, Państwo, ten klasyczny już utwór T.Love? Na pewno go słyszeliście w radiu, a szybko zapada w pamięć. „Gdy o świcie do pracy swojej wstajesz/Takie zwykłe masz ciało, bo takie szare/Autobusy i tramwaje, autobusy i tramwaje...”. Parafrazując nieco tekst utworu: „Gdy o świcie do pracy swojej wstajesz/nie wiesz, czy coś przyjedzie/Takie są gdańskie autobusy i tramwaje”.

Fenomen działania komunikacji miejskiej w Gdańsku fascynuje mnie niezmiennie od drugiej połowy lat 80-tych., kiedy przyszło mi dojeżdżać najpierw autobusem, potem tramwajem do Technikum Budowy Okrętów. Autobusy były tak zapchane po siódmej rano, że nawet szpilka, pozornie, by się już nie zmieściła. A jednak się mieściła, i jeszcze kilka, kilkanaście osób dodatkowo. Fenomen. Cuda. Rekord przeładowania do Księgi Guinnessa. W tramwajach było nieco lepiej, ale za to często stawały, bo się z trakcji iskrzyło jak w sylwestra.

Komuna upadła, nastała demokracja, pojawiły się nowe autobusy i tramwaje, ale stare problemy pozostały. Nie zliczę już liczby tekstów na temat problemów gdańskiej komunikacji, które zamieściliśmy na łamach tygodnika „Trójmiasto”. I wiecie, Państwo, co? To nie jest nasze ostatnie słowo, bo ani gazeta się jeszcze nie zamyka, ani w Gdańsku nie widać recepty na narastające kłopoty z autobusami i tramwajami. Teraz brakuje kierowców, a wcześniej pracownicy skarżyli się... na brak narzędzi do serwisowania pojazdów. Poważnie! W mieście - które mieni się nowoczesnym i sprawnie zarządzanym - pojawił się taki problem.

Przez ostatnie lata systematycznie piszemy o upadkach i wzlotach gdańskiej komunikacji publicznej. Tych pierwszych jest zdecydowanie więcej, bo w tym sektorze mszczą się lata zaniedbań. Niestety. W każdym mieście utrzymanie komunikacji na właściwym poziomie nie jest łatwym zadaniem, więc tym bardziej trzeba tam fachowców i planu działania. Obecnie szerokiego planu nie ma - jest tylko doraźne gaszenie pożarów. Tak daleko nie zajedziemy.

Nakładanie kar przez jedną miejską spółkę na inną żadnego efektu nie przyniesie. To działania pozorne. Dla tysięcy sfrustrowanych pasażerów są bez znaczenia. Oby autobusy i tramwaje nie wpadły w odmęty Wielkiego Pozoru.

Mam nadzieję, że problemy gdańskiej komuniakcji będą ważnym tematem podczas kampanii samorządowej. Na pewno gdańszczanki i gdańszczanie powinni rozliczyć obecne władze z jej funkcjonowania. Tym bardziej, że podobno komunikacja zbiorowa ma być w Gdańsku alternatywą dla transportu samochodowego. .

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
donChichot
Gdzie potrzeba czegoś więcej niż "gorącego biurka" 140cm bez przegrody akustycznej, taniego kompa i "owocków" co tydzień.
Ładnie wyglądają nowe wozy ale one szybko nowe być przestają. Ladnie wyglądać "europejsko" ale to ma swoje koszty. Miasto nie może ich przerzucać wyłącznie na plecy mieszkańców. Którym "podsiębiorcy" płacą po uważaniu, również przerzucając swoje koszty na drugą stronę umowy.
Można parafrazować naczelne hasło socjalizmu do jego libertyńskiej wersji.
"Każdemu po uważaniu (płatnika), od każdego ile się tylko da"
Dodaj ogłoszenie