W Gdańsku odbyła się 7. edycja festiwalu Narracje [ZDJĘCIA]

Henryk Tronowicz
Tegoroczny Festiwal Narracje tym razem rozegrał się w gdańskim Nowym Porcie. Swoje prace zaprezentowało blisko trzydziestu dizajnerów, architektów i animatorów.

Siódma edycja gdańskiego Festiwalu Narracje - tym razem w Nowym Porcie - za nami. Do udziału w imprezie skusił mnie tytuł nadany tegorocznej edycji: „Przemytnicy”. Podtytuł głosił: „Instalacje i interwencje w Przestrzeni Publicznej”.

Celem festiwalu było zdobywanie orientacji wśród ulokowanych na terenie Nowego Portu różnego rodzaju instalacji, głównie wizualnych. W Narracjach udział wzięło blisko trzydziestu dizajnerów, architektów i animatorów z Niemiec, Finlandii, Łotwy, Estonii, Szwecji, Rosji i z Polski. Dwadzieścia jeden dzieł artystów rozmieszczono na ulicach i podwórkach, w pasażach i - zaakcentujmy wyraźnie - w mrocznych zaułkach portowej dzielnicy. Za szczególną atrakcję uchodził kursujący między Nowym Portem a Brzeźnem tramwaj retro (rocznik 1952), mknący z szybkością 30, w porywach chyba nawet do 40 km/godz. Przejazd tym kolorowym wagonem niczym kolejką z kreskówek Disneya stał się dla wielu rodziców z małymi dziećmi wydarzeniem nie mniejszym niż wyprawa osławionym Pendolino. W tramwaju niejednemu pasażerowi mogła w oku zakręcić się łezka, kiedy motorniczy odtwarzał przedwojenne szlagiery typu „Szkoda twoich łez dziewczyno”.

Płonąca limuzyna

Wracajmy jednak na główną trasę, to znaczy do instalacji i interwencji. Otóż w obiecującej kategorii „interwencje” organizatorzy umieścili raptem operację jedną. Chodzi o plac ks. Gustkowicza w Nowym Porcie, który, jeśli dobrze zrozumiałem komentarz kuratorki festiwalu Anny Smolak, dawniej miał charakter uroczego tradycyjnego parku, a który po rewitalizacji walor ów utracił. Autor interwencji nie ujawnił nazwiska. W programie posłużono się tylko pseudonimem „Odnawian- ko”. Wyrazem protestu Odnawianki była ustawiona na placu płonąca bryka, z wnętrza której dobywały się, niczym w horrorze, płomienie i kłęby dymów. Tyle że w festiwalowych „Przemytnikach” na placu Gustkowicza posłużono się kontrabandą nieco mętnawą. Sęk w tym, że rok temu administracja Nowego Portu zapewniała w mediach, że przed rozpoczęciem prac rewitalizacyjnych będą przeprowadzane konsultacje z okolicznymi mieszkańcami. Zapewniano więc, że plac stanie się miejscem atrakcyjnym dla dzieci, młodzieży i osób dorosłych.

W przelocie mignęła mi instalacja Olgi Kowalskiej i Xawerego Wolskiego pod nazwą „Jednodobowe wróżby”. Podobno można było się dowiedzieć, jaką warto wybrać drogę. W prawo czy w lewo?

Z kolei w nieczynnym lokalu przy ul. Władysława IV Małgorzata Wesołowska wraz z Gabrielą Warzycką-Tutak uruchomiły Agencję Newport. Konia z rzędem temu, kto zrozumie treść zachęty w programie: „Możemy do agencji wejść i porozmawiać o nielegalnie prowadzonej tam fikcyjnej działalności”.

Żeby było śmieszniej, Patrycja Orzechowska uruchomiła przy ul. Na Zaspę wytwórnię bimbru o nazwie „Księżycówka”. Przy wejściu zrobił się momentalnie tłok, tak że w degustacji udział mogli wziąć tylko nieliczni uczestnicy Narracji. Tymczasem przewodniczka zaczęła przyspieszać tempo marszu.

W programie festiwalu kuratorka napisała: „Nowy Port, kiedyś tętniąca życiem przemysłowo-portowa dzielnica Gdańska, dziś mocno zapomniana, podczas dwóch dni imprezy ukazuje swoje nowe oblicze”. Nie wiem. Po ciemku trudno było to nowe oblicze zauważyć.

Chór Benjamina

Jedyne dzieło, które zrobiło na mnie wrażenie, to „Chór Benjamina” Olgi Jitliny i Alejandro Ramireza. Autorzy na ścianie budynku przy ul. Na Zaspę pokazali w instalacji wideo amatorski chór wykonujący - przy akompaniamencie wiolonczelistki Anny Jankowskiej - kanoniczny tekst tragicznego filozofa Waltera Benjamina, do barokowego utworu „La Folia” Corelliego. Przesłanie zabrzmiało ostrzegawczo: „Nieodwracalny obraz przeszłości zamazuje się wraz z każdą chwilą teraźniejszą”.

Sobotni obchód „Przemytników” rozpoczął się o zmierzchu. Do udziału przystąpiła grupa ok. 200 osób. Do końca wytrwała garstka, która dotarła na ul. Przemysłową pod Wolny Obszar Celny. Tam Łukasz Jastrubczak zainstalował na wysokim maszcie „Flagę w kosmosie”. I wtedy ktoś z uczestników - może w przypływie czarnego humoru - zauważył, że flagę zawieszono do góry nogami.

henryk.tronowicz@polskapress.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie