Tej historii życie napisało happy end. York Logan uniknął śmierci i znalazł kochający dom [zdjęcia]

Natalia GrzybowskaZaktualizowano 
York Logan, którego w lipcu poznała cała Polska, jest już w nowym, kochającym domu. Chociaż z początku bardzo cierpiał z tęsknoty za poprzednimi właścicielami, teraz zyskał nowych braci i czuje się świetnie.

O smutnej historii 12-letniego yorka w lipcu głośno było w całej Polsce. Jego ówcześni właściciele pojawili się w gdańskiej klinice, twierdząc że ich podopieczny jest ciężko chory. Gdy okazało się, że przerost prostaty, na który cierpiało zwierzę można wyleczyć, zrzekli się praw do yorka. Opieka nad psem kolidowała im z wyjazdem na wakacje.

Czytaj także

Gdańska lecznica weterynaryjna podjęła się zadania znalezienia mu nowych, lepszych właścicieli.

Tej historii życie napisało happy end. York Logan uniknął śm...

Zainteresowanie adopcją Logana przeszło najśmielsze oczekiwania. Do lecznicy zgłaszali się ludzie z całej Polski. Wybór padł na panią Grażynę i jej męża Artura, którzy w swoim domu mają jeszcze dwa inne yorki. W Trójmiejskiej Lecznicy Weterynaryjnej wszyscy doskonale znają ich wielkie serce do zwierząt. U swoich psów nie bagatelizują pozornie najbardziej błahych objawów.

Kocham wszystkie zwierzęta, ale mam sentyment do tej rasy - mówi pani Grażyna. - W domu mieliśmy już dwa yorki - 11 i 3-letniego. Wraz z mężem niezwykle poruszyła nas ta historia, zwłaszcza, że nasz starszy pies Nikuś również bardzo ciężko chorował. Na jego leczenie wydaliśmy kilka tysięcy złotych. Rokowania były bardzo złe, ale w żadnym momencie nie myślałam o tym, by się poddać. Dla uratowania go byłam nawet gotowa się zapożyczyć.

Zmienił się o 180 stopni

- Kiedy go do nas przywieziono był bardzo nieufny i nie dawał się pogłaskać. - wspomina nowa właścicielka. - Nie bał się szczekania naszych psów, ani innych hałasów. Widać było, że ma ogromny respekt przed człowiekiem. Na dworze, po załatwieniu swoich potrzeb, od razu chciał zawracać do domu. Tak jakby nie był przyzwyczajony do spacerów.

Nowi właściciele nie chcieli robić nic na siłę. Pełna aklimatyzacja w nowym domu trwała ok. 2,5 tygodnia.

- Miałam wrażenie jakby podmienili nam psa - mówi pani Grażyna. - Nagle zmienił się o 180 stopni i zaskakuje mnie z każdym dniem. Nadstawia się do drapania i chętnie tarza w trawie - widać, że zaczął czerpać radość ze spacerów. Powoli zaczyna też reagować na nowe imię. Za każdym razem z zachwytem wita nas kiedy wracamy do domu. Niewątpliwie odzyskał pogodę ducha. Tak jakby jego życie nabrało nagle nowego blasku.

ZOBACZ: Szczeniak. Słodki, ale wymagający domownik

POLECAMY NA STREFIE AGRO:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

g
graf

Super ! Żal że ludzie są tacy okrutni ale cieszę się że też są tacy którzy mają serce ! Łzy się cisną bo my straciliśmy już swojego po 16 latach i bardzo bolało , życzę Loganowi długiego życia !

Dodaj ogłoszenie