Szpitale stawiają epidemiologiczne ultimatum. W pomorskich placówkach medycznych z dnia na dzień może zabraknąć kilku tysięcy pielęgniarek!

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
Piotr Warczak
Udostępnij:
W związku z zagożeniem rozprzestrzeniania się koronawirusa Ministerstwo Zdrowia zaleciło, by personel, pracujący do tej pory na kilku etatach w różnych placówkach, zdecydował o pracy w jednym tylko szpitalu.

Taki wymóg formalnie postawiło już pielęgniarkom Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku, inne szpitale mniej oficjalnie zalecają to swoim pracownikom.

Należy się przygotować do sytuacji, w której z dnia na dzień zabraknie w pomorskich placówkach ochrony zdrowia kilku tysięcy pielęgniarek

- mówi Anna Czarnecka, przewodnicząca Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Gdańsku.

Są już widoczne pierwsze skutki wprowadzania zalecanych przez Ministerstwo Zdrowia praktyk: jedna pielęgniarka - jeden etat. Tylko w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku pięć pielęgniarek zapowiedziało rezygnację z pracy. Oznaczać to może to duże kłopoty.

- Niestety obecne zalecenia Ministerstwa Zdrowia w sprawie ograniczenia pracy personelu do jednej placówki nie rozwiązują sytuacji związanej z pandemią - mówi Lidia Metel-Czarnowska, rzeczniczka szpitala na gdańskim Srebrzysku.
- Remedium na szybkie tempo rozprzestrzeniania się wirusa nie mogą być takie restrykcje wobec personelu medycznego. W konsekwencji, zamiast do poprawy sytuacji, doprowadzą one do ograniczenia dostępności miejsc dla pacjentów, a nawet zamykania oddziałów, tak jak to może mieć miejsce w przypadku naszego szpitala.

W szpitalu wskazują, że zakazy drastycznie obniżą, nawet o połowę, miesięczne wynagrodzenia pielęgniarek czy ratowników medycznych, a więc tych, którzy w tej niezwykle ciężkiej sytuacji epidemiologicznej poświęcają własne życie i zdrowie dla ratowania innych. Ograniczenie pracy personelu do jednej placówki bezpośrednio spowoduje również nadmierne przeciążenie pozostałych pracowników, co może zakończyć się falą masowych zwolnień lekarskich.

Nasz szpital już w tym momencie odczuwa skutki tych decyzji - twierdzi rzeczniczka. - Część personelu poinformowała dyrekcję szpitala, że w związku z ultimatum postawionym przez UCK będzie zmuszona zrezygnować z pracy. Stoimy na stanowisku, że jako środowisko medyczne powinniśmy wszyscy stanowić jeden front i nie przyśpieszać tego typu zdarzeń, zwłaszcza kiedy pozostają one w formie zaleceń, a nie przepisów prawa. Warto również dodać, że w zaleceniach Ministra Zdrowia z 27 marca ograniczenia te mają zostać skierowane przede wszystkim do pracowników jednoimiennych szpitali zakaźnych oraz oddziałów zakaźnych w szpitalach ogólnych.

Zabraknie tysięcy pielęgniarek

Większość pielęgniarek do tej pory pracowała równocześnie w kilku szpitalach. Teraz, w związku z zaleceniem Ministerstwa Zdrowia coraz więcej placówek wymaga, by pozostały tylko u nich, na jednym etacie. Co to oznacza?
Poważne kłopoty. W tej chwili już taki wymóg formalnie postawiło pielęgniarkom Uniwersyteckie Centrum Kliniczne, inne szpitale mniej oficjalnie zalecają to swoim pracownikom. To problem dla placówek ochrony zdrowia, ale także dla samych pielęgniarek. Praca w kilku placówkach pomogła wielu z nas zrekompensować niskie wynagrodzenia. Jeśli pielęgniarka zarabia nieco ponad 3 tys. zł brutto, jest to za mało, żeby żyć i za dużo, żeby umierać.Stąd praca na kilku etatach w szpitalach i przychodniach. System się do tego przyzwyczaił. Na pewno nie można dziś mówić, że jeden etat równa się jedna pielęgniarka.

Czy można dziś policzyć ilu pielęgniarek zabraknie po wprowadzeniu restrykcji związanych z epidemią koronawirusa?
Z badań przeprowadzonych w 2018 r., w których uwzględnialiśmy przejścia na emeryturę do 2020 roku wynikało, że brak nam 520 pielęgniarek. W samych Domach Pomocy Społecznej zgłoszono 73 wakaty, brakowało też 75 położnych. Obecnie można tylko wróżyć, że luka zwiększy się kilkakrotnie. Większość pielęgniarek pracuje na półtora, na dwóch, a nawet trzech etatach. Należy się wobec tego przygotować do sytuacji, w której z dnia na dzień zabraknie w pomorskich placówkach ochrony zdrowia kilku tysięcy pielęgniarek. Zresztą o czym my tu mówimy? Oddziałowe dziś już przyrównują układanie grafiku do rozwiązywania sudoku. Ta nie może, tamta jest na dwóch, kolejna na trzech etatach. Trzeba się było dogadać.

Jakie placówki najbardziej odczują ten brak?
Poza wspomnianymi już DPS-ami, gdzie pracujących tam pielęgniarek nie objęły podwyżki (placówki te nie podlegają Ministerstwu Zdrowia, tylko Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej), kłopot mogą mieć wszystkie szpitale i przychodnie. Doszły do mnie informacje o poważnych problemach m.in. szpitala psychiatrycznego na gdańskim Srebrzysku, gdzie wobec ultimatum UCK deklarację odejścia z pracy zgłosiło co najmniej pięć pielęgniarek. Grozić to będzie wygaszaniem działalności, m.in zakładów rehabilitacyjnych. Dziś tego nie widać, placówki są zamknięte, działają teleporady, ale nie wiem, jak to będzie po wygaszeniu epidemii. Pielęgniarki mogą nie chcieć wracać na kilka etatów, rośnie bunt w środowisku.

Pielęgniarskie związki zawodowe wystąpiły do premiera o podwyższenie płac. Miałaby to być choć częściowa rekompensata za przymusową rezygnację z pracy na kilku etatach, a także wynagrodzenie za ryzykowną służbę w trudnych warunkach. Jest odpowiedź?
Jeszcze nie. Jedyny odzew to głosy w internecie - do końca nie wiadomo, czy prawdziwe, czy sterowane - o to jakim prawem wykorzystujemy ten czas i trudną sytuację. Przyzwyczailiśmy się do tego. Każde żądanie podwyżki przez pielęgniarki spotykało się z odzewem: dlaczego teraz? Nigdy nie było dobrego czasu.

Z drugiej strony wiele dobrego się mówi o waszej pracy.

Wyraźnie widać, że jeśli nie ma pielęgniarki, to nie ma profesjonalnej opieki nad chorym. Istnieje dziś prosta zależność - kwarantanna dla pracowników szpitala oznacza zamknięcie oddziału. Mam też nadzieję, że lekarze zauważą, że jedziemy na tym samym wózku. Brak pielęgniarek to zamknięcie oddziału, czyli likwidacja miejsca pracy także dla lekarzy.

Jak epidemia i wszystkie problemy z nią związane wpłyną na przyszłą sytuację polskiego systemu opieki zdrowotnej?
Mam nadzieję, że wreszcie społeczeństwo dostrzeże, że służba zdrowia jest zintegrowaną siecią, składającą się nie tylko z lekarzy. Przypomina to mrowisko, w którym każdy ma swoje zadanie. Bez salowej, pracownika podłączającego tlen, pielęgniarki, położnych, laborantów, pracowników diagnostyki i wielu innych system nie będzie działać. Obawiam się, że jeśli pracownicy tego systemu, w tym pielęgniarki i położne, nie dostaną konkretnych pieniędzy za pracę, w której narażają zdrowie i życie, przeczuwam, że zabraknie chętnych do wybrania tego zawodu. Zawodu, który wiąże się nie tylko z dużym prestiżem społecznym, ale także z ogromnym ryzykiem i wyjątkowo niskim statusem materialnym.

testy na koronawirusa na Pomorzu

ważne rozmowy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ten rok szkolny był trudny, ale lepszy od ubiegłego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie