Strach i stygmatyzacja torują drogę koronawirusowi. Czego najbardziej boją się Polacy?

Jolanta Gromadzka - Anzelewicz
Boją się, że zachoruje ktoś im bliski lub oni sami
Boją się, że zachoruje ktoś im bliski lub oni sami 123rf
Strach i stygmatyzacja związane z pandemią mogą przyczynić się do rozprzestrzeniania wirusa - twierdzi dr hab. Tomasz Besta, psycholog społeczny, kierownik Pracowni Psychologii Środowiskowej i Relacji Międzygrupowych w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego.
Koronawirus: pytania i odpowiedzi

Ryzyko, że spotkamy na swej drodze osobę zakażoną koronawirusem jest coraz bardziej prawdopodobne - ostrzegał kilka dni temu minister zdrowia Łukasz Szumowski. Jacy jesteśmy jako społeczeństwo teraz, na tym etapie epidemii, gdy wciąż nie wiemy, czy będzie się ona rozwijać według scenariusza niemieckiego czy włoskiego ?
Myślę, że na razie radzimy sobie całkiem dobrze. Raczej przestrzegamy zaleceń, a wielu z nas poświęca się, wciąż pracując i pomagając innym. Nie jest jednak zaskoczeniem, że część społeczeństwa jest przepełniona lękiem. Wskazują na to pierwsze wyniki badań dotyczące bieżącej sytuacji społecznej. Właśnie ukazał się online raport badaczek z Instytutu Psychologii PAN oraz Uniwersytetu SWPS. Doktor Katarzyna Hamer i współpracowniczki pytały, czego w związku z pandemią Polacy obawiają się najbardziej. Po około dziesięciu dniach od wprowadzenia ograniczeń (badanie odbyło się 23-24 marca) okazało się, że poziom zdenerwowania Polaków jest dość wysoki. 26 proc. Polaków czuje, że okresowo ich stan jest bliski paniki.

A czego konkretnie boją się Polacy?
Boją się, że zachoruje ktoś im bliski lub oni sami, że szpitale będą przepełnione i system ochrony zdrowia okaże się niewydolny. Polacy boją się też kryzysu finansowego i załamania rynku. Najmniej natomiast boją się pustych półek sklepowych. Natomiast najwięcej, bo aż 75 proc. ankietowanych, obawia się zbyt szybkiego rozprzestrzeniania wirusa na skutek niedostosowania się innych ludzi do zaleceń.

„Innych” to znaczy, że zaczynamy szukać winnych tej epidemii?
Tak, wydaje mi się to bardzo ciekawe. Mniej ludzi boi się, że sami zostaną zarażeni niż tego, że inni będą panikować i zachowywać się irracjonalnie. „Inni” mogą się nie dostosować, „inni” mogą nie przestrzegać zasad, a „my” przez nich ucierpimy.

Czytaj także

Początkowo media, i to w różnych krajach, starały się wytropić tzw. pacjenta zero, który był źródłem COVID-19, potem podejrzana była niemal każda osoba wracająca z Włoch, bo mogła przywieźć koronawirusa do Polski. Dosłownie kilka dni temu mieszkańców Pomorza zmroziła informacja o przymusowej kwarantannie kilkudziesięciu pracowników Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku, kojarzona z podróżą marszałka Mieczysława Struka do Włoch na początku marca. Ponoć okazało się, że to nie marszałek, a ktoś inny „przywiózł” koronawirusa do urzędu , ale sam fakt, że nie poinformował on opinii publicznej o tym, że był we Włoszech w czasie epidemii, stał się dla wielu dość kontrowersyjny.
Wolałbym nie spekulować odnośnie motywacji konkretnych osób. Zakładam, że politycy w takich sytuacjach mogą obawiać się konsekwencji polegających na ograniczeniu możliwości sprawowania funkcji. Ważną rolę może odgrywać tu też czynnik, który znamy z wielu badań - optymizm co do naszego własnego stanu zdrowia. Generalnie ludzie myślą, że jeżeli stanie się coś złego, to na pewno nie im. Ktoś inny, kto był w krajach dotkniętych epidemią koronawirusa, może być zarażony, ale ja nie. Inne badania wskazują na to, że to szczególnie osoby mające władzę są bardziej optymistyczne co do ich sukcesu i powodzenia w sytuacjach ryzykownych. Same też częściej ryzykują. Co by jednak nie mówić - na osobach publicznych spoczywa duża odpowiedzialność, bo, mając pewną władzę i pozycję społeczną, dają przykład, mogą kształtować normy i przez to wpływać na to, co się dzieje w ich otoczeniu. Przemilczanie takiego faktu jak pobyt we Włoszech, gdzie ryzyko zakażenia koronawirusem było wysokie, wydaje się być zachowaniem szczególnie nieodpowiedzialnym.

Czytaj także

Czy jednak my myślimy aż tak optymistycznie i zakładamy, że wirus nam nie zagraża? Mam wrażenie, że jest odwrotnie, że poczucie zagrożenia narasta. I że sprzyja temu izolacja, do której zostaliśmy przymuszeni.
Cała ta sytuacja, w której się znaleźliśmy, jest bardzo nietypowa. Lęk w tym przypadku jest zrozumiały i racjonalny. Nie wiemy do końca, jakie mogą być konsekwencje tej pandemii, jednocześnie wiemy, że wiele osób choruje i umiera. Lęk wynika także z poczucia braku kontroli. Konsekwencją społeczną tego lęku może być zwrot w stronę wspólnoty, zwrot w kierunku myślenia zbiorowego, dążenie, by stać się częścią jakiejś większej całości. Może to mieć negatywne konsekwencje w postaci stygmatyzowania „obcych”, jako np. roznoszących śmiertelnego wirusa. Może jednak też być dobrze wykorzystane w walce ze społecznymi skutkami tej pandemii i w budowaniu wspólnoty opartej na solidarności.

Jak pan to rozumie? Odnoszę wrażenie, że o ile w różnych innych ekstremalnych sytuacjach, jak choćby podczas ostatnich dni życia Jana Pawła II, kiedy połączyła nas wspólna modlitwa, staliśmy się solidarni, to teraz izolacja, w której przebywamy, bardzo tę więź między ludźmi rozluźnia. Zamknięci w czterech ścianach myślimy głównie o sobie.
Z pewnością to, że żyjemy teraz w izolacji, nie sprzyja komunikowaniu się i wspólnym działaniom. Relacje twarzą w twarz są bardzo ważne, aby budować zaufanie. W czasie takiego kryzysu musimy sobie odpowiedzieć na dwa pytania: czy pójdziemy w stronę indywidualizmu, egoizmu, każdy będzie walczył o swój interes, czy też pójdziemy w stronę myślenia o nas jako wspólnocie. I druga sprawa - jak my będziemy tę wspólnotę definiować. Rola wspólnego działania w czasie kryzysu jest dobrze poznana. Przejście z myślenia tylko o sobie na myślenie o nas, o osobach znajdujących się w tej trudnej sytuacji pomaga poradzić sobie ze skutkami niepewności i skuteczniej się zorganizować. Panika jest zwycięstwem indywidualizmu - np. wszyscy walczą o dostęp do wyjścia. Przestrzeganie reguł ewakuacji - zachowaniem wspólnotowym, ratującym życie. W wielu trudnych sytuacjach - jak zamach na WTC, czy londyńskie metro - ludzie współpracowali i pomagali sobie wzajemnie. Gdy mobilizujemy ludzi do działania, do przestrzegania pewnych zasad w trudnych sytuacjach, łatwiej to robić, odwołując się do wspólnego interesu nas wszystkich i do norm społecznych. Pozwala to minimalizować zachowania egoistyczne, niebezpieczne dla innych. Ludzie kontrolują się wzajemnie. Pozwala też narodzić się działaniom solidarnościowym. Psychologowie nazywają to zwrotem w stronę intymności. Dostrzegamy wspólnotę losów z osobami, które też przechodzą przez to negatywne doświadczenie. Warto więc podkreślać, że my jako ludzie w ogóle, czy też Polki i Polacy, jeżeli mówimy o naszym kraju, reagujemy w czasie pandemii często w sposób wrażliwy na innych. Że jesteśmy osobami, które potrafią uwzględnić też perspektywę drugiej osoby. Jest wiele przykładów na to, że pomagamy sobie, dbamy o naszych. Naszych sąsiadów, seniorów. Myślimy o konsekwencjach społecznych naszych zachowań.

Czytaj także

Czyli hasła, które zachęcają do solidarności z osobami z grupy ryzyka i otoczenia opieką najbardziej bezbronnych osób starszych, naszych rodziców czy dziadków sprzyjają budowaniu tej więzi społecznej i poczucia wspólnoty. W mediach pojawiają się jednak również wręcz odwrotne opinie, które dzielą tę wspólnotę. Dla przykładu, jedna z radnych z Lanzarotte stwierdziła w radiu, że epidemia koronawirusa to znak od natury, że za dużo jest na świecie ludzi starych. To raczej dowód na to, że epidemia COVID-19 wywołała stygmatyzację społeczną oraz zachowania dyskryminujące wobec określonych grup.
Tak jak już wspominałem, jest jeszcze to drugie pytanie: jak definiujemy naszą wspólnotę? Możemy ją zdefiniować w taki sposób, że wykluczamy z niej część ludzi, np. starszych, mających różne choroby. Zbyt szybki powrót do życia sprzed stanu epidemii dotknie szczególnie te grupy, ale pojawiają się argumenty, że to niewielki koszt poniesiony, aby uratować gospodarkę. Gdy zaczynamy wykluczać innych z obrębu naszej wspólnoty, łatwo o stygmatyzację czy wręcz dehumanizację. Możemy też próbować budować ją na bazie solidarności. Na pokazaniu, że my w tym wszystkim jesteśmy razem. Wystarczy rozejrzeć się wokół, by dostrzec, że podejmowane są działania bardzo prospołeczne, które pojawiły się w związku z epidemią. Choćby „Widzialna ręka”, czyli ruch osób spoza grup ryzyka, zdrowych i bez chorób współistniejących, które pomagają seniorom w robieniu zakupów, wynoszeniu śmieci. Lokalna, codzienna solidarność. Takie spontanicznie powstające inicjatywy pokazują, że są w nas pokłady współpracy w tych trudnych czasach.

Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy pójdziemy w stronę indywidualizmu, egoizmu, czy w stronę myślenia o nas jako o wspólnocie.

Bardziej niż kiedyś solidaryzujemy się też z medycznym personelem, szczególnie tym z pierwszej linii walki z koronawirusem. Restauratorzy dowożą do szpitali posiłki, ludzie zbierają pieniądze na zakup odzieży ochronnej, masek, respiratorów.
Dokładnie tak. Ludzie angażują się w takie działania oddolnie, wspierają tych, którzy nieustannie narażają siebie, aby pomóc innym. Można jednak również te normy wzajemności i samopomocy kształtować na szczeblu krajowym czy miejskim. Pokazując, że jest to częścią naszej tożsamości. W Szkocji jest prowadzona akcja społeczna pod hasłem „Jesteśmy Szkocją”. Jej przesłanie jest proste: pomaganie jest ważną częścią naszej narodowej wspólnoty. My dbamy o swoich seniorów, o osoby starsze. Spoty pokazują, w jaki sposób można okazać wsparcie emocjonalne i materialne osobom przebywającym na kwarantannie czy z grup ryzyka. Ważna jest każda pomoc każdego dnia. Kształtowanie takich postaw, uwypuklanie tych aspektów naszych tożsamości, to właśnie zadanie dla liderów i liderek. Pomaga to utrzymać spójność grupy.

Czytaj także

A grozi nam rozpad tej spójności?
Stygmatyzacja osób z grup ryzyka, nosicieli wirusa może doprowadzić do wzrostu zagrożenia epidemiologicznego (osoby mogą ukrywać objawy choroby, nie zgłaszać do sanepidu). Może jednak doprowadzić również do stopniowego rozpadu wspólnoty, do wyrzucania poza nawias naszej wspólnoty kolejnych grup społecznych. Zagrożeniem jest także stygmatyzacja osób, które mogą być powiązane ze źródłem epidemii. Czyli w przypadku COVID-19 - Azjatów. Słyszeliśmy już w Polsce o przypadkach napaści na osoby pochodzące z Azji, właśnie z powodu przypisywania im roznoszenia wirusa. W USA FBI ostrzegało ostatnio przed rosnącymi zbrodniami z nienawiści skierowanymi przeciw Amerykanom pochodzenia azjatyckiego.

Najnowsze informacje z regionu o zagrożeniu koronawirusem!

Prof. dr hab. Radosław Owczuk z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant krajowy w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, zwraca uwagę na problem stygmatyzacji chorych i jej wpływu na rozprzestrzenianie się koronawirusa . Eksperci trzech światowych organizacji: Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, UNICEF i Światowej Organizacji Zdrowia przygotowały wytyczne, które te kwestie poruszają. Stygmatyzacja jest groźna dla nas wszystkich, ponieważ może zachęcać ludzi do ukrywania objawów choroby i zniechęcać do szukania natychmiastowej pomocy medycznej. Szczególną rolę odgrywa tu sposób, w jaki się komunikujemy w tym czasie.
Język, jakim się posługujemy, jest ściśle związany z tym, jaką chcemy budować naszą wspólnotę. Język negatywnie oceniający, stygmatyzujący może prowadzić do wykluczenia i dehumanizacji. Unikajmy mówienia o osobach roznoszących wirusa czy łączenia choroby z konkretną grupą etniczną. Czasami całkowicie niepotrzebnie stygmatyzuje się ludzi, którzy robią to, co w ich mniemaniu najlepsze w danej sytuacji. Na przykład, jak robisz większe zakupy, to panikujesz. Ważne jest informowanie o faktach, transparentność, także w przekazywaniu informacji o zagrożeniach.

Oto opowieść o charyzmatycznych i słynnych lekarzach z Pomorza

A jak, pana zdaniem, będzie wyglądać nasze życie, gdy epidemia wygaśnie?
Niektórzy eksperci przewidują, że po zakończeniu pandemii kryzys będzie tak duży, że czekają nas zamieszki, rabowanie sklepów itp. Myślę, że pytania o to, co będzie po, jest również pytaniem o to, jak chcemy postrzegać tę naszą wspólnotę. Tak jak w czasie epidemii są grupy potrzebujące szczególnej pomocy - np. osoby starsze i tracące pracę, tak po zakończeniu tej trudnej sytuacji inne grupy będą potrzebować wsparcia. Trzeba będzie o tym pamiętać, a szczególnie będą musieli o tym pamiętać politycy. Państwa dobrobytu budowane były jako odpowiedź na kryzysy, biedę. Wówczas niektóre wspólnoty postawiły na solidarność i pomoc tym, którzy mają najtrudniej. Zobaczymy, jaka będzie nasza reakcja.

Co Mówić, a czego NIE Mówić?

Zalecenia UNICEF, Światowej Organizacji Zdrowia i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża:

  • MÓW - rozmawiaj na temat nowej choroby koronawirusowej

  • NIE MÓW - nie łącz lokalizacji lub pochodzenia etnicznego osób zdiagnozowanych z samą chorobą. To nie jest „Wirus Wuhan” ani „Wirus Azjatycki”. Oficjalna nazwa choroby została specjalnie wybrana, by uniknąć stygmatyzacji - „co” - oznacza Corona, „vi” - oznacza wirus, a „d” oznacza chorobę, 19 - ponieważ choroba pojawiła się w 2019 roku.

  • MÓW o „osobach, które mają COVID-19”, o „osobach, które są leczone na COVID-19”, „osobach, które zdrowieją po COVID-19” lub „osobach, które zmarły po zakażeniu wirusem COVID-19”

  • NIE MÓW o „podejrzanych o COVID-19” lub „podejrzanych przypadkach”

  • MÓW o ludziach „nabywających” lub „zakażających się COVID-19”

  • NIE MÓW o ludziach, którzy „przenoszą” COVID-19, „infekują”, „zarażają” lub „rozprzestrzeniają” wirusa, bo to sugeruje celową transmisję i przypisuje winę

  • Nie POWTARZAJ niesprawdzonych informacji, nie używaj określeń „plaga”, „apokalipsa”, bo nakręcasz spiralę strachu.
  • MÓW pozytywnie, dla większości to choroba, którą można pokonać

WIRUSY I BAKTERIE – MASKI, ŚRODKI DO DEZYNFEKCJI I INNE PRODUKTY PROFILAKTYCZNE >> Sprawdź w naszym sklepie <<

Przed nami rekordowa waloryzacja emerytur

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Szukam miłego i kulturalnego faceta na spotkania lub stały zwiazek w wieku od 21 do 45lat.

Mam na imię Monia lat 24, wzrost 169cm,

wiecej moich nagich fotek i kontakt do mnie tu - www.paniedzis.pl

napisz do mnie i spotkajmy sie!

Pamiętaj Konto VIP daje Ci możliwość kontaktu.

G
Gość

Siedzisz w domu??? Zacznij zarabiać na bitcoinie, ropie, złocie itp. przez internet na stronie http://zarabianiezdalne.pl

wystarczy laptop lub telefon, zarobki powyzej10.000zł, praca dla każdego od 18lat, otwórz teraz bezpłatne konto

Dodaj ogłoszenie