reklama

Stary trabant zwany pociągiem

Paweł RydzyńskiZaktualizowano 
Paweł Rydzyński
Paweł Rydzyński
Każdy, kto odwiedził w ubiegłym tygodniu gdańskie targi kolejowe TRAKO, mógł puścić wodze fantazji, jak mogłaby i jak powinna wyglądać polska kolej. I jednocześnie popaść w głęboką depresję, gdy pomyślał o jej stanie obecnym.

Przeciętnemu pasażerowi zależy, żeby pociąg jechał szybko, był czysty i wygodny, a przez dworzec nie trzeba było przechodzić z zamkniętymi ze strachu oczami. Niestety, w każdej z tych trzech kategorii polska kolej prezentuje się źle.

Dworce zostały w ostatnich latach doprowadzone do ruiny i niestety o dworcach nie mówiło się na TRAKO prawie wcale.

Od metra było natomiast stoisk firm, które chciałyby modernizować linie kolejowe. W tym segmencie, można powiedzieć, dla polskiej kolei pełną mocą na semaforze rozbłysnęło zielone światło. Euro 2012 i okres unijnego programowania sprawiły, że na najbliższe lata na inwestycje w tory zagwarantowane jest kilkanaście miliardów złotych. Takich środków nie było nigdy w historii, ale też zapóźnienia są gigantyczne. Jeszcze niedawno w Polsce na inwestycje w tory rocznie wydawano tyle, ile w Niemczech na ich utrzymanie. Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe stworzyła niedawno raport, z którego wynika, że jeśli w ciągu kilku lat jedna trzecia linii w Polsce nie zostanie wyremontowana, to trzeba będzie je zamknąć.

Trzecim segmentem ważnym dla podróżnego jest tabor. Nie sposób nie zauważyć, że w ostatnich latach poszło w tej kwestii w Polsce ku lepszemu. Standard "Kaszuba", "Neptuna" czy "Lajkonika", czyli pociągów kategorii Intercity łączących Trójmiasto z Warszawą bądź Krakowem, praktycznie nie odbiega już od komfortu pociągów międzyaglomeracyjnych na Zachodzie. Coraz lepiej wygląda też sytuacja na liniach lokalnych - w ostatnich latach wprowadzono do ruchu w całym kraju kilkadziesiąt fabrycznie nowych szynobusów. To jednak w dalszym ciągu kropla w morzu. Gdybym miał wskazywać segment, w którym najdalej nam do kolei zachodnioeuropejskich, wskazałbym na pociągi aglomeracyjne.

Nieszczęściem polskich kolei są... kible. Uprzedzam na wszelki wypadek - nie używam wulgarnego zamiennika słowa "toalety" (ich stan w pociągach też pozostawia wiele do życzenia...); "kible" to w żargonie miłośników kolei określenie pociągu serii EN57. Te składy są podstawą "parku maszyn" trójmiejskiej SKM-ki, a w całej Polsce kursuje ich grubo ponad tysiąc. Najstarsze przekroczyły czterdziestkę, najmłodsze pochodzą z początku lat 90. Podobno jest to najdłużej produkowana seria szynowych pojazdów na świecie. Ale to wcale nie świadczy na ich korzyść. Są to pojazdy skrajnie anachroniczne - niewygodne, hałaśliwe, do tego ze złym układem drzwi, co powoduje dłuższą wymianę pasażerów na przystankach. Potwierdzi to każdy, kto choć raz w którymkolwiek kraju na zachód od Odry jechał pociągiem podmiejskim.
SKM od kilku lat robi, co może, by podnieść standard swoich pociągów. Własnymi siłami (w zakładach w Cisowej) lub w zewnętrznych firmach (ZNTK Mińsk Maz., nowosądecki Newag) sukcesywnie modernizuje składy. Wymienia fotele, okna, montuje toalety z zamkniętymi zbiornikami, stojaki na rowery, podesty dla niepełnosprawnych... Na TRAKO po raz pierwszy SKM zaprezentowała zmodernizowany skład EN71 (jest podobny konstrukcyjnie do EN57, tylko ma nie 3, lecz 4 wagony). Modernizacja była i udana, i ciekawa, i nietypowa. Dzięki zamontowaniu w dwóch z czterech wagonów siedzeń pod oknami (jak w metrze) zyskano więcej przestrzeni, co w przewozach aglomeracyjnych ma niebagatelne znaczenie. Do tego silnik w tym pojeździe został wymieniony na bardziej nowoczesny. Bardzo możliwe, że w podobny sposób będzie przebudowanych ponad 20 kolejnych SKM-ek (czyli mniej więcej jedna trzecia posiadanego taboru), które mają zostać wyremontowane przed Euro 2012.

Każda zmiana na plus cieszy, jednak prawda jest brutalna. Trabant, nawet gdy wsadzi się do niego wyposażenie z mercedesa, nadal pozostanie trabantem. Co aż nadto było widoczne podczas TRAKO - na torach wystawienniczych, obok zmodernizowanej SKM-ki, stały fabrycznie nowe, eksploatowane przez Koleje Mazowieckie, pociągi firm Bombardier i Stadler...

Na TRAKO odbyła się też debata o przyszłości kolejowych przewozów lokalnych. Tomasz Moraczewski, prezes PKP Przewozów Regionalnych, przyznał podczas niej, że w najbliższych latach inwestycje w tabor będą w dużej mierze sprowadzać się do modernizacji EN57. Pozwoliłem sobie wówczas na żart, że skoro od ponad 40 lat jeździmy tymi składami i teraz stawiamy na ich modernizację, to być może czekają nas "brylantowe gody z EN 57". Podobno się mylę, gdyż stan techniczny tych pociągów pozwala na ich eksploatację jeszcze przez kilkanaście lat.

Tak krawiec kraje... Musimy się cieszyć z tego co mamy, pamiętać, że remont jednego pociągu kosztuje trzykrotnie mniej niż zakup nowego i pogodzić się z tym, że jeszcze przez kilkanaście lat jesteśmy skazani na jazdę "trabantami". Pocieszające jest to, że do 2020 r. rząd - wedle deklaracji Ministerstwa Infrastruktury - zamierza przeznaczyć aż 7,5 mld zł na wymianę taboru PKP Przewozów Regionalnych. A co z SKM? Krok do przodu też został zrobiony. Na razie władze województwa pomorskiego poleciły szefom SKM rozeznać rynek...

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie