Rzucisz nam gerberę do morza

    Rzucisz nam gerberę do morza

    Irena Łaszyn

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Mają pomniki "ku czci", ale nie mają swoich grobów. Ich bliscy zapalają znicze na plażach, w kościołach i pod anonimowymi krzyżami. TO tekst o tych, którzy zginęli w morskich odmętach, i tych, którzy ich opłakują.
    Swoim córkom Irena już zapowiedziała: Żadnego grobu przykrytego kamieniem. Gdy przyjdzie jej czas i będzie musiała odejść, chce spocząć tam, gdzie mąż, pośród morskich fal. Bo oni zawsze byli razem, nawet jeśli się rozstawali. Nie upiera się, że muszą rozsypać jej prochy w cieśninie Skagerrak, gdzie doszło do katastrofy statku "Kamilla", gdyż tak naprawdę cały Bałtyk to Waldka grób.

    Gdy staje nad brzegiem morza, zawsze widzi męża. Słyszy jego głos. Nieważne, czy jest to Rewa, czy centrum Gdyni. Waldek jest tam, gdzie słońce, woda i wiatr. To dlatego zapala mu znicze na plaży. W rocznicę urodzin i w rocznicę śmierci. A także na Wszystkich Świętych, 1 listopada.


    - Mąż lubił gerbery, łososiowe i bladopomarańczowe - uśmiecha się Irena Jocz. - Kupuję więc te kwiaty zawsze, gdy do niego jadę.

    Teraz jeździ przeważnie pod pomnik "Tym, którzy odeszli na wieczną wachtę", który stoi na bulwarze Nadmorskim w Gdyni. Tuż przy kamiennych schodkach, prowadzących do niewielkiej zatoczki, którą upodobały sobie łabędzie. Poruszający pomnik, nazywany Białą Wdową, stworzyła gdyńska rzeźbiarka Irena Loroch. Pierwszego listopada zawsze płoną przy nim znicze.

    Tak jak płoną przed pomnikiem "Tym, co nie wrócili z morza" w pobliżu Centralnego Muzeum Morskiego na wyspie Ołowianka w Gdańsku. To u podnóża tego drugiego pomnika zamocowana jest kotwica wydobyta z wraku promu "Jan Heweliusz". A napis na pionowej płycie głosi: Navigare necesse est, co oznacza - żeglowanie jest rzeczą konieczną.

    W Trójmieście wiele osób czci pamięć marynarzy. I pamięć tych, którzy zginęli w morskich odmętach, choć nigdy nie żeglowali. Na "Janie Heweliuszu" zginęło 20 członków załogi i 35 pasażerów. Niektórzy nadal spoczywają na dnie Bałtyku. Tam, gdzie ofiary "Kamilli" i innych statków. To jest ich zbiorowy grób.

    Znaki na niebie i ziemi


    To było 20 lipca 1992 roku. Poniedziałek. Do mieszkania zastukał listonosz. Przyniósł telegram, zaadresowany "rodzina pana jocz". A dalej było tak (pisownia oryginalna): Z przykrością przekazujemy informację od armatora statku Kamilla o zaginięciu załogi na liście której jest nazwisko jocz waldemar motorzysta.... Kontakt z agencją Seabis Shipping Agency…
    1 3 4 5 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo