Rzecznik praw dziecka: Odbieranie dzieci to ostateczność [ROZMOWA]

rozm. Dorota Abramowicz
Michał Dyjuk
Udostępnij:
- Nie stwierdziłem nieprawidłowości - mówi Marek Michalak, rzecznik praw dziecka, o zarządzonej przez siebie kontroli dotyczącej odbierania dzieci i przekazywania ich do rodzin zastępczych.

Prezentując w grudniu ubiegłego roku projekt zmian w ustawie kodeks rodzinny i opiekuńczy, wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki zapowiedział, że zmiana przepisów zakończy odbieranie dzieci rodzicom z powodu ubóstwa. Do projektu dołączono również wykaz kilkudziesięciu takich bulwersujących przypadków. I Pan, jako rzecznik praw dziecka, powiedział Ministerstwu Sprawiedliwości: „sprawdzam”?
To była bardzo niepokojąca informacja. Zdecydowałem o szczegółowej analizie wskazanych przypadków, tak aby ewentualnie udzielić pomocy dzieciom i ich rodzinom. Odbieranie dzieci rodzicom zawsze powinno być ostatecznością.

I zawsze bulwersuje opinię publiczną.
Już we wrześniu 2015 roku problem analizowała Najwyższa Izba Kontroli, która sprawdziła kilkaset przypadków mogących wskazywać, że doszło do nieprawidłowości przy odbieraniu dzieci. Po wykluczeniu większości spraw pozostały zaledwie 33 przypadki, których inspektorzy NIK, ze względu na brak kompetencji ustawowych, nie mogli sprawdzić, więc zrobiłem to ja.

I do jakiego doszedł Pan wniosku?
Po zbadaniu 33 postępowań wskazanych przez NIK, w wyniku których dzieci umieszczone zostały w pieczy zastępczej, nie stwierdziłem nieprawidłowości w prowadzeniu tych postępowań. W analizowanych przez rzecznika praw dziecka sprawach do najczęściej występujących w rodzinie problemów lub czynników skutkujących koniecznością ingerencji sądu w rodzinę należały: choroba alkoholowa rodziców (52 proc. analizowanych przypadków), zaniedbania opiekuńczo-wychowawcze, w tym zdrowotne i higieniczne (39 proc.), przemoc, w tym przemoc fizyczna, psychiczna i seksualna (36 proc.), trudna sytuacja materialna rodziny (21 proc.), brak odpowiedniego nadzoru ze strony rodziców (18 proc.), zaburzenia psychiczne rodziców (12 proc.) i pozostawienie dziecka pod opieką innego członka rodziny lub w szpitalu (27 proc. spraw).

Zbadał Pan tylko te 33 przypadki?
W pierwszym kwartale bieżącego roku postanowiłem przeanalizować przypadki wskazane przez resort sprawiedliwości i dołączone do projektu zmian w ustawie kodeks rodzinny i opiekuńczy. Wystąpiłem więc z urzędu do ministra sprawiedliwości o wskazanie sygnatur tych spraw. Chciałem je zweryfikować z podstawowego powodu - bo jeśli by gdzieś doszło do nieprawidłowości, to należałoby potraktować działania sądu jako nadużycie.

I dostał Pan te sygnatury?
Nie, natomiast otrzymałem informację, w jakich konkretnie sądach toczyły się te sprawy. Po weryfikacji okazało się, że skontrolować należało tylko 43 z nich.

Co z pozostałymi?
W 18 sprawach doszło do błędu we wpisie w odpowiednią rubrykę.

Nie rozumiem...
Pracownicy sądu popełnili błąd statystyczny, zawiódł system elektroniczny.

Pozostały jeszcze 43 przypadki.
Bardzo dokładnie je sprawdziliśmy, ściągając akta do urzędu. W żadnej ze spraw nie stwierdziliśmy, że czynnik ekonomiczny był głównym powodem wydania przez sąd orzeczenia o umieszczeniu dzieci w pieczy zastępczej. Na szczęście.

Wobec tego na jakiej podstawie uznano je za sztandarowy dowód nieprawidłowości, będący podstawą do zmiany prawa?
Tego nie potrafię wytłumaczyć.

Czy rodziny, którym odebrano dzieci, nie były biedne?
Można potwierdzić, że obok istniejących innych okoliczności, na przykład przemocy czy skrajnego zaniedbania, w tych domach było ubogo. Jednak główną przesłanką dla sądów podejmujących decyzję o odebraniu dziecka były sytuacje, które zagrażały jego bezpieczeństwu. Być może trzecią, czwartą czy piątą przesłanką mogło być to, że rodziny te były biedne, ale twierdzenia, jakoby był to główny powód, nie potwierdziły się. Warto dodać, że podobne wnioski przedstawił kilka tygodni temu Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, który również badał tych 61 wskazanych przez resort sprawiedliwości przypadków.

W swoim raporcie Instytut Wymiaru Sprawiedliwości wskazuje między innymi, że w wymienionych przez Ministerstwo Sprawiedliwości rodzinach z trudną sytuacją finansową współwystępowały inne przyczyny: przede wszystkim alkoholizm rodzica sprawującego opiekę nad dzieckiem, a także zaniedbania w zakresie opieki zdrowotnej, zakresie higieny, porzucenie dziecka, stosowanie przemocy. Jeśli trzy instytucje - RPD, NIK i IWS, działające niezależnie od siebie, dochodzą do identycznych wniosków, to znaczy, że sądy w Polsce jednak nie są okrutne?

Nie mogę oceniać wszystkich decyzji. W analizowanych sprawach nie dopatrzyłem się naruszeń praw dziecka.

Czy wobec tego, Pana zdaniem, na podstawie fałszywych wniosków można uzasadniać zmiany w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym?
Kodeks już został zmieniony. Ważne jest jednak, że nie potwierdziły się nadużycia, które mogły naruszyć prawa dziecka.

Zmiany w kodeksie to takie dmuchanie na zimne?
W pewnym sensie, chociaż nie wykluczam, że gdzieś w kraju była lub jest jakaś sprawa, o której nie wiem. Z dużą pieczołowitością sprawdzamy te, które wpływają do biura, podejmujemy również te, o których dowiadujemy się z mediów.

Czy w Polsce łatwo odbiera się dzieci rodzicom?

Chcę wierzyć, że nikomu podjęcie takiej decyzji nie przychodzi łatwo. To bardzo wrażliwa kwestia. W odczuciu społecznym panuje przekonanie, że nie wolno zabierać dzieci rodzicom i już, ale tak nie jest. W sytuacji gdy życie lub zdrowie dziecka jest zagrożone, trzeba reagować i podejmować nawet trudne decyzje. Podkreślam konsekwentnie: odbieranie dzieci jest ostatecznością. Ale znam historie, w których nie było innego wyjścia.

Rozmawiała
Dorota Abramowicz

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

b
bury
Rzecznik Praw dziecka to instytucja antyrodzinna. Powinno się ja zlikwidować.
c
czytelnik
Lepsze odbieranie dzieci z rodzin patologicznych , nie mówię o rodzinach biednych jakby mieli je zabijać.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie