Raport z Wrzeszcza. Terror za torem

Henryk TronowiczZaktualizowano 
Henryk Tronowicz
Henryk Tronowicz
Gabriela Danielewicz, rodowita wrzeszczanka, wydała książkę "Pamięci powojennego Gdańska Wrzeszcza". Książka wbija mnie w kompleksy. Dzieląc bowiem Wrzeszcz na górny taras ("przed torami") i dolny taras ("za torami"), autorka faworyzuje górny. O powodach za chwilę.

Od kwietnia 1945 roku do Wrzeszcza "przed torami" masowo napływali zafascynowani wizją Polski morskiej repatrianci ze Lwowa, Wilna, z całej ojczyzny. Wracały też rodziny wyeksmitowane w roku 1939 przez Niemców. Autorka losy tych ludzi poznawała jeszcze jako uczennica podstawówki. Z licznymi zetknęła się osobiście. I pewnie niewiele przeholuję, mówiąc, że Danielewicz wie wszystko o tych wszystkich, którzy wtedy "przed torem" znaleźli przystań.

Prezentując curriculum vitae setek postaci zasłużonych dla odbudowy zrujnowanego miasta, autorka podaje ich prywatne adresy. Przeczesuje "przed torem" ulicę za ulicą, dom za domem. Sypie jak z rękawa szczegółami z zawodowego i rodzinnego życia profesorów i lekarzy, adwokatów, księży, rzemieślników, kupców, artystów. Spisuje poniesione przez nich wojenne krzywdy. Informuje o imponującym dorobku, z jakim przybyli, o tym, kto zjawił się "przed torami" z żoną i progeniturą, a kto samotnie.

Wrzeszcz "przed torami" zaludniła elita. Luminarze Politechniki Gdańskiej, twórcy Akademii Lekarskiej. Elita ta bynajmniej nie anektowała dla siebie willi ni apartamentów. To wykluczały drakońskie prawa kwaterunku. Danielewicz przypomina powojenne grabieże i aprowizacyjne niedostatki. Ale też delektuje się architekturą Wrzeszcza "przed torami", zachwyca ją bogactwo ogrodów w rejonie Jaśkowej Doliny, Batorego, Matejki.

Lecz dlaczego autorka wbija mnie w kompleksy? To proste. Bo mnie przyszło rezydować "za torami", acz zrazu mieszkałem z rodzicami przy Grunwaldzkiej 135 (obok poczty, gdzie bojówka Łupaszki dokonała skoku na kasę). Ojciec przybył do Gdańska w kwietniu onego roku 1945 i zakładał w tym miejscu spółdzielnię mleczarską "Społem". Pamiętam, przyjeżdżał do nas wybitny chirurg prof. Michejda, który zaaplikował mamie penicylinę (w lecznictwie cywilnym mało wtenczas znaną) i nad jej zdrowiem czuwał z troską.

Ale wkrótce nastał czas perfidnych szykan, aresztowań, wysiedleń. Danielewicz wątków tych dotyka śladowo. Mimo to jej książka to cenny szkic do portretu pionierów, którzy w roku 1945 przystąpili do odbudowy gdańskiej komunikacji, szkolnictwa, portów, stoczni. Wszelako w Stoczni Gdańskiej, jak o tym wspominał prozaik śp. Andrzej Braun, od roku 1950 panował terror.
Terror szalał przed torami i za torami.

polecane: Dzwonią do Ciebie te numery? Nie odbieraj!

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie