reklama

Potrącony wilk, nazwany Klincz, trafił już do Ośrodka Rehabilitacji "Mysikrólik". Udało się go uratować dzięki weterynarzowi z Bytowa

Joanna Surażyńska
Joanna Surażyńska
Zaktualizowano 
Ośrodek Rehabilitacji "Mysikrólik" Na Pomoc Dzikim Zwierzętom zajął się wilkiem, który ucierpiał w wypadku w Małym Klinczu. Udało się go uratować dzięki weterynarzowi z Bytowa.

- W małym Mysikróliku toczyliśmy walkę o życie tego wspaniałego drapieżnika - informują przedstawiciele ośrodka. - Wilk, którego nazwaliśmy Klincz, został poważnie poturbowany w wyniku kolizji z samochodem w miejscowości Mały Klincz niedaleko Kościerzyny. Na ratunek zwierzęciu pośpieszył lekarz z oddalonego Bytowa Piotr Burliński i jego żona Anna, którzy postanowili powalczyć o jego życie udzielając mu niezbędnej pierwszej pomocy WIELKIE DZIĘKI ZA TAKĄ POSTAWĘ.

Gdy stan wilka pozwalał na jego transport wyruszyło po niego Stowarzyszenie dla Natury „Wilk”.

- Jako że zaprzyjaźnione z nami Stowarzyszenie „Wilk” i Mysikrólik współpracują z tym samym lekarzem weterynarii dr Izabelą Całus, zwierzę trafiło do naszego ośrodka - dodają przedstawiciele ośrodka. - Wilk był mocno osłabiony i nadal znajdował się w stanie zagrażającym jego życiu. Jednak dzięki wiedzy i doświadczeniu dr Izabeli Całus, która przyjeżdżała do wilka kilka razy dziennie, a my dziesiątki razy 24 godziny na dobę przez te kilka dni doglądaliśmy pacjenta zmieniając mu kroplówki, stan jego uległ poprawie. Między innymi ten przypadek pokazuje, jak niezbędny jest w ośrodku gabinet weterynaryjny, który powoli tworzymy, aby cała diagnostyka w takich przypadkach odbywała się w jednym miejscu. Los wilka jeszcze nie jest przesądzony, ale wszystkim zależy, aby jak najszybciej wrócił do swojej rodzinnej grupy.

Przypomnijmy, że przez półtora godziny nie można było znaleźć pomocy dla wilka potrąconego w Małym Klinczu. Ostatecznie ratunek nadszedł z Bytowa.

Czytaj także

Rzadko się zdarza, by ofiarą wypadku drogowego był wilk. W przypadku innych zwierząt procedura jest znana wszystkim służbom. Wilk niestety trafił poza standardowe widełki prawa i ujawnił, że w przepisach są pewne braki. Efektem było kilkugodzinne cierpienie zwierzęcia przy drodze w oczekiwaniu na pomoc.

Do niecodziennego wypadku doszło ok. godz. 20.30 na drodze nr 221, w pobliżu skrzyżowania w Małym Klinczu. Kierowca opla vectry jechał w stronę Nowej Karczmy. Na jezdnię wtargnął wilk, niestety kierowca nie zdążył go ominąć.

- Wilk wpadł prosto pod samochód - mówi Piotr Kwidziński, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kościerzynie. - Zwierzę przeżyło. Wilk był przytomny, ale spokojny i nieagresywny. Miał jeszcze na tyle sił, żeby odczołgać się do rowu. Przez długi czas dyżurny szukał weterynarza, który zająłby się zwierzęciem. Sprawa nie była łatwa, a pomoc nadeszła aż z Bytowa. Niestety, przepisy w tej kwestii są niejasne i nie wiadomo do końca, kto za co odpowiada.

Weterynarz z Bytowa ratuje potrąconego wilka. "Nie ma pewnoś...

Problemem są nie tylko przepisy, ale i zła komunikacja. Okazuje się, że jeśli do wypadku dojdzie w weekend i to wieczorem lub w nocy, dodzwonienie się do odpowiednich instytucji graniczy z cudem.

Po wilka przyjechał Piotr Burliński, weterynarz z Bytowa, który zabrał zwierzę i troskliwie się nim zajął. Jak mówi, nie mógł nie udzielić mu pomocy.

Wiele wskazuje na to, że zwierzę wyzdrowieje i trafi na wolność.

- Nawet nie wiem w jaki sposób policjanci trafili do mnie. Przyznam szczerze, że nie mogłem zignorować tego, że zwierzę leży przy drodze i potrzebuje pomocy. Od razu wsiadłem do samochodu i pojechałem - mówi weterynarz z Bytowa. - Na miejsce dotarłem około godz. 22.00. Wilk był w ciężkim wstrząsie. Dawał oznaki życia, ale nie reagował na bodźce. Z pomocą policjantów poddałem go lekkiej sedacji, zapakowaliśmy go do mojego samochodu i przywiozłem do gabinetu - relacjonuje Burliński.

Po wykonaniu prześwietleń okazało się, że układ kostny jest cały. Wilk miał sporo ran, które weterynarz zaszył. Był cały poobijany. Nie były zauważalne żadne obrażenia wewnętrzne.

- To samiec z tegorocznego miotu ważący prawie 23 kilogramy. To już kawał zwierzęcia - mówi pan Piotr, który zaznacza że na miejscu wypadku musiał podjąć szybką decyzję czy ratować, czy uśpić. - Nikt nie lubi bez sensu uśmiercać zwierzęcia, więc podjąłem się ratowania - kwituje skromnie Burliński.

Wilk w gabinecie weterynaryjnym prócz badań otrzymał leki przeciwbólowe i przeciwwstrząsowe.

POLECAMY NA STREFIE AGRO:

Dobrostan zwierząt. Co już wiadomo o tej pomocy dla rolników?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie