reklama

Mirosław Miętus: Silne wiatry to skutek ocieplenia

Dorota AbramowiczZaktualizowano 
Mirosław Miętus
Mirosław Miętus
Z prof. Mirosławem Miętusem z Katedry Meteorologii i Klimatologii Uniwersytetu Gdańskiego rozmawia Dorota Abramowicz.

Przed kilkoma laty podczas konferencji naukowej ostrzegał Pan, że jeśli nie zahamujemy procesu globalnego ocieplenia, to do końca XXI wieku poziom Bałtyku wzrośnie o 80 centymetrów...
To ostrzeżenie jest nadal aktualne. Powiem więcej - prognozy są nawet gorsze. Jeśli, zakładając pesymistycznie, nadal będziemy intensywnie rozwijać gospodarkę światową i nie ograniczymy emisji dwutlenku węgla, to za kilkadziesiąt lat poziom Bałtyku może wzrosnąć o ponad 90 centymetrów. Optymistycznie - przy restrykcyjnej polityce i wprowadzeniu nowych, kosztownych technologii, poziom wód Morza Bałtyckiego będzie wyższy o ponad 30 cm niż obecnie.

Tak czy tak, wody w Bałtyku będzie coraz więcej. W środę poziom wód przekroczył o 30 cm stan alarmowy, ogłoszono alarm powodziowy. Zaczyna się?
To, co zdarzyło się w środę, miało inne przyczyny. Bałtyk jest morzem wewnętrznym, w którym poziom wody może okresowo wzrastać. Do tego mieliśmy do czynienia z silnym, północnym wiatrem. Doszło do zjawiska cofki, czyli spiętrzenia, odwracania ruchu wody i wpychania jej w koryta rzek. Stąd podtopienia i powodzie. Zalane dzielnice Gdańska, Żuławy, Zalew Wiślany.

Czyli to nie nasza wina?
Niekoniecznie. Można powiedzieć, że tak silne wiatry to także skutek ocieplenia klimatu. Zmiany klimatyczne spowodowały przesunięcie szlaków niżów północnoatlantyckich, które wcześniej przechodziły przez Niemcy i rozbijały się o Alpy. Teraz przesunęły się na wschód i przechodzą nad Polską.

To już anomalia pogodowa?
Anomalia to zjawisko ekstremalne. Jeśli w październiku średnia prędkość wiatru wynosi 6-7 metrów na sekundę, a w środę przekraczała 20 metrów na sekundę i mieliśmy ponad 10 stopni w skali Beauforta, to można mówić o pewnej anomalii. Przy czym prawdopodobieństwo występowania tego typu zjawisk wynosi 0,8-0,9 proc., co oznacza, że w historii już coś podobnego przeżywaliśmy. Dla mieszkańców Wyspy Nowakowskiej wydarzenia ze środy nie były czymś nowym. Nie pierwszy raz groziło im niebezpieczeństwo, nie pierwszy raz byli ewakuowani przy silnym wietrze wiejącym z północy. Wielu z nich pamięta pewnie sztormy z lat 80. i 90. ub. wieku, których skutki były jeszcze tragiczniejsze niż teraz. Wczoraj udało się ocalić wszystkich mieszkańców, dawniej ginęli tam ludzie.

Czy jeśli spełni się zapowiedź dalszego wzrostu poziomu wód bałtyckich o prawie metr w połączeniu z coraz częstszymi wichurami, nie powinniśmy już teraz zacząć przygotowywać się na zagrożenia wynikające ze zmian klimatu?
Silne wiatry mogą być groźne dla drzewostanu. Trzeba się zastanowić, czy przy każdej drodze muszą rosnąć drzewa, czy nie należy wyciąć wysokich, łamliwych wyschniętych topoli. Najbardziej narażone są niskie budynki. Być może trzeba zmienić trochę normy, technologię. Wiemy, że w Polsce wiatry wieją przeważnie z zachodu, południowego zachodu i północnego zachodu. Już na etapie projektowania trzeba je tak ustawiać, by wiatr nie wyrwał połaci dachowej, tak jak żagla, do góry.

Czy woda nie zabierze części Trójmiasta, Żuław, nie przerwie Półwyspu Helskiego?
W pierwszej kolejności zagrożona będzie infrastruktura portowa. Należy również pamiętać o gdańskich kanałach, będących otwartymi naczyniami wodnymi. Zalać może również Gdynię. Władze miast i województw powinny planować, znając scenariusze rozwoju globalnej sytuacji klimatycznej.

A może przyjdzie nam "odpuścić" walkę o kawałek powierzchni Polski?
Wszystko zależy od rachunku ekonomicznego, analizy kosztów. Należy policzyć, czy stać nas będzie na walkę ze skutkami coraz częstszych powodzi, czy nie. Jeśli na Półwyspie Helskim właściciele kilku prywatnych domów postanowią poszerzyć plażę, naruszając równowagę ekologiczną, by postawić tam kolejny ośrodek, to czy wszyscy mamy partycypować w kosztach ochrony tego obiektu? A może trzeba powiedzieć - chcesz ryzykować, sam się ubezpiecz przed powodzią? Człowiek nie żyje na świecie sam, ale w środowisku. Od dawna stara się go zmieniać, walcząc z naturą. Należy pamiętać starą prawdę - w tej wojnie to my jesteśmy częściej stroną przegraną.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie