Leczenie niepłodności. Naprotechnologia alternatywą dla in vitro?

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Koszty leczenia niepłodnosci ponoszą w Polsce tak naprawdę pary starające się o dziecko
Koszty leczenia niepłodnosci ponoszą w Polsce tak naprawdę pary starające się o dziecko 123rf
O zapłodnieniu pozaustrojowym mówi się i pisze o wiele więcej niż o naprotechnologii. O tej metodzie leczenia niepłodności wciąż mało wiedzą nawet lekarze.

Coraz więcej par zmagających się z problemem niepłodności próbuje szukać pomocy w ośrodkach specjalizujących się w stosunkowo nowej dziedzinie medycyny - naprotechnologii - m. in. w Białymstoku, Poznaniu, Warszawie. Kilku lat temu również w Gdańsku powstała taka poradnia - jedyna jak do tej pory na Pomorzu. Zgłasza się do niej średnio 30-40 nowych par miesięcznie. Nie oznacza to jednak, że funkcjonujące w Trójmieście kliniki in vitro stracą nagle pacjentów. Bo choć wiele par właśnie naprotechnologii zawdzięcza posiadanie dziecka, to w przypadkach określonych schorzeń nie jest i nigdy nie stanie się alternatywą dla in vitro.

Naprotechnologia jest dziedziną medycyny związaną z diagnostyką i leczeniem niepłodności z wykluczeniem metod wspomaganego rozrodu (m.in. in vitro)

- Naprotechnologia jest dziedziną medycyny związaną z diagnostyką i leczeniem niepłodności z wykluczeniem metod wspomaganego rozrodu (m.in. in vitro) - wyjaśnia dr n. med. Aleksandra Kicińska z Zakładu Fizjologii GUMed i Poradni Zdrowia Prokreacyjnego w Gdańsku. - Jej twórcą jest prof. Thomas Hilgers, ginekolog, położnik z Uniwersytetu Creightona w Omaha, który od 30 lat prowadzi badania naukowe nad cyklem miesięcznym kobiety. Według Hilgersa leczenie niepłodności powinno wykorzystywać wszystkie osiągnięcia współczesnej medycyny, ale zawsze w oparciu o obserwację biowskaźników płodności pacjentki. Służy do tego wystandaryzowany naukowo Model Creightona, metoda polegająca na bardzo dokładnym ich opisie. Pacjentki uczą się tej metody pod okiem wykwalifikowanego instruktora. Po dwóch, trzech miesiącach osiągają w tym biegłość.

Czytaj również: 23 lutego 2017 r. gdańscy radni zdecydowali, że zabiegi metodą in vitro będą dofinansowywane z miejskiej kasy

Prowadzi lekarz internista

- Pacjentką w Poradni Zdrowia Prokreacyjnego opiekuje się interdyscyplinarny zespół, poza ginekologiem również inni specjaliści. W 60-70 proc. przypadków przyczyną niepowodzeń są zaburzenia ogólnoustrojowe: endokrynologiczne, immunologiczne, w układzie krzepnięcia (trombofilie), stany zapalne, alergie, przyjmowane leki - wylicza dr Kicińska. - Często nawet specjaliści w danej dziedzinie nie zdają sobie sprawy, że dane schorzenie może mieć supresyjny wpływ na układ rozrodczy kobiety i płodność mężczyzny.

Pierwsza wizyta w Poradni Zdrowia Prokreacyjnego trwa godzinę, półtorej.

- Zawsze musi zgłosić się para, bo przyczyny niepłodności leżą po obu stronach - mówi dr Kicińska. - Pacjenci są początkowo zaskoczeni, że cykl leczenia rozpoczyna się i jest pod stałą kontrolą specjalisty chorób wewnętrznych, który korzysta również z konsultacji innych specjalistów i równolegle prowadzi leczenie ginekologiczne, ale zawsze w odniesieniu do obserwacji cyklu pacjentki.

Kuracja trwa dwa lata

- Wbrew potocznym sądom, takie leczenie z wykorzystaniem naprotechnologii, stosuje się także w przypadku niepłodności męskiej - przekonuje dr Kicińska.

Wszystkie badania laboratoryjne i procedury diagnostyczno-terapeutyczne dostępne we współczesnej medycynie wykonuje się też i u kobiety i mężczyzny.

- Pacjentki mają wykonywane badania USG i są kierowane na procedury inwazyjne: HSG (badanie drożności jajowodów), laparoskopie. Mężczyźni po zbadaniu nasienia, w zależności od zaburzeń mają włączane leczenie hormonalne, bakteriologiczne i są kierowani na zabiegi, m.in. usuwania żylaków powrózka nasiennego i in. - Diagnostyka i leczenie są całkowicie zsynchronizowane z naturalnym cyklem danej kobiety - podkreśla dr Kicińska. Leczenie polega przede wszystkim na próbie „odtworzenia” prawidłowego naturalnego cyklu kobiety, tak, aby doprowadzić do poczęcia dziecka w sposób naturalny. Dlatego cykl leczenia może potrwać do dwóch lat. Większość par zachodzi w ciążę w okresie dziesięciu miesięcy.

Jedyną szansą - in vitro

Są jednak i takie pary, którym naprotechnologia nie jest w stanie pomóc w staraniach o dziecko. - Tak naprawdę to in vitro rozwiązuje problemy, których w żaden inny sposób nie da się rozwiązać - przyznaje dr Dorota Białobrzeska-Łukaszuk, prezes INVICTY, z zawodu lekarz. - Dla pacjentek, które mają niski poziom rezerwy jajnikowej, poważne problemy hormonalne, endometriozę, zespół policystycznych jajników, niedrożne jajowody, przeszły poważne choroby lub wczesną menopauzę - zapłodnienie pozaustrojowe jest jedynym możliwym rozwiązaniem. Również w przypadku, gdy partner zmaga się z azoospermią (całkowity brak plemników w nasieniu), czy znacznym spadkiem jakości nasienia lub niepłodność jest. tzw. idiopatyczna (o nieznanej przyczynie) - in vitro jest jedyną szansą.

Początek jest taki sam

- Problem w tym, że nie bardzo wiemy gdzie kończy się naprotechnologia, a zaczyna medycyna wspomaganego rozrodu - zastanawia się dr Dorota Lukaszuk. - Bo tak naprawdę we wszystkich naszych klinikach leczenia niepłodności pierwszym etapem terapii jest właśnie naprotechnologia. Badania diagnostyczne, leczenie zaburzeń cyklu, postępowanie jest identyczne w jednej i drugiej metodzie. Różnica polega tylko na tym, że w naprotechnologii przywracanie płodności trwa dwa lata, w klinikach INVICTY - o wiele krócej.

- Staramy się maksymalnie oszczędzić czas pacjenta -tłumaczy Dorota Białobrzeska-Łukaszuk, bo główną przyczyną niepłodności jest wiek kobiety. Po 35 roku życia gwałtownie spada płodność i rośnie ryzyko wad rozwojowych, a więc i niepowodzeń, bo natura często eliminuje takie ciąże. Zgłasza się wiele kobiet już wcześniej leczonych w różnych miejscach. Są pełne frustracji, bo widzą, że czas goni. Należy więc rozważyć jak długo można szukać innego rozwiązania a kiedy przystąpić do in vitro.

Czytaj też: Program in vitro. Gdańsk podpisał umowę z Łodzią

Obie metody są kosztowne

Koszty leczenia niepłodności, która została uznana przez WHO za chorobę społeczną, ponoszą w naszym kraju tak naprawdę pary starające się o dziecko.

Aktualnie muszą one same płacić zarówno za korzystanie z leczenia w ośrodku stosującym naprotechnologię, jak i za procedurę in vitro. Ani jednej ani drugiej metody nie refunduje ani NFZ, ani Ministerstwo Zdrowia, choć zapowiada, że się to zmieni. O ile jednak wiadomo, że koszt procedury zapłodnienia pozaustrojowego (jednej) wynosi średnio 7-15 tys. zł, to koszt leczenia niepłodności w oparciu o naprotechnologię wymaga jeszcze dokładnego oszacowania. Według obliczeń dr. Aleksandry Kicińskiej tylko sama wstępna diagnostyka kosztuje 600-1500 zł. Nic więc dziwnego, że po kilku wizytach w Poradni Zdrowia Prokreacyjnego część pacjentów rezygnuje z leczenia z powodów finansowych. Podobnie jak z in vitro, którego koszt jest wciąż dla wielu par w Polsce barierą nie do pokonania.

jolanta.gromadzka@polskapress.pl

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Natalia

Sylwia, to straszny brak profesjonalizmu i nieodpowiednie podejście. Nam pomogła dieta - wiem, może brzmi zabawnie, ale w większości przypadków niepłodności, kiedy niejasne jest, co powoduje problemy z zajściem w ciążę. W klinice lekarka podrzuciła nam namiar na poradnię online https://www.foodwise.pl/ i w pół roku od zmienienia zaleceń żywieniowych udało mi się zajść w ciążę i teraz już czekam ostatnie tygodnie, aż synek będzie chciał się pojawić. :)

S
Sylwia

W naszym przypadku usłyszeliśmy, że mąż już taki się urodził i odesłali do ośrodka adopcyjnego jak to robi większość naprotechnologów

S
Sylwia

Stosowaliśmy z mężem naprotechnologię kilka lat. Po setkach badań, monitoringów itp. wszystkie moje wyniki okazały się idealne, łącznie z HSG. Wówczas sami, bez żadnej inicjatywy ze strony naprotechnologa zdecydowaliśmy się na badanie męża, u którego zdiagnozowano oligozoospermię ekstremalną (w nasieniu było 5 plemników z tego 3 martwe ). FSH męża 30, wszystkie inne wyniki idealne, testosteron super, genetyka, pozostałe hormony, markery nowotworowe także. Brak żylaków, uszkodzeń mechanicznych, przebytych w dzieciństwie chorób typu świnka. Usłyszeliśmy, że nie wiadomo skąd tak złe wyniki męża - taki już się urodził. W jaki sposób naprotechnologia może nam pomóc?

L
Lidia86

Leczę się naprotechnologicznie od roku. Już na pierwszej wizycie zostaliśmy z mężem gruntownie przebadani. Okazało się, że mam PCO, rozchwiane hormony, chorą trzustkę, endometriozę i niedrożny jajowód. W klinice In Vitro powiedzieliby mi, że jedynym wyjściem jest zapłodnienie pozaustrojowe. Na szczęście trafiliśmy do Instytutu Rodziny - tam po kolei zaradzili wszystkim moim problemom (operacyjne bądź farmakologiczni e). Wyniki męża - ciężka oligozoospermia - także klasyfikowałby go tylko na In Vitro. Lekarze Napro odkryli jednak, że przyczyną tak słabego nasienia były żylaki powrózka nasiennego. Po ich operacyjnym usunięciu i dodatkowej suplementacji zarówno hormonalnej (clostilbegyt/l etrozol) jak i witaminowej (l-karnityna, astaksantyna, koenzym q10, witamina E) wyniki znacznie się poprawiły. Polecam opinie innych par ze strony naproinfo pl

M
MK

Nie działa strona 2 i 3

Dodaj ogłoszenie