Jak sobie zrobić samochód strażacki [ZDJĘCIA]

Marek Ponikowski
Takiego samochodu nigdy nie było. Teraz jest - dzięki panu Grzegorzowi Ziółkowskiemu. I bardzo dobrze!
Takiego samochodu nigdy nie było. Teraz jest - dzięki panu Grzegorzowi Ziółkowskiemu. I bardzo dobrze! Marek Ponikowski
Udostępnij:
Masz ramę starego auta marki DKW, dwusuwowy silnik ze skrzynią biegów oraz maskę silnika z błotnikami? - Zrób samochód strażacki!

Co zrobić, gdy bardzo chcesz mieć zabytkowy samochód? Najprostsze wyjście: kupić. Handel motoryzacyjnymi rarytasami to dziś duża i szybko rozrastająca się dziedzina biznesu. Za białe kruki trzeba czasem zapłacić kilkadziesiąt milionów euro i jest to na ogół dobra lokata kapitału, bo wyjątkowe egzemplarze Ferrari czy Bugatti szybko zyskują na wartości. Także dysponując nieporównanie mniejszymi pieniędzmi, można się stać właścicielem atrakcyjnego antyku, z którym można zrobić furorę na zlotach i rajdach samochodowych staroci.

Jeśli nie stać cię na samochód w pełni odnowiony, szukaj auta do odbudowy. To zadanie dla ludzi z odpowiednimi umiejętnościami. Ale przybywa wyspecjalizowanych warsztatów umiejących doprowadzić kilkudziesięcioletni wrak do kwitnącego stanu. Z częściami na ogół nie ma większego problemu, bo fachowcy potrafią je regenerować z użyciem najnowszych technologii, można też kupić współczesne repliki, lepsze od oryginałów, a od niedawna da się odtwarzać nieosiągalne na rynku detale na drukarkach 3D. W ofercie niektórych firm produkujących ogumienie są zaś nietypowe opony i dętki, nie do odróżnienia nawet od tych z lat 20. i 30. minionego stulecia!

Czytaj więcej tekstów z cyklu Autosalon >>>

***

Na przedsięwzięcie znacznie trudniejsze niż odbudowa samochodowego antyku porwał się parę lat temu Ludwik Rożniakowski z Wejherowa, który zapragnął mieć przedwojennego CWS-a T1. Sęk w tym, że ostatni ślad po samochodzie zaprojektowanym w latach 20. przez inżyniera Tadeusza Tańskiego zaginął około roku 1950. Pan Ludwik, dysponując tylko archiwalnymi zdjęciami i bardzo niedokładnymi rysunkami technicznymi, zbudował wspaniałą replikę legendarnego auta w odkrytej wersji, zwanej Torpedo.

Istotne odstępstwo od oryginału stanowi jedynie zastosowanie silnika pochodzącego z Poloneza 1600, ale było to w pełni zrozumiałe: koszt odtworzenia jednostki napędowej wywindowałby niewyobrażalnie koszt całego przedsięwzięcia. Jakość dzieła Ludwika Rożniakowskiego docenił wojewódzki konserwator zabytków, zezwalając na zarejestrowanie jego CWS-a T1 na żółtych tablicach, przysługujących pojazdom zabytkowym.

***

Zastanawiam się, jak określić przedsięwzięcie Grzegorza Ziółkowskiego, poznańskiego kolekcjonera, a zarazem właściciela firmy specjalizującej się w rekonstrukcji zabytkowych Mercedesów i DKW. (Na marginesie: perłę jego zbioru, jedyną w skali światowej dekawkę F-5, rocznik 1935, z odkrytym nadwoziem typu Kübelwagen prezentowałem tu przed trzema laty. O istnieniu takiej odmiany, wykonanej w 150 egzemplarzach na zamówienie importera z Afryki Południowej, nie wiedzieli ani historycy z fabrycznego muzeum w Ingolstadt, ani członkowie niemieckiego klubu miłośników marki DKW. Samochód trafił do Poznania z Wielkiej Brytanii, a w swej biografii ma wątek polski, bo podczas II wojny światowej służył na lotnisku Ringway pod Manchesterem, gdzie szkolono m.in. polskich cichociemnych.)

Skupując stare auta DKW i ich części, pan Ziółkowski uzbierał z czasem dość nadprogramowych elementów, by zbudować z nich dobrych parę samochodów. Ale jakich konkretnie? Ramy, silniki, zawieszenia kół dadzą się wyremontować, ale problem stanowią nad-wozia z drewnianym szkieletem i poszyciem ze sklejki pokrytym tzw. dermatoidem, które rozpadły się po latach intensywnej eksploatacji albo długim postoju gdzieś w kącie podwórza.

Co więc można zrobić, gdy ma się do dyspozycji tylko ramę, dwusuwowy silnik ze skrzynią biegów oraz blaszaną maskę silnika wraz z błotnikami? - Na przykład samochód strażacki! Wprawdzie fabryczne dokumenty milczą o istnieniu takiej odmiany DKW F-5, ale przecież na temat „afrykańskiego” łazika także nie ma w nich żadnej wzmianki. Więc mogła być - zwłaszcza że w okresie międzywojennym często powstawały tego typu zabudowy przeznaczone głównie dla ochotniczych straży pożarnych w małych miejscowościach. A co równie istotne, firma DKW poza samochodami i motocyklami produkowała w tamtych czasach także sprzęt strażacki.

***

Punktem wyjścia było podwozie z oblachowaniem przedniej części auta kryjącym dwusuwowy silnik o pojemności 700 cm sześc. i mocy 20 KM z odmiany zwanej Meisterklasse, wyprodukowany w roku 1935. Dalej umieszczono nieosłonięte dachem fotele dla kierowcy i drugiego członka załogi. A z tyłu… Tu należało zdać się na łut szczęścia. Na jednej z aukcji internetowych ktoś oferował kompletnie wyposażoną przyczepkę strażacką z lat 30. Po dłuższych negocjacjach stała się ona własnością pana Ziółkowskiego. Chodziło mu oczywiście nie o samą przyczepę, ale o zamontowany na niej sprzęt, czyli węże ssawne, zwijaki z wężami tłocznymi i prądownicami, a także stelaże do mocowania poszczególnych elementów wyposażenia. Wszystko to przeniesione zostało na tylną część samochodu.

Dalsze poszukiwania przyniosły efekt w postaci świetnie zachowanej kompletnej motopompy oraz agregatu prądotwórczego. Oba urządzenia napędzają oczywiście dwusuwowe silniki DKW. W skład wyposażenia wchodzi jeszcze dzwon oraz drabinka, hydronetka, czyli przenośna sikawka z własnym zbiornikiem wody, i stożkowa gaśnica, którą pan Ziółkowski wyszperał gdzieś na Dolnym Śląsku. Plus trochę drobnego sprzętu, jak choćby lśniące mosiądzem hełmy strażackie i potężny reflektor - szperacz. Podziwiając końcowy efekt kilkuletniej pracy, z pewnym niedowierzaniem spoglądam na cienkie, motocyklowe ogumienie na dziewiętnastocalowych kołach dekawki. Grzegorz Ziółkowski przyznaje, że niewiele brakuje do przekroczenia ich nominalnej wytrzymałości, ale przecież auto nie bierze udziału w prawdziwych akcjach straży… Budzi za to powszechny podziw. W roku 2007 zdobyło pierwszą nagrodę w niemieckim Chemnitz na rajdzie z okazji 75-lecia koncernu Auto Union, którego filarem była właśnie firma DKW.

***

Nieoczekiwaną puentę dopisało życie. W internecie trafiam na zdjęcia dekawki F-9 z roku 1939, która przez wiele lat służyła strażakom z małej miejscowości na północy dawnej NRD. Jej wyposażenie jest porównywalne z samochodem pana Ziółkowskiego. Ale auto z Poznania wygląda znacznie urodziwiej!

marek.ponikowski@wp.pl

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie