Idąc na konfrontację z Niemcami, PiS tylko wzmacnia pozycję Berlina [ROZMOWA]

Rozmawiał Tomasz Rozwadowski
Profesor Andrzej Stępniak: - Nasza polityka to igranie z ogniem
Profesor Andrzej Stępniak: - Nasza polityka to igranie z ogniem archiwum db
Rozmowa z prof. Andrzejem Stępniakiem, Ekonomistą i Znawcą Spraw Europejskich z Uniwersytetu Gdańskiego.

Od kilku miesięcy Polska jest stale krytykowana i napominana przez zachodnioeuropejskich i amerykańskich polityków i media. Panie Profesorze, w których obszarach polskiej polityki i gospodarki dzieją się rzeczy najbardziej według Pana niepokojące?

Po pierwsze, demokratyczna Europa, czyli głównie Unia Europejska, to liberalna demokracja, której głównymi wartościami są wolność i solidarność. To także wartości określane jako prawa człowieka i obywatela, do których odwołania napotkamy we wszystkich traktatach unijnych. Główni architekci idei wspólnot europejskich Robert Schumann i Jean Monnet chcieli Europy federalnej, w której konflikty zamieniane są na współpracę. Wszystkie kraje członkowskie muszą tę filozofię zrozumieć i się do niej stosować.

Unia Europejska nie jest federacją, stopień integracji wewnętrznej jest skromniejszy.

Gdy się okazało, że Europa nie jest gotowa do sfederalizowania się, jak jest zresztą do dziś, postawiono na sojusz gospodarczy. I taki sojusz sprawdził się w działaniu, najpierw w formie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, później Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i wreszcie Unii Europejskiej, stopniowo rozszerzając się i pogłębiając. Wciąż gospodarka jest podstawą istnienia Unii Europejskiej, ale przecież trudno prowadzić wspólną politykę, lekceważąc wspólne wartości leżące u podstaw Wspólnoty. I to jest pierwsza rzecz, którą psujemy w naszej polityce europejskiej: idziemy, jako państwo, na udry z Europą, co jest sprzeczne z polską racją stanu.

I jak jesteśmy widziani w związku z tym?

W Unii Europejskiej i w USA patrzą na nas jak na niedorozwiniętego członka UE. Jakby tego było mało, najczęściej jako głównego partnera w Europie wymieniamy eurosceptyczną Wielką Brytanie, która grozi wyjściem ze Wspólnoty. Taka polityka ma być przeciwwagą dla rozdających karty w UE Niemiec i Francji, ale dla nas odbije się czkawką w przyszłości, ponieważ tracimy zaufanie i wiarygodność. W dodatku liczne informacje z Polski, na temat Trybunału Konstytucyjnego, inwigilacji, przeróżnych zmian w prawie, budzą zaniepokojenie na szerszym forum Rady Europy w związku z przewidywanym łamaniem praw człowieka w naszym kraju.

A jak przedstawia się nasza sytuacja gospodarcza?

Większość tego, co niepokojące w polskiej gospodarce, to zaszłości pochodzące z okresów wszystkich poprzednich rządów RP. Te efekty błędów przeszłości mają obecnie charakter strukturalny. Mam na myśli system bankowy sprzedany prawie całkowicie kapitałowi zagranicznemu oraz naszą pozycję w międzynarodowym podziale pracy. Wciąż jesteśmy wykonawcą i wciąż bazujemy na niskich kosztach pracy, a nie tworzymy innowacji, mamy niewielki udział w powstawaniu nowych technologii. Co prawda produkuje się w Polsce samochody, sprzęt elektroniczny i AGD, zaawansowane technologicznie maszyny, ale ich projekty powstają w krajach wyżej rozwiniętych.

To wszystko rząd PiS odziedziczył po poprzednikach. Co w polskiej gospodarce zmieniło się ostatnio?

Przede wszystkim odbywa się ucieczka kapitału z warszawskiej giełdy, obniżyły się także notowania złotówki. Brakuje chętnych do krótkoterminowych inwestycji w Polsce. Co prawda izby przemysłowe i handlowe informują o spadku bezrobocia, ale wciąż zbyt duża część majątku przemysłowego znajduje się w rękach obcego kapitału, co będzie owocowało utrzymaniem dotychczasowego kursu w gospodarce.

Może plan Morawieckiego da turbodoładowanie polskiej gospodarce?

Ten plan podoba mi się z założenia, ale nie widzę możliwości jego realizacji. Przede wszystkim niemożliwe będzie sfinansowanie wszystkich zapowiadanych, ogromnych inwestycji. Nie wyobrażam sobie, żeby finansowanie mogło pochodzić z kredytów bankowych i tu winien jest podatek bankowy będący dziełem obecnego rządu - jest on zbyt głęboki, zbyt głęboko sięga do kieszeni banków, by móc liczyć na korzystnie oprocentowane długoterminowe kredyty bankowe. Banki potraktowane wspomnianym podatkiem przestawią swoją akcję kredytową z większych, ale mniej dochodowych kredytów dla biznesu na bardziej dochodowe kredyty konsumenckie. I tu wracamy do wspomnianego już zdominowania systemu finansowego w Polsce przez banki zagraniczne.

A można było zamknąć Polskę w przeszłości przed zagranicznymi bankami? Przecież ówczesna polityka miała jakieś racjonalne uzasadnienie.

Trzeba było wpuszczać obce banki, ale na innych zasadach, niż to się odbyło. Powinno się preferować inwestycje typu green field - budowania tych instytucji od podstaw. Wtedy zagraniczny bank budowałby siedzibę w Polsce od podstaw, tworzyłby sieć oddziałów i konkurowałby z polskimi bankami na naszym rynku. Zamiast tego polskie sieci bankowe zostały wykupione niemal w całości przez obcy kapitał i są zarządzane z zagranicy. Sprzedano nawet Bank Gospodarki Żywnościowej, więc gdy polscy rolnicy idą po kredyt, w rzeczywistości idą do firmy matki, która mieści się we Francji. W wielu przypadkach rządy szły na łatwe rozwiązania, poszukując doraźnie dochodów z prywatyzacji do dopięcia budżetu. Na takiej zasadzie sprzedano na przykład WBK i Bank Śląski, które można było pozostawić w polskich rękach. Podobają mi się w teorii zapowiedzi repolonizacji polskiego systemu bankowego, ale sprawy zaszły po prostu za daleko.

Na czym powinien się skupić w gospodarce ten rząd i jego ewentualni następcy?

Na wspieraniu polskiej przedsiębiorczości. Istnieją na przykład specjalne strefy gospodarcze, o których można powiedzieć wiele dobrego, ale ich działalność kłóci się z wprowadzaniem szerszych programów rozwojowych, na przykład obejmujących całe regiony. Mam na myśli chociażby rewitalizację Śląska, której potrzebę widziały już rządy Jerzego Buzka blisko 20 lat temu. Tego programu wciąż nie ma, a problem rozwoju Śląska pozostał, wręcz się pogłębił.

Mówiąc o Śląsku, wywołał Pan temat energetyki.

Jeśli mówimy o bezpieczeństwie energetycznym Polski, to powiem, że poprzednia ekipa choć widziała problem, nie postawiła kropki nad i. Powinniśmy inwestować w energetykę prosumencką, czyli sieci lokalne, które pozwolą zrekompensować ogromne ponaddwudziesto- procentowe straty energii w sieci ogólnopolskiej. Z energetyką jądrową powinniśmy poczekać na następną generację siłowni, nad którymi pracuje się obecnie w USA i w Niemczech, kupowanie technologii dostępnych teraz nie byłoby korzystne ani od strony środowiskowej, ani ekonomicznej. Niezbyt podoba mi się także promowany jeszcze przez rządy PO pomysł budowy wielkiej tradycyjnej elektrowni na węgiel kamienny. Powinniśmy wzorować się na rządzie Niemiec, który ma program spożytkowania tamtejszych ogromnych złóż węgla brunatnego, których zasoby są szacowane nawet na 30 lat. My posiadamy wielkie zasoby tego surowca pod Legnicą i moglibyśmy postąpić tak samo. Ogromną zaletą węgla brunatnego jest także jego o wiele niższa szkodliwość ekologiczna w porównaniu z kamiennym. A przecież w UE nie podobają się nasze plany związane z energetyką opartą na węglu kamiennym.

Przeskoczmy z gospodarki na politykę. Jakie konsekwencje na arenie międzynarodowej przyniesie wojna o Trybunał Konstytucyjny?

Trybunał jest wspólną winą poprzedniego i obecnego rządu. Manipulacja składem trybunału ze strony PO ułatwiła PiS obecne sparaliżowanie jego działań. Z perspektywy UE najgorsze jest to, że obecny rząd ignorując krytykę przybliża się jeszcze bardziej do kręgów politycznych, które pragną osłabienia, a nawet destrukcji UE. To jest igranie z ogniem, bo jeśli UE się rozsypie, to zrobimy tym krzywdę i sobie, i całej Europie.

Co wtedy się stanie?

Stanie się coś zupełnie odwrotnego w stosunku do zamierzeń PiS, czyli osłabienia pozycji Niemiec w UE. Jeśli obecna wspólnota się rozpadnie lub przestanie być skuteczna, Niemcy jako najsilniejsze gospodarczo i najlepiej zorganizowane z państw europejskich podejmą się dzieła europejskiej integracji na nowych, własnych zasadach. To polityka głupia i samobójcza.

Co by Pan radził?

Radziłbym zmianę priorytetów. Obecny rząd martwi się kursami walutowymi, a nie ma na nie żadnego wpływu. Jeśli oddaliśmy UE niezależność w polityce celnej i handlowej, nie mamy żadnego realnego wpływu na kursy. Zamiast bronić polskiego pieniądza za wszelką cenę, powinniśmy przygotować się do wejścia do strefy euro. Już teraz widać, że strefa euro jest jądrem Europy, Europą pierwszej prędkości, a pozostali będą się tylko przyglądać, coraz bardziej biernie. Być w strefie euro to dobry interes. Czy widział pan kraj, który chciałby z niej wyjść? Nawet Grecja trzyma się euro pazurami.

Ale PiS widzi w euro diabła.

No cóż, nasza polityka jest po prostu fatalna i to nie tylko w sferze realnej, ale i symbolicznej, która jest co najmniej tak samo ważna. Ten rząd rozpoczął urzędowanie od zdejmowania flag unijnych z instytucji państwowych, zamiast tego mamy krzyże w ARiMR. W ogóle zmiany w polityce rolnej są opłakane - proponowany ustrój rolny uderza w prawa własności, których respektowanie należy do warunków członkostwa w UE, a bałagan w wypłacaniu dopłat dla rolników może spowodować ich obniżenie w przyszłości. Coś takiego UE zastosowała już wobec Węgier.


t.rozwadowski@prasa.gda.pl

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

X
XYZ

Polska "jest krytykowana i napominana" bo jej obywatele w wolnych wyborach powołali do rządzenia
trochę inną partię - co zdawało mieścić się w unijnych ramach. Okazuje się, że nie bardzo. Zdaniem PO i zachodnioeuropejskich polityków Polacy cholernie się pomylili. Przecież powinni byli wybrać do rządów PO a nie jakieś tam PiS!
No, ale oni nie chcieli popełnić tego "błędu" który nie chcący - ale z bardzo wydatną pomocą - również wielkiego sąsiada ze wschodu grubo ponad pół wieku temu - już raz popełnili.
I co, jak to jest z tą demokracją: czy nie można wybrać raz to a drugi raz tamto? Jeżeli nie można,
to nie ma co tu mówić o demokracji. I tyle a nawet aż tyle!

s
syn Boleslawa

Zydokomuna i PRLu Bezpieka wypromuja Rzeczpospolita !

P
Polihistor

:-)

Dodaj ogłoszenie