Demokracja do kosza czyli Pekin rządzi NBA (i nie tylko)

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
Chiny nie potrafią jeszcze narzucić światu swoich wzorców kulturowych, jak to czyni od stu lat Ameryka. Decydują za to u kogo i za ile zainwestują, i to wystarcza, by zachodni świat odwrócił oczy od Hongkongu, Tybetu, Ujgurów...

Nie mogę powiedzieć, żebym był jakimś szczególnym fanem koszykówki. Nie zarwałem ani jednej nocy, by oglądać jakieś superważne spotkanie NBA. Nie miałem też pojęcia, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat drużyna Houston Rockets była drugim najlepszym zespołem w NBA, uwzględniając stosunek zwycięstw do porażek. Ani że zawdzięcza to innowatorskim metodom pracy swojego generalnego menedżera, Daryla Morleya.

Byłego menedżera, bo właśnie zrezygnował. Nie z powodu braku sukcesów sportowych. Otóż Morleyowi zdarzyło się w ub. roku temu zamieścić w mediach społecznościo-wych zdjęcie popierające mieszkańców Hongkongu, protestujących przeciw władzom w Pekinie. To wystarczyło, by chińska telewizja zrezygnowała z transmisji niezwykle popularnych w tym kraju rozgrywek NBA. Jak się szacuje, kosztowało to ligę kilkaset milionów dolarów.

Tak więc - choć wprost tego nikt nie powiedział - obywatel wolnego świata stracił pracę za krytykowanie autorytarnej władzy. Nie w kraju autorytarnym, ale w USA, ojczyźnie nowożytnej demokracji! Nie trzeba już parasola z zatrutą końcówką ani termosu z herbatką doprawioną noviczokiem, by dopaść wroga systemu kryjącego się na obcym terytorium.

Ktoś powie: tak wyglądają reguły wolnego rynku, protest konsumencki wymyślono właśnie po to, by wymuszać na wielkich graczach decyzje, których by nie podjęli z własnej woli. OK, tyle tylko, że chiński wolny rynek nie do końca jest taki wolny. To nie widzowie decydowali, że nie chcą oglądać amerykańskiej koszykówki, ale tamtejszy odpowiednik Jacka Kurskiego.

Chiny nie potrafią jeszcze narzucić światu swoich wzorców kulturowych, jak to czyni od stu lat Ameryka. Decydują za to u kogo i za ile zainwestują, i to wystarcza, by zachodni świat odwrócił oczy od Hongkongu, Tybetu, Ujgurów... Również my. Jeszcze niespełna 20 lat temu Jan Paweł II czy Lech Wałęsa spotkali się z dalajlamą. Dziś przeważa stanowisko nieingerowania w wewnętrzne sprawy innych państw, aby i one nie ingerowały w nasze.

Fala upałów przeplatana burzami

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie