Czuły słuchacz, nieczuły narrator, czyli o pożytkach z nierozumienia Tokarczuk. Felieton Dariusza Szretera

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
Prof. Gliński, jeśli tylko docenia język i warsztat autora, gotów jest nie skąpić mu dobrych rad o czym ten powinien pisać, żeby osiągnąć prawdziwą wielkość.

Podobno Julian Tuwim w przypływie szczerości wyznał kiedyś hrabiemu Morstoinowi (cytuję za "Abecadłem Kisiela"): „Ja to mam taki talent, że mógłbym pisać wiersze jak Mickiewicz, jak Słowacki… Tylko bieda jest jedna: ja nie mam nic do powiedzenia”.

Jeśli to prawda, to miał ten poeta prawdziwego pecha. Gdyby bowiem przyszło mu żyć i tworzyć pod światłymi rządami ministra Piotra Glińskiego, on ten problem rozwiązałby za niego. Jak się bowiem okazało przy okazji przyznania literackiego Nobla Oldze Tokarczuk, prof. Gliński, jeśli tylko docenia język i warsztat autora, gotów jest nie skąpić mu dobrych rad o czym ten powinien pisać, żeby osiągnąć prawdziwą wielkość. W przypadku Tokarczuk zalecenie było krótkie i błyskotliwe zarazem: „Dobrze by było, żeby była rozsądną polską pisarką, która by rozumiała polskie społeczeństwo i polską wspólnotę”. Nawiasem mówiąc podobne uwagi miała do twórczości innej naszej noblistki, Wisławy Szymborskiej – Krystyna Pawłowicz, która narzekała, że nie znalazła w jej wierszach niczego, co kojarzy jej się z polską wierzbą, polską przyrodą i polską historią.

Ktoś mnie spytał o to, jak sądzę, ile minister Gliński zrozumiał z wykładu noblowskiego Olgi Tokarczuk. A szczególnie tego fragmentu, gdzie postulowała ona rezygnację z określenia „literatury narodowe”, w imię uznania jedności naszego ludzkiego doświadczenia. Moim zdaniem zrozumiał wszystko. Gliński tytuł profesorski dostał za działalność naukową, nie polityczną. Jest (był?) może nie wybitnym, ale uznanym specjalistą od socjologii kultury, ruchów społecznych i społeczeństwa obywatelskiego. Ma wszystkie potrzebne narzędzia intelektualne, by pojąć co autorka chciała powiedzieć. Brak mu jedynie woli zrozumienia.

Tu pora na inną literacką anegdotę. „Przyjacielem jest mi Platon, ale jeszcze większym przyjacielem prawda” – miał powiedzieć Arystoteles, ogłaszając pisma polemiczne wobec nauk swojego mistrza. Gliński mógłby to ująć dokładnie odwrotnie: przyjacielem jest mi prawda, ale jeszcze większym przyjacielem prezes Kaczyński. A to oznacza, że jego narracja nie może zawierać niczego, co mogłoby wywołać grymas niezadowolenia u tego najbardziej czułego ze słuchaczy. Dlatego Gliński musi mówić tak, jakby pewnych rzeczy nie rozumiał, albo rozumiał je na opak. Nie on jeden zresztą.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie