Co łączy namiętność erotyczną i polityczną? Ślepa miłość elektoratu, czyli... o uczuciach w polityce mówi prof. Bogdan Wojciszke

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
To zjawisko zresztą bardzo ładnie spuentował Stefan Chwin, który powiedział, że Jarosław Kaczyński tak bardzo go nie przeraża jak fakt, że kilka milionów obywateli to są jego sobowtóry – mówi psycholog prof. Bogdan Wojciszke, specjalista w dziedzinie miłości i władzy Adam Jankowski
To zjawisko zresztą bardzo ładnie spuentował Stefan Chwin, który powiedział, że Jarosław Kaczyński tak bardzo go nie przeraża jak fakt, że kilka milionów obywateli to są jego sobowtóry – mówi psycholog prof. Bogdan Wojciszke, specjalista w dziedzinie miłości i władzy.

Wielu publicystów łamie sobie głowę pytaniem – dlaczego to PiS ma klucz do serca Polaków? I po kilku latach rządów, w których nie brakuje afer, ten elektorat trwa przy partii wiernie?

Każda namiętność to zjawisko nie do końca zrozumiałe. Zarówno wtedy, kiedy chodzi o namiętność do naszych partnerów życiowych, jak i do polityków. Można jednak snuć pewne paralele pomiędzy namiętnością erotyczną a namiętnością polityczną.

Co je łączy?

Takim koniecznym warunkiem namiętności, którą obdarzamy innego człowieka, jest idealizacja tego partnera. Nie tylko dostrzegamy jego zalety, ale przypisujemy mu takie pozytywne cechy, których nikt nie jest w stanie mieć w takim stopniu.

Podobnie jest z elektoratami, bardzo specyficznymi, jak elektorat Prawa i Sprawiedliwości czy elektorat Donalda Trumpa. To Trump powiedział kiedyś, że gdyby nawet zastrzelił kogoś w biały dzień na ulicy, to i tak nie zmieniłoby to uczuć jego wyborców do niego.

Z PiS jest podobnie?

Tak, wskazuje na to fakt, jak oni wiele afer do tej pory przetrwali.

Nic nie rusza tego elektoratu. Afera respiratorowa, pobyt w SPA sędzi Trybunału Konstytucyjnego czy wyjazd na narty dzieci poseł Emilewicz.

Ale ta idealizacja jest tak daleko posunięta, że prowadzi do zaprzeczenia ewidentnym faktom. Ludzie bardzo selektywnie podchodzą do informacji. Na ogół bywa tak, że zło jest silniejsze od dobra. Negatywne informacje wywierają znacznie silniejszy wpływ od tych pozytywnych, na opinię o innym człowieku.

Ale przy namiętności politycznej jest zupełnie odwrotnie. Te pozytywy, o których mówi PiS, czyli program 500 plus i podobne temu zabiegi, zdają się odgrywać znacznie większą rolę niż te negatywy. Chociaż tych ostatnich jest zdecydowanie więcej.

Poza tym, z tą idealizacją łączy się zasada domniemania dobrych intencji. Czyli, jeżeli ktoś robi coś dwuznacznego, to możemy podejrzewać, że kierują nim albo dobre, albo złe intencje. Ale przy zakochaniu jest tak, że wszelkie domniemania wyjaśniamy na korzyść naszego obiektu miłości. Mam wrażenie, że to zjawisko występuje także w odniesieniu do PiS i sposobu sprawowania przez nich władzy. Chociaż w tym przypadku pojawia się pewien element, który jest zupełnie obcy związkom miłosnym – autorytaryzm.

To jest zdawanie się na tak zwane autorytety, na tych, którzy mają władzę, z takim trochę bezmyślnym przekonaniem, że oni sobie z tym poradzą. I nawet jeśli coś jest podejrzane czy zagmatwane, to elektorat jest przekonany, że ich partią rządzą dobre intencje.

Co jeszcze upodabnia związki polityczne do związków miłosnych?

Skłonność do utożsamiania się. Jeżeli kogoś kochamy, to utożsamiamy się z nim i on staje się częścią naszego ja. Myślę, że to bardzo wyraźnie występuje także w procesach politycznych. To zjawisko zresztą bardzo ładnie spuentował Stefan Chwin, który powiedział, że

Jarosław Kaczyński tak bardzo go nie przeraża jak fakt, że kilka milionów obywateli to są jego sobowtóry. I to, że ci wyborcy tak się utożsamiają z Kaczyńskim, że są identyczni. Mówią: – On jest nasz. Jest taki jak ja, w ogóle się tego nie wstydzi, jest po prostu sobą.

Skąd to się wzięło?

Polacy mają za sobą dwudziestopięcioletni okres doganiania cywilizowanego świata po upadku poprzedniego reżimu. I to nam bardzo dobrze szło. Ale ta opowieść o tym doganianiu dla wielu okazała się być niewystarczająca. A Jarosław Kaczyński oferuje naszemu społeczeństwo myśl, że możesz zrezygnować z tego doganiania. Przekonuje:

– Nie przejmuj się tym, bądź sobą. Jesteś fajny. Nie musisz się oglądać na poprawność polityczną. Nie musisz się wstydzić, że nienawidzisz, że jesteś do innych uprzedzony.
Nie musisz, bo jesteś nasz.

Miłość polityczna też potrafi być ślepa, jak widać, ale kiedyś się kończy...

Większość danych wskazuje na to, że miłość między dwojgiem ludzi, to romantyczne zapatrzenie, trwa około czterech lat. Ale ta namiętność tworzy jeszcze bliskość, którą psychologowie nazywają intymnością. Ona już nie jest tak ogłupiająca jak namiętność, ale rodzi autentyczne przywiązanie. I jest znacznie trwalsza.

Jak znacznie?

Trwa do kilkunastu lat. Myślę, że nawet jeżeli tę ostrą fazę namiętności elektorat PiS ma za sobą, to teraz pojawia się tak zwane przywiązanie i przyzwyczajenie, takie poczucie normalności i w pewnym sensie bezpieczeństwa ich elektoratu. Bo wiadomo, czego się spodziewać.

Inne ugrupowania partyjne jednak takich elektoratów się nie dopracowały. Wyborcy Platformy czy lewicy są dużo bardziej skłonni skakać w bok, nie czekając na fazę przywiązania i przyzwyczajenia.

W dużej mierze decydują o tym kwestie tożsamościowe. Na elektorat PiS działa to, że partia i ja jesteśmy tacy sami. Elektoraty pozostałych partii nie utożsamiają się z tymi partiami. Może się kierują własnymi interesami, innymi wartościami?

Ta relacja tożsamościowa występuje tylko w odniesieniu do PiS i partyjek skrajnych z prawej strony. PiS jest taką emanacją naszości. Potrafi nadać specyficzny charakter temu, że ta naszość to jest właściwie lepszość. Że to nie jesteśmy tylko my, ale my, którzy jesteśmy lepsi od innych. To mocno nacjonalistyczne podejście.

PiS mówi, że patriotyczne.

Patriotyzm to przywiązanie do własnego narodu, a nacjonalizm to przekonanie nie tylko o wyższości naszego narodu, ale też o tym, że inni mogą się bardzo wiele od nas nauczyć. To przekonanie o naszej moralnej wyższości. Takie podejście ma nieodparty urok dla wielu osób, szczególnie dla tych, którzy nie mają zbyt wielu powodów do tego, żeby być z siebie dumnym. Ta przynależność do naszych i moralnie lepszych zastępuje takiemu człowiekowi wszelkie sukcesy.

To co w takiej miłości musiałoby się stać, żeby zakochany stracił serce do obiektu miłości?

Z miłością romantyczną jest tak, że ona sama mija. Gaśnie. Wymusza to na niej życie. Tutaj też kiedyś nastąpi wygaszenie namiętności politycznej, aczkolwiek będzie to trwało znacznie dłużej niż w przypadku namiętności romantycznej.

A jakie uczucia są w elektoracie Szymona Hołowni?

Wydaje mi się, że tam głównie występuje nadzieja. To uczucie, które wiąże się z przyszłością, ale jednocześnie jest bardzo ulotne. Bo w łatwy sposób można nie spełnić tej nadziei. Na razie środki na jej spełnienie są żadne. Nie wiadomo też, jak długo ta nadzieja się utrzyma? Czy uda je się trwać przez trzy lata? Podejrzewam, że to mało realistyczny wariant.

A elektorat Platformy?

Mam wrażenie, że on się niewiele różni od elektoratu PiS, z wyjątkiem tych tonów nacjonalistycznych i pewnego poczucia przyzwoitości. Elektorat Platformy, mam wrażenie, jest bardziej przyzwyczajony do przestrzegania pewnych norm. Pamiętam, jak pierwszy raz poszedłem na demonstrację KOD-u w Gdańsku. I widziałem, że, pomimo prawdziwych tłumów i pewnego ścisku, wszyscy starali się nie wchodzić na trawniki. Nie wiem, jak dalece ta postawa jest powszechna wśród posłów Platformy, ale zauważyłem ją w elektoracie tej partii.

Często publicyści powtarzają, że największy mir w elektoracie ma Jarosław Kaczyński. I że to on jest przez ten twardy elektorat kochany.

To bardzo dziwne.

Ale za to intrygujące, czy nie?

Dziwne, bo Jarosław Kaczyński ma bardzo niski odsetek ufających mu. Paradoks polega więc na tym, że więcej osób na niego głosuje niż mu ufa. To kuriozum.

Co się za tym kryje?

Nie wiem, może działa tu zasada dobry car i źli bojarowie? Ale to jest tajemnicze zjawisko. Być może pomaga mu to, że nie ma tych częstych przywar, które są w polityce sztandarowe. Nie jest chciwy w tym sensie, żeby wydawać pieniądze na swoje przyjemności. Co prawda, jego ochrona kosztuje nas 20 milionów złotych rocznie, ale to jakoś elektoratowi najwyraźniej nie przeszkadza. A może tego nie wiąże z faktem, że to my za tę ochronę płacimy?

Ale to jedyny, wyrazisty wódz w polityce.

Być może dlatego, że on czuje polską duszę. Oczywiście nie każdą, nie wszystkich Polaków. Bo mojej duszy nie czuje. Ale tych swoich sobowtórów, o których mówił Stefan Chwin, jest osiem milionów. A to cały cały czas naprawdę sporo.

psycholog prof. Bogdan Wojciszke, specjalista w dziedzinie miłości i władzy
psycholog prof. Bogdan Wojciszke, specjalista w dziedzinie miłości i władzy SWPS

Wygrał człowiek niebinarny i idiota bezimienny. Oto laureaci...

Uwaga nad Polskę nadciągają upały

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie