Brexit. Sprzeczne marzenia Brytyjczyków [ROZMOWA]

Rozmawiał Łukasz KłosZaktualizowano 
- Unia Europejska stała się wymówką pozwalającą niejednemu Brytyjczykowi wyjaśnić swoje niepowodzenie - mówi Marcin Brzeski
- Unia Europejska stała się wymówką pozwalającą niejednemu Brytyjczykowi wyjaśnić swoje niepowodzenie - mówi Marcin Brzeski archiwum prywatne
Kampanie brexitowe otworzyły puszkę pandory. Brytyjczycy zaczęli głośno mówić to, co skrycie myśleli od wielu lat. Z Marcinem Brzeskim, przedsiębiorcą z Manchesteru, Polakiem od dziesięciu lat żyjącym w Wielkiej Brytanii, rozmawia Łukasz Kłos.

Ile lat jesteś już w Wielkiej Brytanii?

Przyjechałem w 2006. I dotąd tu żyję i pracuję.

Czym zajmujesz się zawodowo?

Zaczynałem, jak wielu Polaków na Wyspach, na produkcji, przy taśmie. Od pewnego czasu zajmuję się inwestowaniem w nieruchomości, działam w branży szkoleniowej. Prowadzę też studio graficzne. Sporo wyzwań i pracy.

Jak nastroje na Wyspach tuż przed referendum ws. Brexitu?

Temat jest bardzo zauważalny i to nie tylko wśród Polaków. Brytyjczycy rozmawiają o tym głośno i dosadnie. Wczoraj jechałem najbardziej ruchliwą autostradą w Anglii - M1 - i na każdym wiadukcie widziałem hasła „vote out”, a na polach wzdłuż trasy „Brexit! Vote out!”. Widzą to Polacy i trochę się boją... jak to będzie, co dalej, czy nas deportują? Czuje się niepokój.

A jak reagują Brytyjczycy?

Wiesz, że z racji mojej działalności biznesowej spotykam się z ludźmi z obu „stron medalu”... większość moich brytyjskich znajomych oraz inwestorów, z którymi współpracuję na co dzień, jest za pozostaniem w UE. To są właściciele zarówno dużych jak i małych przedsiębiorstw. Oni nie mają problemu z imigrantami - wręcz przeciwnie... Mają świadomość, że ludzie z zagranicy odwalają kawał dobrej, czasem nawet lepszej niż miejscowi, roboty.

Brytyjczycy nie okazują niechęci?

Otwarta niechęć zdarza się, ale widoczna jest raczej w sklepach i na ulicy... Wiesz, nie chciałbym dzielić ludzi, ale z tą niechęcią najczęściej można spotkać się ze strony osób gorzej sytuowanych. Niestety, jest to zauważalne.

Jak ona się objawia? Powiedział ktoś do Ciebie „hola Polaku, stań w kolejce za Brytyjczykiem”?

Widzisz, trzeba tu trochę pobyć, żeby zrozumieć, jak to się odbywa. Żaden Brytyjczyk, a przynajmniej mało który, powie ci wprost, co o tobie myśli. Większość obmawia za plecami... W takiej kolejce wszyscy są mili i pomocni, ale nie zdążysz odejść za daleko, a już usłyszysz nieprzyjemne komentarze.

Jakie?

Najwięcej dotyczy NHS, czyli brytyjskiego odpowiednika NFZ - że przez imigrantów trzeba dłużej czekać do lekarza, bo kolejki olbrzymie. Gadają, że przyjechaliśmy po zasiłki i zapomogi, że imigranci odbierają to, co „należy się przecież” Brytyjczykom... No i o pracy mówią sporo. Praca, jak wiadomo, również jest gorącym tematem.

Że pracujemy za pół darmo? Psujemy rynek pracy?

Bardziej, że odbieramy pracę Brytyjczykom. Tylko potem nasuwa się pytanie, kto z nich by właśnie pracował za pół stawki? To nie jest imigrantów wina, że taka jest presja rynku, że jest on taki, a nie inny. Ostatnio słyszałem, że jeden z liderów Brexitu przeniósł swoją fabrykę do Malezji. Dla mnie to trochę śmieszne, że niby walczy o prawa dla Brytyjczyków, a samemu przenosi swoje fabryki tam, gdzie może płacić mniej swoim pracownikom. A ja, człowiek z „zewnątrz”, z kontynentu, jestem po drugiej stronie, bo do wszystkich inwestycyjnych projektów, przy których pracuję, zatrudniam Brytyjczyków. Tak więc przynajmniej część z nich ma pracę w jakimś sensie dzięki imigrantom. (śmiech)

Bo Brytyjczykom łatwiej idzie załatwianie spraw we własnym kraju? Bo są lepiej traktowani w urzędach czy przez kontrahentów?

Nie. Bo ci, których zatrudniałem, byli po prostu najlepsi. Zresztą nigdy nie odczułem, bym był traktowany w oficjalnych kontaktach gorzej. Nie, w żadnym razie! Ale przyznam, że o to był mój największy strach, kiedy zaczynałem przygodę z inwestowaniem w nieruchomości. Okazał się na wyrost. Z tym rynkiem to też jest taka sprawa, że żyję tu od 2006 roku i nigdy nie widziałem spadków na rynku. Także po tym, jak odszedłem od taśmy w fabryce i przeszedłem na swoje, a moje powodzenie zaczęło być mocno uzależnione od koniunktury. Uwierz, że tu co rok to lepszy.

To o co chodzi Brytyjczykom? W czym problem?

Hmmm... dobre pytanie. Myślę, że sporo napsuło w Wielkiej Brytanii zbyt powierzchowne odbieranie zdarzeń i zjawisk. Widzi się cudzoziemców pobierających zasiłki, a nie dostrzega ich pracy. Chce się taniej siły roboczej, tanich produktów, ale narzeka, że imigranci podejmują się pracy za pół darmo. I tego, że czasem to oni tworzą nowe miejsca pracy dla miejscowych. Wielu zdaje się na cudze opinie, daje się wodzić za nos politykom. Kampania brexitowa otworzyła puszkę Pandory. Bo tu na Wyspach często jest tak, że każdy swoje wie, każdy ma własne zdanie, ale siedzi cicho, bo poprawność polityczna, bo w sumie to nikomu to nie przeszkadza. Aż do momentu, gdy politycy zaczęli robić szum. To, co dziś słychać z ust liderów wołających za wyjściem kraju z Unii, tak naprawdę wielu wcześniej myślało. Kampanie brexitowe przełamały tabu. A przy okazji Brexit stał się dla niejednego wymówką, takim „wytłumaczeniem” swojej sytuacji - nie jest tak, jakbyśmy chcieli, bo obciąża nas Unia.

A jak z głosami nawołującymi do pozostania w Unii? Nie przebijają się?

Głosy „In” są właściwie niezauważalne. Ci z moich znajomych, którzy są zwolennikami pozostania w UE, właściwie nie przejmują się tym referendum. Oni wierzą, że cokolwiek będzie, to sobie poradzą - w Unii czy poza nią. Ale znam też Brytyjczyków z krwi i kości, którzy w Unii widzą zagrożenie. Słyszę narzekania, szukania winnych własnych niepowodzeń. Moim zdaniem, jeśli Brytyjczycy chcą coś zmienić, muszą zacząć od siebie... muszą skończyć z wyszukiwaniem kozła ofiarnego. Bo żyją w kraju o wielkich możliwościach, bo tu pewne rzeczy zdają się prostsze - kto chce i się przyłoży, może szybko rozwinąć skrzydła.

A Ty boisz się Brexitu?

Nie, bo nie mam czego. Moje firmy tu są zarejestrowane, a inwestycje opierają się na miejscowym prawie i nie są zagrożone. Poza tym mam duże wsparcie ze strony ludzi, z którymi współpracuję. Słowem, mam ten komfort, że walce o Brexit mogę przyglądać się z bezpiecznej pozycji obserwatora.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie