Anna Dahlberg: Sopot pokazany z czułością. Dlaczego miasto pozbywa się tej atmosfery? ROZMOWA

rozm. Gabriela Pewińska
Z Anną Dahlberg, architektem żoną rysownika Pera Dahlberga, rozmawia Gabriela Pewińska

Nie podoba mi się, że w budynku po dawnym kinie Polonia jest dom handlowy. Nie znam się?

Nie znasz się na ekonomii. Gdyby w twoim myśleniu o wizerunku miasta dominowała ekonomia, estetyka by cię nie obchodziła.

Nie można jakoś tego połączyć? Ekonomii z estetyką?

W Sopocie nie. Tu dominuje chęć wyciśnięcia maksimum złotówki z metra sześciennego kubatury. Nie znasz się na ekonomii, ale zostało w tobie trochę wrażliwości i dlatego patrząc na ten sklep...

Coś mi zgrzyta.

Zaczynasz myśleć. Bo ci, którzy w ogóle nie zastanawiają się nad niczym i biernie akceptują, co im się daje, są pewnie zachwyceni, że mamy w jednym z najbardziej okazałych budynków, ikonie sopockiej architektury - sklep sieciówkę, jakich pełno.

Kupowanie jest na fali. Ale są ludzie, którzy w myśleniu starają się eliminować modę.

Mam prawo wypowiadać się na temat Sopotu nie tylko jako architekt. Z zachwytem i wdzięcznością przyjęłam od Pera Dahlberga w 1996 roku wiadomość, że postanowił rysować moje miasto i z tych rysunków stworzyć album. Są to unikatowe już dzisiaj, historyczne obrazy. Na 105 stronie jest Scena Kameralna Teatru Wybrzeże - w lustrze drzwi wejściowych - sylwetka rysownika dokumentalisty, symbol jednoczących się muz. Sopot pokazany z czułością. Jest Kawiaret. Jest empik. W tym empiku fantastyczna atmosfera, rano przychodzili starsi państwo czytać gazety na kiju, takie czytanie gazet jeszcze kontynuuje Blikle. A wieczorem studenckie biesiady literackie przy świecach, muzyka. Dlaczego miasto pozbywa się tej atmosfery na rzecz kolejnej, dość tandetnej, rozświetlonej hali, gdzie sprzedaje się swetry i spodnie?

Prezydent Sopotu mówi, że to jest wyjście naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców.

Na swój użytek ukułam określenie nowej sopockiej architektury jako architektury nachapania się. Inwestorami są tu ludzie, dla których obiekty im przekazane nie są częścią ich spuścizny rodzinnej, nie są czymś, do czego podchodzi się z czułością i sentymentem. To jedynie baza do szybkiego włożenia, a potem wyciągnięcia pieniędzy. To samo dotyczy Krzywego Domku, inwestorów nie stać było, by gustownie, z pomysłem zaaranżować wnętrza, żeby ludzi, gdy wejdą do środka, nie zatykało, że prócz jednej księgarni niczego ciekawego w zasadzie tam nie ma. To samo dzieje się z otoczeniem dawnego PGS czy rotundy. Stąd moje wzburzenie, gdy zobaczyłam na Monciaku rozświetlony jak jeden wielki neon sklep. Autentycznie mnie zatkało. Nie wymyśliłabym czegoś takiego w najbardziej surrealistycznych wizjach.

Przy nieźle odrestaurowanej fasadzie coś nie pasuje. Co?

Z tej eleganckiej fasady wylewa się prostacka funkcja, ona nas atakuje światłem, manekinami, spodniami i kurtkami eksponowanymi na wieszakach w zabytkowych oknach, w tle kapitalnie zachowanych balkonów, na których mogłyby stać kawiarniane stoliki. Czy ciuchy mają stać się wizytówką Sopotu? Czy Sopot, ta ponoć perełka architektury i kultury, nie ma oświeconego opiekuna, który kompleksowo pomyślałby, jak to miasto powinno wyglądać?

Miałabyś pomysł na ten budynek?

Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to związek fasady z obecnym wnętrzem. Nigdzie nie zostało zaznaczone, że kiedyś był tu teatr, teatr przypomnijmy bardzo ważny nie tylko dla trójmiejskiej kultury.

Scena kultowa. Grali tu Cybulski, Kobiela, Fetting, Jędrusik...

Jeśli zatem musiał tu już być sklep z odzieżą, to czy nie należałoby zrobić na przykład foyer z ekspozycją teatralnych kostiumów, wykorzystać projekty scenografii teatralnych? Fotografią, eksponatami zaznaczyć obecność kultowego kiedyś kina? Takie akcenty spowodowałyby jakąś ciągłość. Tak się teraz myśli o komponowaniu miast na Zachodzie.

Na przykład?

Jest w Pradze centrum kulturalno-handlowe, z którego Sopot mógłby brać przykład - Pałac Lucerna. Secesyjna architektura, pieczołowicie pielęgnowana. Znajduje się tam kino, bar muzyczny, pasaż handlowy z markami słynnych projektantów mody, bodaj perfumeria. A te kawiarnie! To bajka. Jest i element sztuki współczesnej, rzeźba świętego Wacława (patrona Czech) siedzącego na odwróconym do góry nogami koniu... Oczu nie można oderwać!

Przypomina mi się krakowski Kazimierz. Miejsce przyciągające tłumy. Sopot się nie umywa.

Kiedyś całymi dniami fotografowałam tam szyldy. Szyld mówi o tym, co się dzieje na ulicy, w mieście, jacy ludzie tu żyją.

O czym mówi szyld popularnej odzieżowej sieciówki w centrum sopockiego deptaka - wizytówki miasta, ciuchy wiszące w reprezentacyjnej witrynie Sopotu?

No o czym?
g.pewinska@prasa.gda.pl

ZOBACZ!Odnowiona elewacja budynku dawnego kina Polonia.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Zgadzam się ze spostrzeżeniami, dodam, że Sopot jest miastem turystów - więc interes ekonomiczny jest nie do końca typowy. Galerii handlowych są na świecie tysiące, asortyment w nich podobny - a klimat Sopotu niepowtarzalny, przez to bezcenny. Nie dla zakupów sie tu przyjeżdża...

T
Tomasz Tabeau

Też bym wolał , aby inwestorzy remontowali rozpadające się budynki w Sopocie z dobrego serca i nadmiaru pieniędzy, a nie ohydnej chęci zysku. Niestety drogie Panie taki świat realnie nie istnieje. Cała sztuka polega na umiejętnym połączeniu ekonomii z interesem miasta. W tym przypadku całkiem się to udało. A poza tym w Sopocie do tej pory łatwiej można było znaleźć kulturę wyższą niż kupić koszulę.

B
Bizi sopoćkowo .

Pani Anno jest pani zaskoczona a nawet zbulwersowana tym co spotyka sopoćkowo. Ja tym nie jestem zaskoczony,takich rozwiązań w tym naszym sopockim grajdołku można teraz soptać dużo więcej.Ale nie dziwota,skoro prezydent Sopotu który zamienił gumaki i kufajkę na garnitur i krawat a sufit pozostał pegeerze to nawet ta płacząca wierzba na placu przyjaciół przeszkadzała i została wyeksmitowana razem z Rybakiem. Owszem - posadzono Platany, w Szczecinie rosną w wokół pięknie zadbanego placu,kompozycja piękna,ale tam jest i była przestrzeń by je posadzić.A architekturze sopockie, estetyce połączenia nowoczesnosci i funkcjonalności to chyba majtkami się zakryła.No cóż kogo mieszkańcy wybrali -tak będą sypiali.

Dodaj ogłoszenie