MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Szum fal i teatr w wietrznym mieście. Galion Gdyński 2023 dla Krzysztofa Babickiego

Grażyna Antoniewicz
Grażyna Antoniewicz
Po latach pracy w teatrze Krzysztof Babicki doskonale wie, że to widzowie nadają mu sens.   Wręczanie nagrody Galion Gdyński 2023 za Całokształt Twórczości
Po latach pracy w teatrze Krzysztof Babicki doskonale wie, że to widzowie nadają mu sens. Wręczanie nagrody Galion Gdyński 2023 za Całokształt Twórczości Anna Rezulak UM Gdynia
Krzysztof Babicki - dyrektor naczelny i artystyczny Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni, reżyser wielu wybitnych spektakli, otrzymał Artystyczną Nagrodą Prezydenta Miasta Gdyni - Galion Gdyński 2023 za Całokształt Twórczości

Lubię w Gdyni przede wszystkim to, że jak się wysiada z samochodu, czy z pociągu na dworcu przyjeżdżając z Polski centralnej, to jest czym oddychać - mówi Krzysztof Babicki. - Gdynia jest wietrznym, ale bardzo otwartym miastem i myślę, że wiele osób czuje się tu świetnie. Często pracuję od dziesiątej do dwudziestej drugiej, więc kiedy mam krótką przerwę w teatrze między biurem, a wieczorną próbą, to bez względu na pogodę idę na długi spacer w dół ulicą Piłsudskiego, a potem brzegiem morza (nabrzeżem), aż do Teatru Muzycznego, i to jest wspaniałe - taka godzina bycia w innym świecie, niż w murach teatru. Jest morze, niebo, szum fal i myślę, że nie ma takie miejsca w Polsce, które by było podobnie usytuowane jak nasz teatr.

To widzowie nadają mu sens

Po latach pracy w teatrze Krzysztof Babicki doskonale wie, że to widzowie nadają mu sens. Niezmiennie powtarza, że teatr, który pogardza widzem nie ma racji bytu. Gdy zaczynał swój pierwszy sezon w gdyńskim Teatrze Miejskim frekwencja wynosiła ledwie 18-30 proc.

- Byłem ogromnie zaskoczony, gdy po dwóch latach okazało się, że gdyńska publiczność wypełnia widownię w osiemdziesięciu procentach. Nie spodziewałem się że widzowie tak szybko wrócą do teatru - wspomina - Dzisiaj frekwencja jest 100-procentowa.
Wśród przedstawień, szczególnie mu bliskich jest „Idąc rakiem” Güntera Grassa w adaptacji Pawła Huelle przedstawienie, które przez 10 lat, zawsze miało pełną widownię.

- Spektakle, które uważam za wyraz dojrzałości zespołu to „Lot nad kukułczym gniazdem” i „Dziady” - opowiada Krzysztof Babicki. - Zarówno „Lot” jak i „Dziady” to takie przedstawienia, w których reżyser mógłby wszystko powymyślać, ale by nie zaistniały, gdyby nie dojrzałość zespołu aktorskiego.

Mrożek na R@Port

W gdyńskim teatrze, za jego dyrekcji nie tylko autorzy pisali sztuki dla tej sceny, reżyserowali znakomici twórcy: Tadeusz Bradecki, Leszek Mądzik,.. i inni, ale też bywali wybitni goście, tacy jak Günter Grass, czy Sławomir Mrożek.

- Bogdana Cioska dyrektor Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@Port realizował wcześniej sztuki Mrożka i bardzo dobrze go znał prywatnie, a także jego żonę Suzanne - opowiada Krzysztof Babicki. - Natomiast ja Mrożka poznałem w 2005 roku, kiedy reżyserowałem „Miłość na Krymie” w Lublinie. Był on wtedy po swoich problemach zdrowotnych, ale przyjechał na premierę. Pamiętam, jak po spektaklu wstał bijąc brawa, potem wszedł na scenę. To był wielki dzień dla całego teatru i dla mnie też, więc kiedy Bogdan wspomniał, a może by tak Mrożka zaprosić na R@Port zgodziłem się z entuzjazmem. Umówiliśmy się z Mrożkiem w Warszawie, chyba w Hotelu Europejskim, na kawę. Dał się przekonać, pomogła nam żona Mrożka, która powiedziała: Sławek, ty musisz być na bieżąco z tym, co się dzieje w teatrze. która powiedziała mu Sławek, to musisz być na bieżąco z tym, co się dzieje w teatrze. I ja to rozumiem, bo ja nie muszę realizować na podobieństwo młodych reżyserów takiego samego teatru a Brożek nie będzie pisał tak jak pisze większość uczestników Gdyńskiej nagrody dramaturgicznej, ale myślę, że jest jakaś jedna wielka wspólnota pokoleń. Myślę, że tak to rozumiał, dlatego się zgodził.

Mrożek podczas pobytu w Gdyni upodobał sobie mój gabinet. Przynoszono mu obiady z teatralnego bufetu. Pamiętam, że kiedy przynieśli żurek dosyć już wychłodzony, jego żona, powiedziała, ten żurek, to już jest taki trochę dziwny. „To co z tego, zjem go jako chłodnik” - odpowiedział z uśmiechem Mrożek.

- Z tą wizytą związana jest zabawna anegdota. Pewnego dnia Mrożek, powiedział; Słyszałem panie Krzysztofie, że pan robił „Tango” w Poznaniu, czy nie chciałby pan do tej sztuki” wrócić? Odpowiedziałem: - Panie Sławomirze, powiem szczerze, że „Tango” uwielbiam, ale strasznie mnie drażni ta scena teatrzyku Stomila. - To niech pan weźmie jakieś moje opowiadanie, albo jednoaktówkę i zastąpi nim „teatrzyk Stomila”- zaproponował Mrożek. Pomyślałem wtedy, a gdyby tak zrobić jednoaktówkę „Na pełnym morzu” - I nagle to dało nam prawo a nie było uzurpacją grania pod pokładem „Daru Pomorza”.

Pod pokładem

Spektakle wystawiane są bowiem nie tylko w budynku przy Bema 26, czy na Scenie Letniej w Orłowie, ale również pod podkładem najpiękniejszego polskiego żaglowca-muzeum „Dar Pomorza”. Sztuki specjalnie dla tej sceny pisał Paweł Huelle, który od 2011 roku związany był z Teatrem Miejskim im. Gombrowicza, a reżyserował je Krzysztof Babicki.

W uzasadnieniu nagrody czytamy; „Babicki i Huelle stworzyli mocny, charakterystyczny, rozpoznawalny styl opowiadania w teatrze o ludziach zdeterminowanych historią, bezbronnych wobec wspaniałości i okrucieństwa świata, który sami kreują własnymi wyborami.”

Reżyser i dramaturg wspólnie zrealizowali na „Darze Pomorza”: „Idąc rakiem” na podstawie Güntera Grassa (prapremiera odbyła się 13 maja), „Żółtą łódź podwodną”, „Kursk” oraz „Jądro ciemności” Conrada.

- Nie wiem, czy to był mój czy Pawła pomysł, zapewne wspólny, żeby pod pokładem „Daru Pomorza” zrobić czwartą scenę teatru. I tak od kwietnia do października gramy tam regularnie przedstawienia, w większości są to sztuki Pawła. W moim prywatnym nazewnictwo jest to scena Pawła. 9 czerwca, mija pół roku od jego śmierci, dlatego chcemy zrobić taki spektakl galowy na „Darze Pomorza” i zagrać „Kursk”, który wciąż jest w repertuarze.

Scena pod pokładem cieszy się wielkim powodzeniem.
- „Jądro ciemności”, często musieliśmy grać dwa razy dziennie o godz. 20 i godz. 22. Myślę, że jest to zasługa Conrada, ale chyba też miejsca, bo o godz. 22.00 ustawiała się kolejka przed trapem na „Dar Pomorza” ,coś fascynującego zupełnie - mówi dyrektor
- Co do wizyty noblisty, Güntera Grassa zjawił się w 2012 roku, kiedy zrobiliśmy z Pawłem „Idąc rakiem” - wspomina Krzysztof Babicki. - Zjawił się wtedy z żoną i z wnukiem. Przyszedł i zapowiedział, że zaraz po spektaklu musi jechać, a jednak, został i potem rozmawiał ze wszystkimi aktorami. Był zachwycony, powiedział Pawłowi, że sam by takiej sztuki nie napisał. Wszyscy próbowali mówić z nim po angielsku, ale ja miałem wrażenie, że wiele polskich słów też rozumiał.

„Idąc rakiem” Güntera Grassa, to, trochę gdyńska powieść, bo „Wilhelm Gustloff” w 1945 roku wypłynął, Statek wypłynął w swój ostatni rejs z Gdyni z kilkunastoma tysiącami ludzi na pokładzie. Spektakl graliśmy jeszcze do zeszłego roku, ale z powodu odejścia aktora na emeryturę sztuka zeszła z afisza - mówi dyrektor.

Czas pandemii

- Najgorszy okres dla teatru to był czas pandemii - opowiada dyrektor. - Kiedy nagle widownia teatru musiała być ograniczona do 25 procent. Pamiętam premierę na Małej Scenie, graliśmy sztukę „Anastazja wychodzi za mąż” według Dostojewskiego, zamiast 100 osób, na widowni w tych białych maskach siedziało 25 widzów, to był teatr w teatrze, wyglądało to upiornie. Sam Dostojewski, by tego nie wymyślił, na widowni ludzie w maskach, a na scenie Myszkin i Nastazja. Czas pandemii był zabójczy finansowo dla teatru, bo przecież dochody były żadne.

Optymistyczne marzenie

Chcesz Pana Boga rozśmieszyć to powiedz, jakie masz marzenia,mawia się , a jednak pytamy, jakie marzenia ma dyrektor Babicki?
- Dzisiaj mi się marzenie pojawiło, bo otrzymałem potwierdzenie rezerwacji mojego pobytu w Tatrach, bo jak wiesz jestem zapalonym taternikiem i jedyna organizacja, do której należę to jest Polski Związek Alpinizmu, w którym jestem od siedemdziesiątego ósmego roku (Klub Wysokogórski Trójmiasto). Dostałem to potwierdzenia i rozmawiałem o tym ze swoim siostrzeńcem, z którym chodzę po górach.

Powiedział: „Słuchaj, my musimy zrobić absolutnie w tym roku Grań, z Doliny Ciężkiej wejście na Wysoką”. - Jezus Maria, przecież on jest młodszy ode mnie o 30 lat - westchnąłem, ale potem pomyślałem sobie: „Cholera, a może by się tak dało zrobić, żeby wejść na przełęcz Waga, a stamtąd na Wysoką od dołu zupełnie”. I to są takie marzenia, wiesz może niepoprawne, nadmiernie optymistyczne, bo już trochę lat tam, ale jeszcze cały czas tymi górami żyję i to jest dla mnie niesamowite odbicie od teatru.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Robert EL Gendy Q&A

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki